Zobacz temat
www.kepnosocjum.pl :: Kępno i okolice :: ARTYKUŁY I PRACE
 Drukuj temat
Żołnierzom Wyklętym
slawomir wieczorek
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 27-02-2013 19:55
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

ŻOŁNIERZOM WYKLĘTYM

Nie, nie będzie to opowieść o ,,Żołnierzach Wyklętych'' z lat 1944-1963.
Ich los stał się jedynie pretekstem dla przypomnienia wydarzeń z lat 1768-1772.
Przypomnienia historii, która do złudzenia przypomina tę, o której tyle się pisze i mówi.
Uważny czytelnik bez trudu odkryje podobieństwa obu okresów.
Miasto nasze było świadkiem wydarzeń związanych zarówno z działalnością konfederatów barskich jak i żołnierzy partyzantki powojennej. Opowiadając historię Konfederacji Barskiej, autor poczynił szereg porównań do czasów powojennych. Czasów, które wzbudzają wiele kontrowersji oraz wywołują spory i ostrą wymianę zdań również na łamach niniejszego forum.
W tekście znajdzie się sporo odniesień do naszego miasta i jego okolic.
Wydarzenia, które rozegrały się na naszej ziemi 245 lat temu, po osadzeniu ich w szerszej historycznej perspektywie, nabiorą innego wymiaru niż wzmiankowano dotąd w opracowaniach dotyczących naszego miasta. Będzie to opowieść o pierwszych polskich ,,Żołnierzach Wyklętych''.
Kalendarzowe sąsiedztwo rocznicy zawiązania Konfederacji Barskiej (29 lutego) oraz dnia ,,Żołnierzy Wyklętych'' (1 marca) tworzą dodatkową nić łączącą bohaterów odległych epok.
Co cztery lata po 28 dniu lutego przychodzi dzień pamięci konfederatów barskich. Nie wiem, czy zbieżność jest przypadkowa czy zamierzona. Ja jednak widzę w tym jakiś zamysł Opatrzności.


www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/forum_art.jpg


Fragment pomnika konfederatów barskich w Bielsku-Białej z fragmentem tekstu Pieśni Konfederatów Barskich z dramatu Juliusza Slowackiego ,,Ksiądz Marek''.
(fotografia – źródło wikipedia)










motto
,,Przeszłość jest szczeblem dla przyszłości, posłańcem jutra''


WSTĘP.
Od wielu lat stawiane są pytania o motywy jakimi kierowali się żołnierze powojennej partyzantki, podejmujący zbrojną walkę ze sowieckim okupantem oraz ich komunistycznymi poplecznikami. Poddaje się w wątpliwość szlachetne intencje partyzantów uwypuklając negatywne skutki ich działalności. Nawet wielu z tych, którzy krytycznie oceniają powojenną rzeczywistość zgotowaną Polsce przez sowiecki reżim, nie jest przekonana co do sensu podjętej walki, podejrzewając partyzantów o kierowanie się najniższyni instynktami.
Przy ocenach powojennej rzeczywistości uderzają niesymetryczne wymagania wobec moralnej kondycji komunistycznych oprawców oraz ich ofiar.
Okazuje się, że dawnych komunistów przynajmniej częściowo rozgrzesza ówczesna sytuacja geopolityczna w jakiej znalazła się Polska oraz pragnienie budowy normalnego życia w warunkach, jakie dane nam były po wojnie. Jednocześnie wymaga się krystalicznie czystej postawy, niemal świętości, od tych, którzy pragnęli prawdziwej niepodległości. Wszelkie rysy na charakterach tych, którzy podjęli walkę z okupantem, w oczach krytyków, są argumentem przemawiającym przeciwko nim, stając się pewnego rodzaju usprawiedliwieniem dla ich oprawców. Zapomina się, że ofiarami wojny byli nie tylko polegli żołnierze i cywile, ale również ci, którzy przeżyli. Rozchwiana została ich moralność, zrujnowana psychika.
Lata wojennego terroru i bezwzględnej walki, codzienne obcowanie ze śmiercią doprowadziły do spustoszenia sumień większości ludzi.

Sposób oceny ,,Żołnierzy Wyklętych'', zastosowany wobec naszych bohaterów narodowych sprzed dwustu, trzystu czy tysiąca lat spowodowałby, że niewielu naszych przodków byłoby godnych szacunku i pamięci. Tyle, że życiorysy naszych ,,starych'' bohaterów nikogo nie interesują.
Okazałoby się, że z panteonu bohaterów należałoby wykreślić Mieszka I, Kazimierza Wielkiego, Jana III Sobieskiego, Józefa Piłsudskiego i wielu wielu innych. Godnych pamięci zostałoby może paru świętych, którym trudno byłoby coś zarzucić. Ale pewnie i ci święci odsądzani byliby od czci i wiary przez tych, którzy uważają chrześcijaństwo (a ściślej Kościół Katolicki) za największe zło jakie mogło przytrafić się Polsce.
Czy ci ,,obrońcy moralności'' zdają sobie sprawę z tego, że bez tych niepokornych, nie byłoby dzisiaj wolnej Polski? Czy zdają sobie sprawę, że w otoczeniu wilków poczciwa owieczka nie ma szans na przeżycie? Czy ci krytycy stąpają trzeźwo po ziemi?
Wreszcie, czy niepodległość stanowi dla nich wartość, dla której warto poświęcić inne wartości?


YouTube Video

Andrzej Kołakowski, ,,Przysięga''

Kiedy dzisiaj w Niemczech czci się Fryderyka II i Bismarka, w Rosji Piotra I i Katarzynę II, na Ukrainie Stepana Bandere my krytykujemy tych, którzy przeciwstawili się imperialnym zapędom naszych sąsiadów stawiających but na polskiej ziemi.

Ponad dwustuletnie wypłukiwanie społeczeństwa polskiego z jej intelektualnych elit przyniosło widoczne do dnia dzisiejszego skutki. Brak umiejętności analizy przyczynowo-skutkowej procesów historycznych jest tego przykładem. Oceny powojennej partyzantki bez wnikliwego zaznajomienia się z sytuacją polityczną w jakiej przyszło walczyć żołnierzom, bez znajomości procesów historycznych (w skali lokalnej i skali kraju) mających wówczas miejsce, bez zgłębienia ich genezy są bezwartościowe jako powierzchowne i pozbawione kontekstu historycznego.
Za bezwartościowe uważam również doszukiwanie się przyczyn tragicznych wydarzeń w najniższych instynktach tkwiących w człowieku. Taką ocenę może jednak artykułować każdy.
Taka ocena nie wymaga bowiem wysiłku intelektualnego. Tym sposobem mnożą się zastępy moralistów, którzy czerpią wiedzę z pokładów swojego głębokiego humanizmu. Jestem przekonany, że w sytuacji realnego zagrożenia utraty niepodległości, w jej obronie na śmierć i życie stanęliby w komplecie Ci potępiani a tylko garstka spośród ich dzisiejszych krytyków.

W prowadzonej dyskusji pomija się wartości, które powinny być bliskie każdemu człowiekowi. Honor, który nie pozwalał wielu Polakom zaakceptować faktu, że ktoś obcy chce dyktować jak mamy żyć, stał się dzisiaj pojęciem anachronicznym. Zauważyć natomiast można wszechobecny konformizm oraz błędnie rozumiany pacyfizm.
Dokonując oceny żołnierzy podziemia, stosuje się często kryteria wynikające z powszechnie głoszonej w obecnych czasach hierarchii wartości. Trudno oczekiwać od kogoś, dla kogo pojęcie patriotyzmu jest jedynie hasłem encyklopedycznym, by potrafił dostrzec w heroicznej postawie żołnierzy niepodległościowych rzeczywiste przesłanki, którymi kierowali się, kiedy porzucali swoje domy, rodziny i wyruszali do lasu.
Trudno o zgodną ocenę żołnierzy powojennej partyzantki tych, dla których życie stanowi wartość najwyższą oraz tych, którzy są w stanie poświęcić je w imię walki o wolność i niepodległość.
Są to tak odległe od siebie systemy wartości, że nie ma raczej szans na porozumienie.
Można jednak spróbować spojrzeć na powojenną rzeczywistość oczami tych, których szlachetne intencje poddaje się w wątpliwość. Można się z nimi nie zgadzać, ale można podjąć próbę zrozumienia motywów którymi się kierowali.

YouTube Video

Andrzej Kołakowski, ,,Oskarżeni o wierność''

W historii Polski podobny spór mieliśmy przed 240 laty.
Tragicznym wydarzeniem, które wzbudzało równie wiele kontrowersji była Kofederacja Barska.
Do dnia dzisiejszego historycy i publicyści toczą spory o sens podjętej walki oraz intencje przyświecające konfederatom z lat 1768-1772.
Na przestrzeni ponad dwustu lat powstało raptem kilka obszernych prac dotyczących Konfederacji Barskiej. Prace te wyznaczają kierunek myślenia kolejnych pokoleń historyków i publicystów.
Konfederacja Barska od roku 1989 nie doczekała się żadnego solidnego naukowego opracowania odwołującego się nie tylko do polskich ale i do rosyjskich czy francuskich archiwów. Spradycznie sięga się do tekstów źródłowych w postaci pamiętników, listów, raportów z przetrzebionych wojnami polskich źródeł.
Ponad dwadzieścia lat niepodległości nie wystarczyło naszym historykom spojrzeć na ten zbrojny zryw z dzisiejszego punktu widzenia. Podobnie rzecz się ma z innymi polskimi powstaniami.
Okazjonalne opracowania nie wnoszą niczego nowego w stosunku do prac z okresu międzywojennego. Co gorsza, w wielu przypadkach opierają się na materiałach z czasów Polski Ludowej, w których aż roi się od stereotypów tworzonych na potrzeby socjalistycznej historiografii.
Fałszowanie historii powojennej partyzantki trwało 45 lat Fałszowanie historii Konfederacji Barskiej trwa już 245 lat (z przerwą w okresie międzywojennym) i ma się doskonale do dnia dzisiejszego.
Mówiąc o walkach niepodległościowych, Konfederację Barską spycha się na margines jako wydarzenie po części wstydliwe i nie przynoszące nam chluby.
Ocena taka jest niesprawiedliwa. Konfederacja Barska nie doczekała się jednak swojego IPN-u, który odkłamałby historię. Ciekawe, czy ,,IPN ds. Konfederacji Barskiej'' byłby równie mocno wyszydzany przez niektóre środowiska, jak jest to w przypadku IPN-u który odsłania tajemnice najnowszej historii?

Od wielu lat historocy toczą spory, czy Konfederacja Barska była pierwszym polskim powstaniem wpisującym się w ciąg zrywów niepodległościowych okresu rozbiorów czy też może ostatnim szlacheckim rokoszem doby I RP. Tymczasem historycznych podobieństw poszukiwać należy gdzie indziej.

Czytając opracowania, wspomnienia i pamietniki z okresu 1768-1772 nieodparcie narzuca się porównanie walk konfederatów do walk powojennych partyzantów. Analogii jest mnóstwo. Sytuacja konfederatów barskich i żołnierzy partyzantki powojennej była bardzo podobna.
Nie tylko co do charakteru prowadzonych walk (wojna partyzancka), ale również w odniesieniu do późniejszej propagandy rozsiewanej przez naszych sąsiadów, a tak bezrefleksyjnie podchwytywanej przez dużą część opinii wewnętrznej (tej tzw. nowoczesnej i postępowej).
Rozdzwięk między materiałami archiwalnymi a spreparowaną później historiografią jest olbrzymi.
O wydarzeniach z lat 1944-1963 pisze się sporo. O wydarzeniach z lat 1768-1772 mówi się sporadycznie. Tematem interesują się głównie historycy zajmujący się okresem przedrozbiorowym.

Dlaczego Konfederacja Barska jest wydarzeniem, któremu warto przyjrzeć się bliżej?
Historycy i publicyści oceniający jej charakter, motywy którymi kierowali się konfederaci oraz skutki jakie przyniosła dzielą się na dwie grupy: jej zwolenników i przeciwników.
Najciekawsze jest jednak to, że podział w jej ocenie najczęściej pokrywa się z podziałami w ocenie walk żołnierzy wyklętych. Pozytywny stosunek do Konfederacji Barskiej pokrywa się z akceptacją i zrozumieniem motywów, którymi kierowali się powojenni partyzanci. Chociaż nie jest to regułą.

Geneza dzisiejszych podziałów politycznych i odmiennego spojrzenia na naszą historię sięga okresu przedrozbiorowego. Zarzewie podziału można dostrzec w roku 1717, kiedy nastąpił pierwszy namacalny akt stopniowej utraty niepodległości w czasie tzw. ,,sejmu niemego''.
Jako naród (a w zasadzie jego szlachecka część) popełniliśmy wówczas błąd, kiedy zaprosiliśmy cara Piotra I do rozstrzygania naszych wewnętrznych problemów.
Ten, w zamyśle części szlachty, jednorazowy ,,akt pomocy'' ze strony cara przerodził się w stałą ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski. Wielkim błędem była wiara, że ktoś obcy pomoże rozwiązać nasze spory. Głupotą było sądzić, że car Rosji będzie miał dobre intencje w stosunku do Polski i Polaków. Można zadać sobie pytanie, skąd ta naiwność w myśleniu?
Pytanie jest o tyle istotne, że wasalna postawa wobec coraz silniejszych sąsiadów zaczęła przeważać w środowiskach szlacheckich. Ta naiwność przekazywana była kolejnym pokoleniom Polaków. Zmieniały się okoliczności historyczne a przekonanie w dobre intencje i bezinteresowność naszych sąsiadów rozkwitała. Ten brak rozsądku części szlachty skutkował
ponad dwustu latami dominacji imperium rosyjskiego nad Polską z krótką 20-letnią przerwą w okresie międzywojennym i czasami obecnymi. Nawet jednak w tych szczęśliwych latach byliśmy narażeni na ciągłą penetrację i ingerencję ze strony imperium.
Tymczasem jeszcze pokolenie dziadów konfederatów barskich rozniosło potęgę turecką pod Wiedniem. Postrzegani byliśmy w Europie jako mocarstwo w niczym nie ustępujące Rosji.
Sami siebie uważaliśmy za naród przewyższający cywilizacyjnie naszego wschodniego sąsiada.
Jakże krótka droga od potęgi i chwały do upadku i zniewolenia.

Już w początkach XVIII w. część szlachty była przeciwna stawianiu się Rosji w pozycji protektora. Miała przeczucie, że może to doprowadzić do katastrofy. Przeważające masy szlacheckie raziły jednak swoją niezaradnością oraz źle pojętą obroną własnych przywilejów przeradzającą się w warholstwo.

Negatywnie oceniając kondycję stanu szlacheckiego XVIII wieku należy jednak odnotować zarysowujący się podział. Część szlachty odziedziczyła po swoich rycerskich przodkach honor, który wykluczał wasalną postawę wobec ościennych władców. Honor, który nakazywał traktować sąsiadów jak równych sobie. A raczej postrzegać siebie jako równego pośród innych narodów.

Zarysowujący się podział wśród Polaków w sposób bezwzględny zaczęli wykorzystywać dla własnych interesów Rosja, Prusy i Austria.
Mieliśmy dziejowego pecha, że wraz z postępującym rozkładem Rzeczpospolitej, na tronie rosyjskim i pruskim zasiedli władcy, których rodacy nazwali ,,wielkimi'' – caryca Katarzyna II Wielka i Fryderyk II Wielki. Miarą wielkości tych władców był stopień upodlenia naszego państwa. Ich bezwględność, cynizm, brak moralności w polityce spotkał się z naiwnością i brakiem instynktu samozachowawczego dużej części polskiej społeczności szlacheckiej.
Trzeba otwarcie powiedzieć, że ogromna rzesza szlachty i magnaterii sprzyjała poczynaniom naszych sąsiadów. Dała się przekupywać rosyjskim i pruskim ambasadorom oraz licznym agentom.
Metody stosowane wobec Polski i Polaków, dwieście lat później rozwinęło i doprowadziło do perfekcji państwo sowieckie.

Podejmowane w XVIII wieku przez Prusy, Rosję i Austrię działania, mające na celu rozkład polskiej państwowości znajdowały w Rzeczpospolitej wielu gorliwych wykonawców.
Wiedza o wydarzeniach historycznych XVIII wieku oraz znajomość charakteru walk w okresie Konfederacji Barskiej oraz wiedza o kolejnych zrywach niepodległościowych pozwala spojrzeć na działania partyzantki powojennej z nieco innej perspektywy.
Podjęta w 1944r. walka nie była odizolowanym epizodem historycznym i nie należy jej oceniać w oderwaniu od wcześniejszych doświadczeń historycznych. Wręcz przeciwnie. Wpisuje się ona w swego rodzaju historyczną logikę, której początki tkwią gdzieś u zarania XVIII wieku.
Konfederacja Barska jest pierwszym akordem całej gamy późniejszych wydarzeń w którym daje się zaobserwować to wszystko, co widzimy również w latach 1944-1963.
Te same metody działania naszych wrogów, ta sama propaganda, zastraszanie, kłamstwa, przekupstwo, przemoc fizyczna wobec jednostki oraz militarna wobec państwa.
Metody z którymi polska szlachta wtopiona w kulturę sarmacką nie potrafiła sobie kompletnie poradzić. Brutalne metody wyrosłe na gruncie odmiennej kultury, przywleczonej gdzieś z głębokich azjatyckich stepów, bez większych kłopotów pozwoliły rozprawić się z głębokim, posuniętym do granic absurdu polskim republikanizmem, stanowiącym śmiertelne zagrożenie dla absolutystycznych rządów ościennych władców. Stąd taka ich zajadłość w stosunku do Polski.

Konfederaci barscy to pierwsi w dziejach Polski ,,Żołnierze Wyklęci''.
Propaganda komunistyczna nie zostawiała na nich suchej nitki.
Wyrugowała to zbrojne powstanie ze zbiorowej pamięci jako ruch ,,wsteczny''. Niewygodne było przede wszystkim hasło na sztandarach konfederackich ,,Jezus-Maryja!''.
Konfederacja Barska nigdy nie cieszyła się uznaniem środowisk postrzegajacych siebie jako postępowe i nowoczesne. A szczególnie antyklerykalnych.
Negatywna opinia na jej temat rozpowszechniana była również w okresie pozytywizmu. Było to efektem propagandy rozsiewanej przez zaborców. Wielokrotnie powtarzane kłamstwa stają się w którymś momencie ogólnie akceptowanymi ,,prawdami''.
Najlepszą ,,prasę'' miała w okresie romantyzmu, kiedy stała się natchnieniem dla największych naszych poetów i wzorem do naśladowania dla kolejnej generacji powstańców.

Wielu historyków ocenia Konfederację Barską jako próbę przywrócenia saskiej anarchii, walkę o podtrzymanie liberum veto, o prawo uciskania chłopów. Widzi w niej tendencje wsteczne i religijny fanatyzm. Postrzega jako emanację ducha rokoszowego, córkę konfederacji radomskiej i macochę konfederacji targowickiej. Wreszcie widzi w niej bezpośrednią przyczynę I rozbioru RON. Konfederatów barskich uważa za niesubordynowanych żołnierzy łupiących społeczeństwo i torpedujących reformy przeprowadzane przez ,,światłego'' króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i familię Czartoryskich.
W głębokim tle dostrzega się natomiast rolę Rosji w wydarzeniach sprzed 245 lat. W tym właśnie elemencie analiz tkwi ogromne zakłamanie.

Jest i odmienne spojrzenie na konfederację. Spojrzenie prezentowane przez poetów romantycznych widzących w konfederacji ruch mający na celu obronę Polski przed obcymi wpływami, broniącej państwo przed politycznym i militarnym podporządkowaniem potężnemu wschodniemu sąsiadowi. Samych konfederatów ocenia się jako szlachetnych rycerzy oddających życie za wolność ojczyzny i katolicką wiarę. Tę opcję prezentują głównie środowiska prawicowe.

Jedni i drudzy przytaczają argumenty na obronę swoich tez. Większość historyków ocenia Konfederację Barską jako zjawisko złożone. Przyjmuje postawę pośrednią, akcentując jej pozytywne i negatywne aspekty.
Czy taka ,,wyważona'' ocena jest właściwa? Moim zdaniem nie.
Pamiętając o wszystkich ułomnościach konfederatów należy podkreślić, że większość z nich w imię walki o niepodległość ojczyzny zdecydowała się ryzykować życiem swoim i swoich bliskich, utratą majątków, wygnaniem i zesłaniem w głąb Rosji.
Losy większości konfederatów były tragiczne a ostatni żyjący na Syberii konfederaci, witali na tej nieludzkiej ziemi powstańców z roku 1831.

NIEPODLEGŁOŚĆ OJCZYZNY to wartość nieporównywalna do krzywdy odczuwanej przez pojedynczego obywatela, któremu konfederaci zarekwirowali konia, zboże, żywność. Wobec perspektywy utraty niepodległości nieistotne stają się różnice w poglądach politycznych, religijnych czy społecznych. Obrona niepodległości jest wartością nadrzędną. Gotowość poświęcenia życia w imię wolności jest tysiąckrotnie ważniejsza od bieżących sporów politycznych czy nawet ,,społecznie wstecznych'' poglądów prezentowanych przez część konfederatów.

Analizując ruch konfederacki nie można oczywiście przemilczać niewygodnych faktów.
Podszywały się pod niego różnego rodzaju szumowiny oraz zdrajcy, którzy za garść srebrników zdolni byli do zdrady. Do oddziałów przenikali pospolici rabusie. Przy masowej skali tego ruchu, było to nie do uniknięcia. Problemem jest jednak to, że w tzw. ,,obiektywnych'' ocenach wyolbrzymia się stopień fanatyzmu, demoralizacji i zacofania konfederatów. Mówi się z jednakowym natężeniem o pozytwnych i negatywnych postawach bez chociażby próby oszacowania udziału jednych i drugich. W ten sposób fałszuje się historię.

Polscy historycy zaczęli z czasem przyjmować wizję konfederacji prezentowaną przez historiografię naszych sąsiadów. Potężne machiny pruskiej i rosyjskiej propagandy przyniosły oczekiwane skutki. Owoce tych działań daje się odczuć do dnia dzisiejszego. Wielu współczesnych historyków wciąż nie potrafi wyzwolić się z tego narzuconego sposobu myślenia.

cdn.

Edytowane przez Mustava dnia 27-02-2013 20:20
 
slawomir wieczorek
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 09-03-2013 00:15
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

motto
,,Przeszłość jest szczeblem dla przyszłości, posłańcem jutra''




KONFEDERACJA BARSKA W OPRACOWANIACH DOTYCZĄCYCH KĘPNA I OKOLIC

Jaki jest dzisiejszy stan wiedzy na temat Konfederacji Barskiej w regionie kępińskim?
Analizę proponuję rozpocząć od zacytowania fragmentów opracowań dotyczących naszego regionu w których znalazły się wzmianki o tym powstaniu. Zróbmy zatem chronologiczny przegląd informacji do jakich mogą dotrzeć mieszkańcy Kępna w kontekście naszego miasta i okolic wraz z krótkimi komentarzami, które rozwijane będą w kolejnych rozdziałach.

,,Kronika Parafialna Baranowska'' ks. P.Wł. Fabisza z r. 1853

,,7 września 1768 w wigilję Marji Panny Siewnej w czasie konfliktu między Moskalami a wojskami Republiki polskiej na gruncie Grębanina w okolicy Remiszówki, ośmiu konfederatów albo żołnierzy republiki zostało zamordowanych przez Moskali, następnie zostali wspólnie wrzuceni do grobu i w jednym grobie jest ich 6-ciu nieznanych z imienia i przydomka a szczątki ich wskazuje tam figura Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dwóch zaś zostało zabitych na gruncie łękowieckim i w tem samem miejscu, w którem zostali zamordowani, wrzuceni do grobu”.

Informacja z ,,Kroniki Parafialnej Baranowskiej'' przytaczana jest w późniejszych opracowaniach dotyczących Kępna, uzupełniona czasami o dodatkowe szczegóły.

W roku 1890 Stanisław Karwiński w opracowaniu p.t. ,,Grabów w dawnej ziemi wieluńskiej'' odnotował:

,,W czasie Konfederacji Barskiej przechodziły przez Grabów i okolice rozmaite komendy konfederackie, pojawiali się też Kozacy, a w r. 1771 Prusacy, którzy wcale nie oszczędzali mieszkańców. Tak np. zapisał pan Jan Szeliski, dzierżawca Parcic, w regestrzyku swoim pod dniem 4 marca 1771 r., że Prusacy wpadli do wsi i zabrali gwałtem, co było w szpichlerzu, co się nieraz powtarzało.''

Interesujących szczegółów udziela ks. radca M. Perliński proboszcz ostrzeszowski, który w roku 1920 w swoich ,,Wspomnieniach o mieście Ostrzeszowie, bliższej jego i dalszej okolicy'' pisał:

,,Zjazd szlachty powiatu ostrzeszowskiego wielki. Dnia 1 marca r. 1768 zawiązała się w mieście Barze na Podolu konfederacja zwana barską pod przewodnictwem Michała Korwina Krasińskiego; należeli do niej Franciszek Potocki, Józef Puławski z synami: Kazimierzem, Franciszkiem i Antonim, Krasiński Adam, biskup kamieniecki, i wiele innych, w celu wypędzenia z Polski Moskali. Oddział konfederatów barskich pod dowództwem Zaremby i Morawskiego dnia 6 września r. 1768 od Kalisza przybył do Ostrzeszowa na postój. Część tego oddziału, to jest ośmiu, dnia 7 września poszło do Kępna i Baranowa. Wojsko moskiewskie tam stojące pochwyciło 6 i zabiło, zostali pochowani na gruncie Grębanina, zwanym Remiszówką, dwóch zaś zabitych przez Moskali pochowano na gruncie zwanym Łęka Mroczenska.''

Zapisy te potwierdzają informacje z ,,Kroniki Parafialnej Baranowskiej'' i dodają kilka nowych faktów i nazwisk. Jak się okaże, zaprezentowane uszczegółowienie nie jest zgodne z historyczną prawdą. Przywołanie w kontekście naszego miasta nazwisk słynnych konfederatów Morawskiego i Zaremby, aczkolwiek bardzo nobilitujące, nie znajduje jednak potwierdzenia w materiałach źródłowych. W kontekście Kępna wymieniany jest za to inny konfederat - Józef Bierzyński, którego nazwisko budzi wśród historyków wiele kontrowersji.

Z kolei w książce ks. Józefa Janiszewskiego z roku 1928 "Powiat Kępiński z mapą powiatu na podstawie różnych źródeł" wydanej jako dodatek "Nowego Przyjaciela Ludu" czytamy:

,,r. 1798 i 9 przebywali tu konfederaci Barscy; 4 poległych konfederatów pochowano w Remiszówce, gdzie do ostatnich czasów stał krzyż na wspólnym grobie.''

Ks. Janiszewski podaje inną liczbę poległych i pochowanych żołnierzy niż wynika to z ,,Kroniki Parafialnej Baranowskiej''. Do opracowania wkradł się błąd drukarski dotyczący okresu przebywania Konfederatów Barskich w Kępnie.

W literaturze powojennej można odczuć wyraźną zmianę tonu przy okazji wzmiankowania tego niepodległościowego zrywu.
Opracowanie z roku 1960 p.t. ,,XV lat rozwoju miasta Kępna'' , wydane z okazji 300-lecia miasta, konfederację barską pomija jeszcze milczeniem.

Pierwsze informacje przynosi książka ,,Z dziejów Kępna'' Wacława Kokocińskiego i Jana Kurzawy, z tego samego roku, w której czytamy:

,,W dokumencie magistratu z dnia 22 sierpnia 1768 roku, odnoszącym się do konfederatów barskich, którzy nałożyli okup na protestantów miasta, widnieją podpisy wójta Augusta Neugebauera, radnych Dawida Zaura i Baltazara Stempla oraz Felicjana Libiszewskiego- burmistrza''.

Użycie słowa ,,okup'' nadaje narzuconym przez konfederatów obciążeniom charakteru negatywnego. Okupu żądają przecież bandyci a w dzisiejszych czasach terroryści.
W świetle dzisiejszej wiedzy, użycie słowa ,,okup'' jest nieporozumieniem. Nieprawdą jest sugerowanie, że obciążenia finansowe dotykały wyłącznie protestantów. Dotyczyły one wszystkich mieszkańców terenów zajętych i zarządzanych przez konfederatów.
Jednak wrogo nastawieni do konfederatów protestanci starali się unikać ponoszenia jakichkolwiek ciężarów związanych z utrzymaniem wojska kojarzonego z wiarą katolicką.
W rozdziale ,,Walki o charakterze religijnym i społeczno-politycznym'' czytamy:

,,Tymczasem w kraju zawiązała się konfederacja barska (1768). Do Kępna przedostały się przygodne niedobitki konfederacji. Mieszczanie protestanccy i Żydzi zmuszeni byli złożyć konfederatom okup. W roku 1774 po zamieszkach w kraju i po osiągnięciu pokoju ogłoszono wreszcie tolerancję religijną. W tym roku na soborze protestanckim w Lesznie uzyskali protestanci wielkie nadzieje zmian na lepsze''.

W tym fragmencie do pokrzywdzonych mieszkańców miasta zmuszonych do opłacenia okupu dołączyli również Żydzi. Zapomina się o wcześniejszej informacji, że powinności finansowe wobec konfederatów zostały zaakceptowane przez władze miejskie. Obciążenia miały odzwierciedlenie w oficjalnych dokumentach. Były tym samym legalne.
Na marginesie: tolerancji religijnej nie można ogłosić ani zadekretować. Tolerancja albo jest w społeczeństwie albo jej nie ma, niezależnie od woli ustawodawcy. Zapisy ustawy z roku 1774 wprowadzały równouprawnienie dysydentów w dostępie do urzędów. Od tej pory innowiercy mogli zostawać posłami. Nadal jednak nie mieli dostępu np. do senatu.

W przypiskach książki czytamy:

,,W latach 1768-1770, kiedy przebywały w Kępnie oddziały konfederatów barskich, przenieśli się Mączyńscy (właściciele Kępna – mój przypis.) do Prus, zamieszkując w pogranicznym Bralinie.''

W zdaniu tym zawarta jest sugestia, że Konfederaci byli niebezpieczni do tego stopnia, że właściciele Kępna zmuszeni byli schronić się w pobliskim Bralinie. Tym sposobem sugeruje się czytelnikowi negatywne skojarzenie z Konfederacją. Autorzy nie odpowiedzieli na pytanie, dlaczego Mączyńscy znaleźli się w dość licznej grupie szlachty, która opuściła kraj i szukała schronienia pod skrzydłami króla Prus. Czy była to wyłącznie kwestia bezpieczeństwa właścicielki Kępna Joanny Nekandy-Trepki wyznania kalwinskiego czy może jej męża Aleksandra Mączyńskiego-katolika, którego brat Jan Mączyński, kasztelan sieradzki, był aktywnym członkiem ruchu konfederackiego na ziemi sieradzkiej?

W innym miejscu czytamy:

,,W r. 1768 do konfederacji dołączył się generał adiutant JKM. Kazimierz Szembek z Siemianic. Pośpieszył on z pomocą konfederatom z dużą grupą ludzi różnego pochodzenia. Przy okazji ściągnął od Żydów w Kępnie 20 000 zł kontrybucji za pośrenictwem swego komisarza Kiedrzyńskiego i Janikowskiego. Dopiero po przyjściu wojska rosyjskiego w Wieluńskie zaprzestano pobierania kontrybucji.'' (źródło: OCR.Obl.16, f.176-177).

Autor zauważa, że w szeregach konfederatów znaleźli się ludzie różnego pochodzenia. Przeczy to powszechnej opinii, że Konfederacja Barska miała charakter szlachecki. W Wielkopolsce ok. 40% uczestników powstania należało do stanu mieszczańskiego. Zwraca również uwagę wymienienie Kazimierza Szembeka będącego przedstawicielem lokalnego rodu szlacheckiego. Twierdzenie, że pośpieszył on z pomocą konfederatom jest nieprecyzyjne. Był on bowiem jednym z głównych inicjatorów tego ruchu na naszych ziemiach. Ostatnie zdanie sugeruje natomiast, że dopiero przybycie Rosjan położyło kres pobierania kontrybucji przez konfederatów, czyli że nastał wreszcie porządek.
Tymczasem pojawienie się Rosjan oznaczało często falę krwawych represji przy których obciążenia nakładane przez konfederatów można ocenić jako pewnego rodzaju uciążliwość. Stacjonujące później w ziemi wieluńskiej wojska pruskie aż do roku 1773 wymuszały na miejscowej ludności różnego rodzaju dostawy i świadczenia. Ich wycofanie nastąpiło dopiero po podpisaniu traktatu rozbiorowego.
Zgodnie z dewizą Fryderyka II, że ,,wojna żywi się sama'', wojsko to żywione i utrzymywane było przez miejscową ludność. Zatem wkroczenie wojsk rosyjskich nikomu nie przyniosło ulgi jeszcze na długie lata.

Nie znajduje potwierdzenia informacja, że Kiedrzyński był komisarzem Kazimierza Szembeka. Wojciech Kiedrzyński był rotmistrzem z prawem samodzielnego poboru podatków i werbunku. Po kapitulacji Krakowa w 1768r. przybył na nasze ziemie wiążąc się z konfederacją wielkopolską. Kazimierz Szembek związany był natomiast z konfederacją wieluńską.
Jeżeli w księgach grodzkich miasta Ostrzeszowa faktycznie można znaleźć zapisy wiążące rotmistrza Wojciecha Kiedrzyńskiego z konsyliarzem Kazimierzem Szembekiem i są one zgodne z faktami, byłby to ciekawy epizod trudny do zinterpretowania w świetle dzisiejszej wiedzy o Konfederacji Barskiej na naszych ziemiach. Świadczyłby o współpracy konfederacji wielkopolskiej i wieluńskiej jeszcze przed powołaniem Generalności a nawet przed zawiązaniem Izby Konsyliarskiej w Poznaniu.
O ile dość dobrze udokumentowane są działania podejmowane przez Wojciecha Kiedrzyńskiego to na temat drugiego wymienionego konfederata Janikowskiego zachowały się szczątkowe lub niepewne informacje.

W ,,Dziejach Kępna'' Jana Kurzawy i Stanisława Nawrockiego z r. 1978 powtórzone zostały zasadnicze tezy z publikacji Kokocińskiego i Kurzawy (w okrojonej objętości).

,,Mączyńscy byli właścicielami Kępna przez 20 lat, jedynie w okresie konfederacji barskiej w latach 1768-1770 wskutek najazdu konfederatów schronili się na Śląsku, w pobliskim miasteczku Bralinie''.

Autorzy książki posunęli się krok naprzód, sugerując czytelnikowi, że konfederaci ,,najechali'' nasze miasto. Z ruchu o charakterze na wskroś rodzimym uczynili obce i wrogie siły, które spłynęły na nasze miasto jak szarańcza i spowodowały ucieczkę jego właścicieli pod skrzydła Fryderyka II, króla Prus. W innym fragmencie książki, walki konfederatów nazwano zamieszkami. Tylko krok do nazwania Konfederatów bandytami, jak czynili to carscy dyplomaci i oficerowie. Tego rodzaju oceny Konfederacji Barskiej były powszechne w dobie PRL-u.

W książce p.t. ,,Kępińscy Żydzi'' z r. 2008 Mirosława Łapy autor pracy odwołuje się do fragmentów książki ,,Z dziejów Kępna'' Kokocińskiego i Kurzawy, dodając:

,,W 1767r., w okresie walk katolików z ewangelikami, gdy wojska pruskie Fryderyka Wielkiego w wojnie z Marią Teresą o Śląsk podeszły pod Kępno, Żydzi nie włączyli się w konflikt. Rok później, gdy zawiązała się konfederacja barska do miasta zaczęły napływać pokonane wojska konfederackie, mieszczanie – protestanci oraz Żydzi – zmuszeni byli złożyć konfederatom okup.''

Zwraca uwagę informacja o ingerencji wojsk pruskich w roku 1767. Wojska te z nadzieją były bowiem wypatrywane przez dużą część społeczności protestanckiej zamieszkującej Wielkopolskę. W tym kontekście pamiętać należy, że wiele znanych rodów szlacheckich z okolic Kępna było wyznania kalwińskiego bądź luterskiego. W samym mieście mieszkało bardzo wielu protestantów narodowości niemieckiej.
Echem dawnych ocen Konfederacji Barskiej jest nazwanie obciążeń finansowych okupem.
Z punktu widzenia dysydenckiej ludności mogło tak to wyglądać. Z punktu widzenia Konfederatów było to finansowe współuczestnictwo w zbrojnym ruchu tych mieszkańców państwa polskiego, którzy nie włączyli się osobiście do walk z najeźdźcą.

W opracowaniu z roku 2006 p.t. ,,Rys historyczny Siemianic'' Feliksa Gruszki czytamy:

,,Od nich to (t.j. od Szembeków – mój przypisek) Siemianice i Raków kupiła Marianna Czerny herbu Nowina, córka kasztelana oświęcimskiego, która w 1739 roku wyszła za mąż za Józefa Szembeka. Był on miecznikiem ostrzeszowskim (1775), b. konfederatem barskim i wrogiem innowierców.''

Autor prezentuje charakterystyczne skojarzenie: konfederat barski = wróg innowierców. Skojarzenie to było wbijane w głowy Polaków przez lata rozbiorowej i powojennej propagandy. Trudno powiedzieć z jakich źródeł korzystał autor opracowania, formułując tego typu osądy, ale nie mogą być one wiarygodne, skoro Józef Szembek zmarł w roku 1765 na trzy lata przed zawiązaniem konfederacji. Co więcej, w dokumentach, manifestach i odezwach ogłaszanych we Wielkopolsce trudno odnaleźć akcenty antydysydenckie o podłożu religijnym. Powiązania gospodarcze oraz długoletnie współistnienie szlachty różnego wyznania skutecznie eliminowało pomysły ,,wyznaniowych'' odwetów. To nie wiara była powodem niechęci i wrogiego nastawienia do innowierców ale ich poglądy polityczne i poparcie udzielane wojskom rosyjskim i pruskim.

W rękopisie p.t. ,,Geneza Kępna i okolicy – prawda i mity'' (2008r.), dostępnym w bibliotece powiatowej w Kępnie autor częściowo zrewidował swoje poglądy:

,,W latach 1768-1769 przebywał w Kępnie duży oddział konfederatów barskich pod wodzą generała adiutanta J.K.M. Kazimierza hr. Szembeka. W dniu 15.12.1771r. wziął on ślub z Karoliną Tomicką w kaplicy pałacu w Mroczeniu. Wielu konfederatów tej narodowej armii osiedliło się w Kępnie i okolicy jak np. Janikowski, Zieliński, ks. kanonik Ordęga-proboszcz, Józef i Andrzej Daszkiewiczowie-burmistrzowie miasta. Oni to przyczynili się do spolszczenia miasta.''

Nie podejmuję się oceny przedstawionych tez w zakresie ,,osiedlenia'' się konfederatów barskich w Kępnie i jego ,,spolszczenia''. Ślub Kazimierza Szembeka z Karoliną Tomicką dotyczył miejscowej szlachty. Kazimierz Szembek nie był w tym czasie hrabią bowiem w I RP tytułów hrabiowskich nie nadawano jako sprzecznych z zasadą szlacheckiej równości. Przyznawano je dopiero w okresie zaborów. W przytoczonym fragmencie, armię konfederacką autor nazywa armią narodową, co należy ocenić jako dużą zmianę w stosunku do opracowań sugerujących, że konfederaci byli raczej niesubordynowaną grupą watażków wymuszających haracze na miejscowej ludności.

Henryk Tyszkiewicz w ,,Dziejach Powiatu Kępińskiego'' z roku 2006r w kontekście Konfederacji Barskiej przywołuje wybitną i zasłużoną dla ziemi wieluńskiej postać Fryderyka Jakuba Psarskiego (jego ojciec był właścicielem dóbr w rejonie Myślniewa k. Kobylej Góry) z mocno rozrodzonego rodu zamieszkującego okolice Kępna, Ostrzeszowa i Wielunia:

,,Wybitną postacią ziemi wieluńskiej w okresie Sejmu Czteroletniego był Fryderyk Jakub Psarski, podkomorzy wieluński, Konfederat barski, od 1776 roku poseł do sejmu Rzeczpospolitej, zwolennik Konstytucji 3 maja 1791 roku, później przeciwnik konfederacji targowickiej''.

Ciekawy epizod (na podstawie pamiętników Kitowicza) związany z opanowaniem przez Konfederatów twierdzy częstochowskiej (9 września 1770r.) przytacza Jerzy Maciejewski w ,,Almanachu Ziemi Wieruszowskiej''.
Otóż fortel zastosowany przez niejakiego Michała Walewskiego pozwolił Konfederatom bez żadnych strat opanować jasnogórską twierdzę. Wszystko wskazuje na to, że autor fortelu oraz późniejszy komendant twierdzy częstochowskiej nie był jednak dziedzicem Wieruszowa.
Mieszkańcy Wieruszowa nie powinni jednak czuć z tego powodu szczególnego rozczarowania.
Michał Walewski h. Kolumna, s. Aleksandra Walewskiego właściciela Wieruszowa, co prawda nie był słynnym konfederatem z którym wiąże się przytoczona anegdota, ale w przeciwieństwie do swojego imiennika Michała Walewskiego h. Pierzchała (s. Marcina Walewskiego) nie przystąpił w późniejszym okresie do konfederacji targowickiej. Wręcz przeciwnie, jako zwykły szambelan poparł Konstytucję 3 Maja na sejmiku szlachty wieluńskiej w dniu 17 sierpnia 1792r.

Na portalu internetowym Kympno.pl przytoczono obszerne fragmenty opracowania ks. J. Janiszewskiego (bez sprostowania jednak błędów drukarskich występujących w oryginale, sugerujących, że Konfederacja Barska miała miejsce w okresie porozbiorowym).

Portal Urzędu Miasta i Gminy w zakładce o historii miasta pomija ten okres naszej historii.

Jaka jest więc prawda o Konfederacji Barskiej?
Czy odnalazł ją dr. Marek Rezler (którego mamy przyjemność słuchać Kępnie w ramach ,,Historii po lekcjach'' ) w swojej książce ,,Wielkopolska pod bronią 1768-1921''?
Między innymi na to pytanie spróbujemy odpowiedzieć w kolejnej części opracowania.

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 09-03-2013 00:18
 
efkama
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 09-03-2013 11:13
Awatar

Administrator



Postów: 1511
Data rejestracji: 29.06.10

Czekam na ciag dalszy - brawo Slawek kokok
 
kepnosocjum.pl
slawomir wieczorek
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 16-03-2013 00:30
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Czym właściwie była Konfederacja Barska (1768-1772) ?

Dlaczego historycy wypowiadają na jej temat skrajne opinie?

Starając się zdefiniować ten zbrojny zryw musimy odpowiedzieć na następujące pytania:
Czy Konfederacja Barska (1768-1772) była powstaniem przeciwko rosyjskiemu najedźcy czy też wojną domową? Czy Rosjanie mieli w stosunku do Polski przyjacielskie intencje czy wrogie?
Czy obecność wojsk rosyjskich była przez Polaków akceptowana czy wręcz przeciwnie, chcieliśmy się ich pozbyć, bo świadczyło to o naszym zniewoleniu? Czy konfederaci byli patriotami czy też fanatykami religijnymi i bandytami łupiącymi społeczeństwo? Wreszcie, czy Konfederacja Barska była błędem świadczącym o braku realizmu politycznego ówczesnej klasy politycznej (który rzekomo posiadał król St.A. Poniatowski) czy też chwalebnym epizodem naszej historii?

Szukając odpowiedzi na te pytania, najlepiej sięgnąć do najstarszych źródeł historycznych.
Za podstawę mogą posłużyć pamiętniki, listy i manifesty ogłaszane w tamtym czasie. Konieczne jest sięgnięcie do prac z okresu międzywojennego (przede wszystkim wybitnego historyka prof. Władysława Konopczyńskiego), które odwołują się do źródeł trudniej dostępnych (archiwa rosyjskie) lub zniszczonych w czasie II Wojny Światowej.

Z dużą rezerwą podchodzić należy do prac z okresu PRL-u nastawionych na udowadnianie z góry założonych tez. Wiele faktów historycznych wówczas ocenzurowano.
W dobie ,,władzy ludowej'' wobec narzucającym się podobieństwom czasów przedrozbiorowych z ówczesną sytuacją kraju, odpowiedzi na postawione pytania były dyktowane panujacą ideologią.
Odmienne odpowiedzi prowadzić bowiem mogły do podważenia sytuacji Polski i roli ZSRR.
Mówiąc o przyczynach Konfederacji Barskiej rolę Rosji spychano na dalszy plan eksponując negatywne cechy szlachty. Zatem to warcholstwo, prywata, chęć utrzymania przywilejów stanowych, religijny fanatyzm, duch rokoszowy, służalczość wobec obcych dworów, chęć dalszego niewolniczego traktowania chłopów itd. miały stać u źródeł konfederacji. Wobec takiej genezy ruchu, jego ocena mogła być tylko jedna. Tego rodzaju rozumowanie legitymizowało jednocześnie fakt unicestwienia tej warstwy społecznej po II Wojnie Światowej. Likwidacja szlachty w oczach ,,postępowych sił'' stała się wręcz dziejową sprawiedliwością.

Z PRL-owskich schematów wyłamuje się książka z roku 1970 Wacława Szczygielskiego p.t. . ,,Konfederacja Barska w Wielkopolsce 1768-1770''. Interesującą pozycją są również ,,Dzieje Ziemi Wieluńskiej'' Władysława Szczygielskiego z roku 1969.

Po roku 1989 żaden z historyków nie podjął się trudu nowego kompleksowego zbadania dziejów Konfederacji Barskiej. Dostęp do archiwów rosyjskich oraz wyeliminowanie ideologii z pracy historyków z pewnością pozwala na nowe spojrzenia na tamte czasy.

Próbą wypełnienia tej luki dla Wielkopolski jest książka dr Marka Rezlera z roku 2011 pt. ,,Wielkopolska pod bronią 1768-1921'' z rozdziałem p.t. ,,Konfederacja barska (1768-1772). Między powstaniem narodowym a ruchem społeczno-religijnym''.
Niewielka objętość rozdziału nadaje mu jednak charakter popularno-naukowy. Na rynku księgarskim jest to obecnie jedyna dostępna pozycja podejmująca temat Konfederacji Barskiej.
Tym samym posiada dużą skuteczność w kształtowaniu wyobrażenia o tym fragmencie historii.
Zaprezentowana charakterystyka ruchu konfederackiego we Wielkopolsce pośrednio odnosi się również do naszego miasta. Dlatego pozwolę sobie na nieco obszerniejszy komentarz.

Pan Marek Rezler, skądinąd doskonały erudyta i znawca historii Wielkopolski, którego ciekawe wykłady mamy przyjemność słuchać w ramach ,,Historii po lekcjach'', stawia w swoich pracach wiele kontrowersyjnych tez. Jego ocena Konfederacji Barskiej (podobnie zresztą jak powstań okresu rozbiorów) jest pochodną przede wszystkim oceny skuteczności podejmowanych działań.
W tym kontekście ocena musi wypaść negatywnie. O ile tego rodzaju argumentację mogę zrozumieć (chociaż jej nie podzielam) to inne stawiane tezy są dla mnie mniej zrozumiałe.
Liczę, że autor książki wybaczy mi odmienne zdanie w kilku kwestiach.

Autor prezentuje krytyczny stosunek do konfederatów, w których widzi przede wszystkim obrońców szlacheckich przywilejów. Być może niewielka objętość rozdziału nie pozwoliła na przedstawienie szerszego tła oraz zróżnicowanej postawy ówczesnej szlachty. Uwypuklenie negatywnych elementów tego ruchu bez wyraźnego podkreślenia patriotyzmu konfederatów wydaje się jednak niesprawiedliwe.
Autor powtarza zarzuty sformułowane wcześniej przez znanego publicystę Rafała Ziemkiewicza w książce ,,Polactwo'', który twierdzi, że konfederatów barskich i targowickich różni TYLKO stosunek do Rosjan. Uważam, że owo TYLKO czyni jednak zasadniczą różnicę.
Czy wśród konfederatów znajdowali się tacy, którym zależało wyłącznie na utrzymaniu swoich przywilejów? Oczywiście, że tak. Tyle, że nie była to postawa charakterystyczna dla ogółu braci szlacheckiej. Potwierdzają to losy poszczególnych konfederatów w późniejszych latach. Większość z nich opowie się za Konstytucją 3 Maja, oni sami lub ich potomkowie przystąpi do Insurekcji Kościuszkowskiej w roku 1794. Niektórych odnajdziemy w szeregach powstańców z roku 1806. Tylko niewielką część znajdziemy w szeregach konfederacji targowickiej; niewielką ale silną bo wspartą wojskami rosyjskimi.

Ten brak prezentacji różnorodnych postaw charakteryzował powojenną literaturę przedmiotu.
Szlachcie jako klasie społecznej przypisano wszelkie możliwe wady i grzechy. Doszukiwanie się patriotyzmu było niezgodne z dominującą doktryną.

Autor ,,Wielkopolski pod bronią 1768-1921'' prezentuje nurt przypisujący konfederatom przede wszystkim intencje przywrócenia saskiej anarchii i stwierdza:

,,element walki z wojskami carskimi był wtórny; gdyby Rosjanie nie angażowali się w walki po stronie króla, nie byłoby argumentu walki o niepodległość''.

Odmawia konfederacji miana powstania ponieważ:

,,Polska rozbiory miała dopiero przed sobą, formalnie istniała w swoich granicach i nie bardzo było przeciw komu powstawać''.

O ile można wybaczyć publicyście Rafałowi Ziemkiewiczowi brak szczegółowej znajomości wydarzeń z lat 1768-1772, to trudno zaakceptować przemilczenie pewnych faktów przez uznanego historyka. Brak rozróżnienia zdegenerowanych magnackich elit, dla których konfederacja bywała narzędziem zwalczania politycznych przeciwników i rozgrywania własnych interesów, od przeważającej masy konfederatów-żołnierzy walczących z rosyjskim najeźdźcą o odzyskanie samowładztwa jest niesprawiedliwa. Nawet pobieżna analiza faktów świadczy, że wiązanie Konfederacji Barskiej głównie z walką o szlacheckie przywileje jest nieuzasadnione. Skoro, jak zauważa autor, we Wielkopolsce udział mieszczan w ruchu wynosił 40% to możemy być pewni, że minimum 40% uczestników nie walczyło o szlacheckie przywileje. Nie trzeba chyba uzasadniać, że mieszczanie nie przystępowaliby do konfederacji, gdyby główną intencją konfederatów była walka o utrzymanie przywilejów stanowych? Tym bardziej trudno o to posądzać konfederatów pochodzenia chłopskiego (ich udział wynikał jednak głównie z faktu przymusowego poboru).
Zatem inne idee przyświecały większości powstańców. Szczególnie zubożałej szlachcie stanowiącej przewodnią siłę konfederacji, której sytuacja materialna była częstokroć gorsza od sytuacji mieszczan. Przywileje tej grupy społecznej, żyjącej często na pasku magnaterii, były iluzoryczne.

Autor nie rozważył możliwości alternatywnego scenariusza politycznych wydarzeń w Rzeczpospolitej w przypadku braku zaangażowania i skutecznych działań najpierw rosyjskich agentów na czele z ambasadorem Repninem a później generałów i oficerów carskiej armii czujących się w Polsce jak u siebie w domu. Wbrew tezie autora było wówczas przeciw komu walczyć.
Podobnie jak po roku 1945 było przeciw komu walczyć o odzyskanie niepodległości. Pomimo nawet tego, że ,,państwo istniało w swoich granicach''.

Niepodległość nie polega wyłącznie na istnieniu państwa w swoich granicach. Niepodległość to podejmowanie suwerennych decyzji zgodnych z interesem własnego narodu; to brak obcych i niechcianych wojsk, których nie można się pozbyć z własnego terytorium.

Rzeczpospolitej w roku 1768 było bardzo daleko do tego standardu. Fakt ten został wreszcie dostrzeżony przez szerokie masy szlacheckie i stał się główną przyczyną zawiązania konfederacji.
Spychanie niepodległościowych dążeń konfederatów na obrzeże podjętej przez nich walki było typowym zabiegiem propagandowym zaborców a później władz komunistycznych.
Powszechnie głoszono, że upadkowi Rzeczpospolitej winne było warcholstwo polskiej szlachty.

Niektóre zaprezentowane tezy kłócą się z przytoczonym przez autora cytatem z pamiętnika Jana Henryka Dąbrowskiego (syna kalwinki):

,,Partia królewska i moskiewska starały się uczynić z tego wojnę religijną, podniecały dysydentów, lutrów i kalwinów, aby większej wolności religijnej się domagali; katolików zaś, aby im ją jeszcze bardziej ścieśnili. Z tego wszczęła się niezgoda i nienawiść...''.

Słowa Jana Henryka Dąbrowskiego oddają istotę ówczesnej sytuacji.
Wskazują na Rosję, jako głównego inspiratora wydarzeń w Rzeczpospolitej. Dodajmy - inspiratora z wcześniejszym wieloletnim doświadczeniem. Działania Rosji polegały na systematycznym podjudzaniu jednych grup przeciwko drugim.
Istotnie, należy zgodzić się z tezą autora, że gdyby nie udział Rosjan, to konfederaci nie podnosiliby haseł niepodległościowych. Bo niby dlaczego mieliby je wówczas podnosić? Ten typ logiki jest dla mnie niezrozumiały. Przecież gdyby nie udział Rosjan, nie byłoby konfederacji w takim kształcie i z takimi skutkami jakie znamy. Co więcej, gdyby nie udział Rosji i Prus, polityka Rzeczpospolitej w XVIII wieku byłaby zupełnie inna. Rzeczpospolita byłaby inna. Pechowo jednak Rosjanie angażowali się w dzieło niszczenia Polski a konfederaci podnosili hasła niepodległościowe. W niczym nie umniejsza to ich zasług w podjętej próbie wywalczenia stanu Nie-Podległości w relacjach z Rosją.

W świetle zachowanych dokumentów z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że nie działo się to na marginesie i przy okazji załatwiania wewnętrznych sporów. Potwierdzeniem takiej oceny konfederacji są słowa księcia Franciszka Sułkowskiego z roku 1768, który w odpowiedzi na list Repnina -w którym ambasador rosyjski wyraził głębokie zaniepokojenie i rozczarowanie jego przystąpieniem do tego ruchu- odpisał:

,,Obrona wolności narodu mojego i praw ojczystych jest u mnie najpierwszą powinnością; (…) jako człowiek rozsądny powinienbyś uznać chwałę mojemu postępkowi. Bo w samej rzeczy, jaką, proszę mógłbyś wmć pan mieć myśl o obywatelu, któryby ojczyznę zdradzał, a dla nadziei podłego jakiego zysku i nagrody zapomniał otem, co winien swemu honorowi i swojej nacyi. Należeć to będzie do mojej kochanej rzeczypospolitej, która jest tylko sama moim naturalnym i jedynym sędzią, decydować czasu swego, czyli co złego uczyniłem, że dosyć nierychło spieszę się łączyć do jej obrony. (…) Wmć pan, któryś podeptał i zgwałcił u nas prawo narodowe, obawiaj się słusznie resintimentu.(...) Odbijać siłą własną gwałt i być zagrzebanym w popiołach i ruinach ojczyzny, to jedyne prawa, których słuchać mi się godzi i które rezolwuję się utrzymać aż do ostatniego życia mojego momentu.''

Słowo ,,niepodległość'' wielokrotnie było przywoływane przez konfederatów. Właśnie w okresie Konfederacji Barskiej weszło na stałe do słownika języka polskiego. Do tej pory nie używano tego słowa bo ono nie istniało! Nie było realnej kategorii, którą należałoby tym słowem opisać.
W politycznej rzeczywistości nie było ono potrzebne! Tak samo jak nie istaniało słowo komputer. Brak istnienia samowładnej Polski wykraczał poza wyobrażenia ówczesnego społeczeństwa. Posługiwano się łacińskim słowem ,,independentia'' ale w nieco innym znaczeniu.
Słowo „niepodległość” (jeszcze w łacińskim wydaniu) w dzisiejszym znaczeniu użył po raz pierwszy Stanisław Konarski w roku 1733 w kontekście Imperium Rosyjskiego i osadzeniu na tronie Augusta III. Konfederaci barscy wyraz ten upowszechnili, czyniąc swoim hasłem.
Przed decydującą bitwą w obronie Baru, w czasie mszy ks. Marek Jandołowicz wołał:

,,Bracia! Czas się obudzić z letargu! Musimy chwycić za broń, innej rady nie ma. Polska leży sponiewierana i zgwałcona. Nie wolno nam, Jej dzieciom, patrzyć na to bezczynnie!".

Po mszy tysiąc pierwszych konfederatów powtarzało za ks. Markiem rotę przysięgi:

,,Wolności i niepodleglości Ojczyzny, wiary świętej, katolickiej własnym życiem i krwią bronić. Żadnych gwałtów i rabunków nie czynić, komendy choćby hazardem życia słuchać.
Chorągwi bronić do ostatka, trup przy trupie padając. Na zdrajców kara i śmierć.
Hasło: ,,Jezus Maryja - umrzeć lub zwyciężyć".


I tak po raz pierwszy padło słowo ,,niepodleglość".

O tym, że pojęcie ,,niepodległości'' wchodziło dopiero do słownika języka polskiego świadczy tekst przysięgi Tadeusza Kościuszki w czasie Isurekcji w 1794, kiedy deklarował, że dążyć będzie do ,,odzyskania samowładności Narodu''. Widocznie słowo ,,niepodległość'' nie było jeszcze zbyt rozpowszechnione. Czynienie przez niektórych historyków zarzutu z braku tego wyrażenia w oficjalnych dokumentach jest dużym nieporozumieniem.

Czy historycy i publicyści uważający walkę konfederatów z Rosjanami jako uboczny element wewnętrznych rozgrywek politycznych mieliby odwagę powtórzyć te słowa tysiącom zesłańców z Tobolska, których ewentualne zwolnienie ze zesłania wiązało się z koniecznością złożenia pisemnego zobowiązania, że nigdy więcej w przyszłości nie wystąpią przeciwko wojskom rosyjskim? Innym sposobem uzyskania ,,wolnej stopy'' było przyjęcie ponownego chrztu i przejście na wiarę prawosławną. Dlaczego nie wymagano od nich wyrzeczenia się ,,wstecznych poglądów'', uznania praw innowierców czy też rezygnacji ze szlacheckich przywilejów?
Może więc tak krytykowana walka konfederatów o ,,wiarę i wolność'' miała swoje uzasadnienie? Pozbawianie Konfederacji Barskiej intencji wywalczenia niepodległości albo czynienie z tego czegoś ubocznego jest dla mnie niezrozumiałe. W tekstach źródłowych z tego okresu roi się od ,,walki o wiarę i wolność''. ,,Wolności'' w znaczeniu ,,niepodległości''.

Przegląd literatury potwierdza, że 240 lat od upadku Konfederacji Barskiej, dokonanie jej oceny nadal przysparza sporo kłopotów. Zdania historyków są podzielone.
Dla osób interesujących się tylko pobieżnie historią, Konfederacja Barska jest mało znanym epizodem. Wciąż aktualne wydają się słowa Stanisława Kaczkowskiego z roku 1837 autora ,,Wiadomości o Konfederacji Barskiej'', kiedy wyrażał opinię na temat ówczesnych opracowań:

,,.. z rzetelnością twierdzić mogę, że wszystkie są stronnictwem lub niewiadomością nacechowane. Mało które nie mieści w sobie prześladowań niewinnie pognębionego i haniebnie zdradzonego narodu, a żadne zdania[i] J.Jakóba Rousseau, że ,,epoka ta powinna być poświęcona w sercu każdego Polaka''.[/i]

Warto w tym miejscu przytoczyć dłuższy fragment opinii tego wybitnego osiemnastowiecznego szwajcarskiego intelektualisty:

,,Jest rzeczą pewną, że konfederacja barska uratowała konającą ojczyznę. Trzeba wyryć tę epokę świętymi głoskami we wszystkich polskich sercach. Chciałbym, by na jej pamiątkę wzniesiono pomnik, by na nim umieszczono nazwiska wszystkich konfederatów...''

Dla odmiany Voltaire, francuski intelektualista i filozof opłacany przez carycę Katarzynę II, wielki zwolennik króla Fryderyka II, w swoich paszkwilach na temat Polski, wyszydzał konfederatów i przedstawiał ich jako fantyków religijnych. Jego pisma są odbiciem paszkwili wychodzących z pod pióra samego Fryderyka II, który odsądzał barzan od czci i wiary.
Król Prus rozsiewał w Europie opinie, że konfederację wzniecił ciemny kler i magnateria, którymi kierowała bogini Głupota. Pisał to w tym samym czasie, kiedy otrzymywał raporty od swojego posła Gedeona de Benoit, przestrzegającego, że konfederaci walczą o pełną niepodległość a powstanie polskie to hydra o ciągle odrastających, coraz liczniejszych głowach.

Spróbujmy zatem wypełnić tę lukę w kępińskiej skali i prześledzić ruch konfederacki na przykładzie tego, co działo się w naszych okolicach.

Pod względem administracyjnym Kępno było w tym czasie częścią ziemi wieluńskiej obejmującej powiat wieluński i ostrzeszowski. Ziemia wieluńska należała do województwa sieradzkiego.
W ówczesnych opracowaniach spotyka się również zbitkę pojęciową ,,ziemia wieluńska i powiat ostrzeszowski''. Na otoku pieczęci Konfederacji Barskiej ziemi wieluńskiej i powiatu ostrzeszowskiego widnieje napis: ,,PIECZEC KONFEDERACYI ZIEMI WIELUNSKIEJ – POWIATU OSTRZESZOWSKIEGO''
Historycznie, ziemie te stanowiły pewnego rodzaju wyodrębnioną jednostkę terytorialną. Przynależność naszego miasta do Wielkopolski nie była oczywista.
Przez Wielkopolskę rozumiano ziemie na północ od rzeki Barycz. Tym samym znajdowaliśmy się w zasięgu ruchu konfederackiego zawiązanego w ziemi wieluńskiej z mocnymi jednak wpływami ruchu wielkopolskiego.

Właściwe zrozumienie ówczesnych wydarzeń wymaga jednak znajomości pewnego fragmentu historii Polski. Zapoznajmy się zatem ze sytuacją polityczną w Rzeczpospospolitej przed zawiązaniem Konfederacji Barskiej obnażając przy okazji stereotypy dotyczące przyczyn jej zawiązania. Zaprezentowany fragment historii Rzeczpospolitej przez lata socjalistycznej historiografii był fałszowany w nie mniejszym stopniu niż lata powojenne. Mam nadzieję, że obszerny opis nikogo nie zniechęci do zapoznania się z nim. Pozwoli to spojrzeć na podejmowane na naszych ziemiach działania z szerszej perspektywy.

Dla urozmaicenia opisywanych wydarzeń w opracowaniu zamieszczono obrazy polskich malarzy oraz linki do utworów muzycznych autorstwa Jacka Kaczmarskiego, Jacka Kowalskiego, Lecha Makowieckiego, Leszka Kołakowskiego oraz Andrzeja Klenczona którzy w swej twórczości sięgali do ważnych wydarzeń z polskiej historii. Część z prezentowanych utworów była przed rokiem 1989 ocenzurowana, ponieważ zbyt mocno kojarzyła się z czasami współczesnymi.
Część utworów to autentyczne pieśni z okresu Konfederacji Barskiej.

Na zakończenie tego fragmentu opracowania proponuję wysłuchać najpopularniejszej pieśni doby Konfederacji Barskiej stanowiącej polityczny i religijny manifest walczących żołnierzy.
Niech będzie to wprowadzeniem do kolejnych części opracowania.

http://w888.wrzuta.pl/audio/aC2jM9x6DtC
Jacek Kowalski - ,,Odważny Polak na Marsowym Polu''
(autentyczna pieśń żołnierzy Konfederacji Barskiej)


W kolejnej części zapoznamy się z sytuacją w Rzeczpospolitej przed zawiązaniem Konfederacji Barskiej.
Przeanalizujemy również postawę mieszkańców Kępna wyznania protestanckiego w tym okresie.
 
slawomir wieczorek
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 24-03-2013 16:14
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

SYTUACJA SPOŁECZNO-POLITYCZNA W KĘPNIE PRZED ZAWIĄZANIEM KONFEDERACJI BARSKIEJ

Jaka była przyczyna zawiązania Konfederacji Barskiej?
Poszukując przyczyn zawiązania Konfederacji Barskiej musimy cofnąć się conajmniej kilkadziesiąt lat wstecz. Pewnym kłopotem jest jednak określenie momentu, który możemy uznać za jej praprzyczynę. Uznając, że konfederacja była ruchem mającym na celu odzyskanie niepodległości, należałoby zastanowić się, kiedy konkretnie Rzeczpospolita zaczęła tracić zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji? Większość historyków uznaje za pewnego rodzaju cezurę rok 1733, kiedy ościenne mocarstwa siłą narzuciły Polsce własnego kandydata na królewski tron.
Wydaje się jednak, że należy cofnąć się do jeszcze wcześniejszego okresu.
W opublikowanej w roku 1928 roku pracy pt. ,,Konfederacja Barska- Wybór tekstów'' znajduje się niepozorne pismo ulotne z roku 1769 z tekstem nieznanego autora, który niezwykle trafnie ocenia ówczesną rzeczywistość. Pismo to może zastąpić całe tomy współczesnych prac naukowych poszukujących genezy upadku Rzeczpospolitej. Ukazuje, jaka była polityczna świadomość części patriotycznie nastawionej szlachty. Zanim przytoczę krótkie fragmenty pisma wspomnę tylko, że w roku 1717 część polskiej szlachty postanowiła zaprosić do Polski cara Rosji Piotra Wielkiego celem rozwiązania naszych wewnętrznych sporów. Od tego momentu następują kolejne etapy utraty suwerenności przez Rzeczpospolitą. Ten w zamyśle jednorazowy ,,akt pomocy'' ze strony cara przerodził się w stałą ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski. Trwał on do roku 1989 z krótką przerwą w okresie dwudziestolecia międzywojennego.

,,Piotr Wielki, na wielkie Polski nieszczęście(...)zaczął tej swojej ambicji do panowania w Europie (…) torować drogę przez Polskę; następcy jego zaczęte dzieło popierali; dziś tron jego osiadająca (Katarzyna Wielka – mój przypisek), chcąc go przewyższyć, dokonała.
Wyzuł on waleczny niegdyś naród polski swym w roku 1717 pośrednictwem z licznego wojska; natworzywszy sobie wszelkiego gatunku kreatur, Rzptą na fakcje podzielił; rady wszystkie skaził, do anarchii zlekka przyuczył; obieranie, a prawdę rzekłszy, dawanie królów Polakom sobie przywłaszczył. Domowe wojny, rozterki, emulacje, wspierając słabszą stronę przeciwko mocniejszej lub przeciwnie, a obie razem osłabiając, wprowadził, żeby miał pretekst licznemi wojskami kraj napełnić, z pożytków wyzuwać i łupić. Tych tylko sejmów dopuszczając, które się interesom i polityce rosyjskiej zdawały, a to tym końcem, żeby Polacy za wszystkie poprzedzające zdzierstwa, gwałty, rabunki, zniszczenia dziękowali jeszcze Moskwie, pod jej się protekcją z podłością garnęli, z lekka do ostatniej przyszli słabości, a stąd w zupełne jej poddaństwo.
(…) Piotr W. wyzuł Rzptą z sił i wojska swoją polityką, przestaliśmy być prawdziwie wolnemi, a rzetelnemi staliśmy się od Moskwy poddanemi. Cóż albowiem być może większym poddaństwa znakiem i dowodem, jako żeśmy od Moskwy wskazanych i narzuconych gwałtem brali krółów, żeśmy wojska moskiewskie po lat kilka, kilkanaście chlebem naszym żywili, substancjami bogacili, gdy Moskale buławami, biskupstwami, dostojeństwy, starostami, urzędami podług swojego upodobania szafowali?''


Szlachta była więc świadoma, że geneza ówczesnego zniewolenia tkwiła w roku 1717.

W roku 1732 zawarto tzw. przymierze trzech czarnych orłów (Rosji, Austrii i Prus) będące zapowiedzią przyszłych rozbiorów. Było to tajne porozumienie, którego celem było osadzenie na polskim tronie upatrzonego kandydata po spodziewanej niebawem śmierci ówczesnego monarchy.
Kilka miesięcy później, w roku 1733 zgromadzenie szlachty wybrało na króla Polski Stanisława Leszczyńskiego (właściciela licznych dóbr, dziedzica m.in. wsi Olszyna pod Ostrzeszowem). Dokonany przez szlachtę wybór był niezgodny z intencjami ,,trzech orłów''. Rosyjski korpus wojskowy wsparty przez 906 polskich szlachciców zmusił zatem polskiego króla, wybranego przez 11 697 szlachciców do ucieczki za granicę. Pod rosyjskim jarzmem osadzono na tronie upatrzonego Augusta III Wettyna. Zamach na wolność dokonany przez carycę Annę Iwanowną wzburzył szlachtę i stał się dla niej wielkim szokiem.

http://www.youtube.com/watch?v=X_eitsafGWw
Jacek Kaczmarski -,,Elekcja''

Kilkuset szlachciców wspieranych przez Rosjan narzuciło pozostałym swoją wolę. Zawiązana przez wzburzoną szlachtę w roku 1734 konfederacja dzikowska (w Dzikowie pod Tarnobrzegiem), celem obrony legalnie wybranego króla Stanisława Leszczyńskiego została rozgromiona w kilku bitwach przez połączone wojska saskie i rosyjskie. Konfederacja dzikowska była pierwszą próbą odzyskania samowładztwa przez patriotycznie nastawioną część szlachty.
Trudno zrozumieć, dlaczego w podręcznikach historii praktycznie nie wspomina się tego epizodu świadczącego o rodzącej się wśród szlachty świadomości narastającego zagrożenia.

Historię można porównać do rzeki dzielącej się na wiele strumyków płynących w tym samym kierunku innymi jednak korytami. W tym gąszczu alternatyw odnalezienie nurtu tego najbliższego interesom narodowym jest czasami kłopotliwe. Wydaje się jednak, że to właśnie do konfederacji dzikowskiej powinniśmy odwoływać się jako do alternatywy, która najbardziej odpowiadała interesom naszego państwa a sami konfederaci byli przedstawicielami tej części społeczeństwa, która przeciwstawiała się podporządkowaniu ościennym mocarstwom.
Późniejsze osiągnięcia polityczne i naukowe Stanisława Leszczyńskiego (niestety na obczyźnie) wskazują, że mógł on zostać wielkim reformatorem Rzeczpospolitej. Dzięki ,,pomocy'' sąsiadów nie doszło jednak do tego.

W roku 1745 kolejna caryca Elżbieta Romanowa (córka Piotra I), stosując się do planów ułożonych w Petersburgu wystąpiła z deklaracją, że:

,,troskliwa o bezpieczeństwo króla, równie jak o pokój, dobro i wolność Rzeczpospolitej nie będzie spokojnie patrzeć na jakiebądź ich narażenie''.

Ministerialna nota uzupełniała:

,,Imperatorowa nie ścierpi nigdy żadnej konfederacyi, zamieszania, ani nowacyi bądź przeciwko królowi, bądź przeciwko Rzeczpospolitej, jej wolności i prawom; bezwzględnie, przez kogoby zamierzone być i jaki pretext mieć mogły; a chcąc im zabiegać wszelkimi siłami oświadcza: że nie omieszka użyć środków stosownych''.

Takimi to metodami utrzymywano na polskim tronie Augusta III, tak fatalnie zapisanego na kartach naszej historii. Podkreślić jednak trzeba, że polityka imperatorowej Elżbiety znajdowała w Polsce licznych zwolenników, szczególnie w kręgach magnaterii. Ówczesna szlachta, żyjąca na pasku możnowładców, dała się omamić retoryce i obłudzie rosyjskiej carycy.

Tymczasem w otoczeniu Polski zachodziły poważne zmiany polityczne i terytorialne. Zmiany zachodziły również w bezpośrednim sąsiedztwie Kępna. Diametralnie zmieniła się sytuacja na pograniczu po zajęciu Śląska przez Prusy w roku 1742. Od tej pory Kępno sąsiadowało już nie z katolicką Austrią (z którą utrzymywano dotąd przyjazne stosunki) a z wrogo nastawionymi protestanckimi Prusami. Bliskie sąsiedztwo Prus uaktywniło protestanckich mieszkańców Kępna, w większości narodowości niemieckiej, którzy podjęli działania mające na celu poszerzenie swoich praw.
W Polsce obowiązywało wówczas prawo zakazujące wznoszenia nowych zborów (konkretnie od roku 1718, kiedy to na sejmie w Grodnie zarzucono innowiercom zdradę i współdziałanie z wrogiem w czasie wojny ze Szwecją. W ramach ochrony interesów Państwa, wprowadzono wówczas restrykcyjne przepisy zakazujące budowy nowych zborów oraz zburzenia tych, które zostały wzniesione z naruszeniem prawa).
Wkrótce kępińscy protestanci zaczęli uczestniczyć w ewangelickich nabożeństwach dla wojska w sąsiednim Bralinie, gdzie od 1747r. stacjonował garnizon wojsk pruskich.

W roku 1756 właścicielem Kępna został protestant Adam Kromno-Piotrowski a po jego śmierci jego żona Joanna Nekanda-Trepka z Mielęcina, która była kalwinistką.
Powyższe okoliczności, wybuch wojny oraz aktywność polityczna Prus zachęciła ewangelickich mieszkańców Kępna do dalszych działań. Deputacja ewangelików na czele z Neugebauerem (prawdopodobnie Augustem Neugebauerem, wójtem Kępna) udała się do Wrocławia do tamtejszej królewsko-pruskiej komory z prośbą o pozwolenie na wybudowanie zboru tuż przy granicy, po śląskiej stronie. Konsystorz warunkował wydanie pozwolenia przesiedleniem się na teren Prus całej tutejszej parafii ewangelickiej. Zaproponował utworzenie kolonii po pruskiej stronie granicy.
Dysydenccy mieszkańcy Kępna nie zdecydowali się jednak skorzystać z tego zaproszenia.
Ucisk ewangelików nie był więc chyba nie do zniesienia, skoro odrzucono tak ponętną propozycję ze strony pruskiego króla.

W latach 1756-1763 doszło do tzw. ,,wojny siedmioletniej''. Po przeciwnych stronach frontu znalazły się Prusy i Austria w kolejnej wojnie o Śląsk. Mimo że formalnie nie uczestniczyliśmy w niej, to około
60 000 wojska rosyjskiego wspierającego Austrię czterokrotnie zimowało we Wielkopolsce. Żywiło się na koszt kraju, wymuszało wielkie dostawy do magazynów, popełniało grabieże, gwałty i mordy. Na przykład w majątku przyszłego konfederata barskiego Wojciecha Rydzyńskiego (posiadającego dobra m.in. w okolicy Dobrzycy) brygadier Czerepow

,,ni kłosa żadnego zboża nie zostawił, ani garści siana. Ludzi (poddanych jego) kilku zabito, kobiet kilka porąbano''.

Wielkopolska była łupiona przez obce armie i stała się areną przemarszu różnych wojsk.
Walki o Śląsk trwały w bezpośrednim sąsiedztwie Kępna. W lasach w rejonie Kolonii Rychtalskiej (należącej do Śląska) doszło do większych potyczek między wojskami rosyjskimi i pruskimi. Wojskiem pruskim dowodził generał von Berg Dörnberg. Od tego czasu Kolonię Rychtalską do roku 1921 r. nazywano Dörnberg (Darnowiec).

Latem 1761 wojna przeniosła się na obszar Wielkoplski, która stała się widownią walk prusko-rosyjskich. Najpierw wszedł tu ze swoim pruskim wojskiem generał Zieten wyparty następnie przez wojska rosyjskie pod komendą naczelną feldmarszałka Buturlina.
W naszym powiecie żołnierze rosyjscy pod wodzą generała Dalke pojawili się w lipcu 1761r..
Ksiądz Perliński we ,,Wspomnieniach o mieście Ostrzeszowie'' przytacza zapisy z zachowanych ostrzeszowskich akt poklasztornych, z których wynika, że:

,, … w r. 1761 dnia 20 lipca wojska moskiewskie, idące na pomoc Austrii przeciwko królowi pruskiemu, naszły powiat ostrzeszowski, zajęły miasto Ostrzeszów, trapiły obywateli, złupiły kościół farny i klasztorny, dwóch zakonników pobiły, braciszka Bernarda poraniły, ze wsi okolicznych pobrali konie i wozy, gwałcili niewiasty, gospodarza Franciszka Myję z Myji, broniącego żony i córek zabiły, kobiety te uprowadziły ku Sycowu. Kościół w Turkowie spaliły, księdza plebana zabiły i miasto Odolanów podpalili, mieszkańców z pieniędzy, odzieży i inwentarza odarli. Największych zbrodni dopuścili się Kozacy.''

Wymogi stacjonującej ,,Moskwy'' były tak uciążliwe, że 347 wielkopolskich ziemian 14 września 1761r. podpisało ,,Manifest szlachty przeciw wiolencjom moskiewskim'', w którym przypominano obietnicę Rosji z roku 1741, że nigdy więcej nie wkroczy ze swoim wojskiem na obszar Rzeczpospolitej. Ganiono w nim chciwość ,,moskiewskich'' komisarzy (którymi w dużej części byli niestety Polacy-stronnicy Rosji):

,,Oświadczamy się przed Bogiem i światem, że schyla się do końca cierpliwość nasza, ale jeszcze w tym manifeście same łzy lejemy, nie zabierając się ad extremitatem dla miłości pokoju''.

Skutek tej interwencji był zgoła nieoczekiwany. Odpowiedzią ze strony adresata manifestu było wprowadzenie do Wielkopolski i w Sieradzkie dodatkowej rosyjskiej kawalerii ks. Wołkońskiego w liczbie 12 000. Poczynione wówczas spustoszenia długo tutaj pamiętano. Zniechęciło to szlachtę do panującej dynastii Wettynów i skłoniło w przyszłości do poparcia Stanisława Augusta Poniatowskiego, w którym widziano przede wszystkim Polaka, który zadba o dobro ojczyzny.
Udział w jego elekcji miało wiele rodów z okolic Kępna (Walewscy, Psarscy, Wężykowie, Mączyńscy, Trepkowie, Męcińscy).

cdn.

W następnej części będzie o sojuszu rosyjsko-pruskim po wstąpieniu na carski tron Katarzyny II oraz dalszych działaniach kępińskich protestantów.
 
bonobo
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 25-03-2013 09:20
Awatar

Użytkownik



Postów: 79
Data rejestracji: 09.09.10

Ciekowa praca pokazujaca w interesujący sposób kawałek naszej pokręconej historii. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy ,zwłaszcza na pokazanie jak konfederacja ,jej konstytucja i polityka ,,wspaniale" wpłyneła na dalsze losy mojej ojczyzny.Żyję już wystarczająco długo by historię poznawac i oceniac nie tylko na podstawie ksiązek ale także na bazie własnych doświadczeń.Wniosek nasuwa sie jeden. Historia to po polityce najwieksza ku...wa.
A jak to sie ma do ,,Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wykletych" ? Głównym inicjatorem tego święta był Arkadiusz Karbowiak(przy udziale: prof W Suleja,prof.J Kurtyka,dr hab.K Szwagrzyk,prof. J Kawalec).Udzial tych panów usprawiedliwia moj brak szacunku do IPN-u. Kim jest A Karbowiak?.Były wiceprezydent Oppeln (Opola).Publicysta w miesieczniku Szczerbiec (narodowcy) i innych publikacjach faszyzujących.Obronca zbrodniarzy z UPA,OUN,hitlerowców. (cyt z jego pracy-...oddziały UPA były normalnymi odzdziałami partyzanckimi.....)Neguje proces Norymberski,fakt bezprawnego ataku na Polske w 1939r.
Czy zatem Żołnierzami Wykletymi bedą wszyscy walczący z komunistami ? Wszak hitlerowcy też bronili nas przed komunistami....Co prawda dopiero od Stalingradu, no ale zawsze coś....

PS.Moj post ma zachęcic do własnego myslenia, nie do kolejnej Polsko-Polskiej wojny na forum...
Polecam lekture :Szczerbiec,Polskie Kresy, Nowa Trybuna Opolska, wszelkie ,,publikacje" A.Karbowiaka.
A na ukojenie serca- http://www.youtube.com/watch?v=RuYrtQHOhlk piosenka wspaniałej Polki Anny German.
Polki sercem,bo choc polskiej krwi w Niej mało to kochała ten kraj jak mało kto.... Kochalismy ten kraj od dziecka,rozpaczliwie próbujemy przy tej miłości trwac...

Edytowane przez bonobo dnia 25-03-2013 12:16
 
slawomir wieczorek
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 25-03-2013 21:17
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Bonobo, historia to polityka tylko trochę zapomniana bo działa się dawno temu.
Nie dziwię się więc Twoim dosadnym spostrzeżeniom usmiech
Co więcej, wyznawane poglądy polityczne decydują często o ocenie historycznych wydarzeń. Domyślam się, że jesteś sceptycznie nastawiony do Konfederacji Barskiej. Nie Ty jeden.
Ja popieram działania podjęte przez konfederatów i postaram się w kolejnych częściach uzasadnić swoje poglądy. Dyskutować oczywiście możemy. I liczę na to usmiech.

Poruszasz też kilka kwestii związanych z IPN. Uważam że popełniłeś pewnego rodzaju nadużycie wymieniając w jednym szeregu pana Arkadiusza Karbowiaka z prof. Kurtyką i pozostałymi pracownikami IPN. Zadam pytanie: A kto to taki ten Karbowiak?
Otóż pan Karbowiak to skandalista próbujący zbić polityczny kapitał głosząc czasami bzdurne tezy. Taki z niego historyk jak i ze mnie – czyli amator. W swej amatorszczyźnie posunął się do granic absurdu. Między innymi oceniając UON i UPA. Mam wrażenie, że brak mu w pewnych kwestiach elementarnej wiedzy historycznej. Wypowiada się w tematach o których niewiele wie.
Tylko widzisz, kwestia ludobójstwa na Wołyniu jest u nas zamiatana pod dywan przez wszystkich polityków od prawa do lewa. Ludzie niewiele o tym wiedzą. Stąd takie rewelacje jak te głoszone przez ,,historyka'' Karbowiaka. Kiedy czytałem Twój post uśmiechnąłem się, bo kwestię UON, UPA i ludobójstwa zamieściłem w prezentowanym opracowaniu. Będzie to w zakończeniu opracowania przy okazji porównania rzezi humańskiej i Koliszczyzny w roku 1768 do ludobójstwa na Wołyniu w roku 1943. Zapewniam Cię, że do tematu tego wrócimy w sposób obszerny.
Teraz powiem tylko tyle, że polskim politykom brak jest odwagi, aby nazwać UPA i UON organizacjami faszystowskimi. A na Ukrainie faszyzm rośnie w siłę. A nasi politycy mieli i mają ,,stracha'' narazić się pomarańczowym ,,przyjaciołom''. Wręczyliśmy Order Orła Białego hołubionemu u nas prezydentowi Juszczence a on stawiał pomniki faszystom z UON i UPA.
I to jest dużym problemem. Nasza klasa polityczna prezentuje żenujący poziom.
Strach przed spojrzeniem prawdzie w oczy i nazwaniem rzeczy po imieniu prowadzi do wyrastania takich jednostek jak p.Karbowiak.

Fakt spotkania się p. Karbowiaka z pracownikami IPN o niczym nie świadczy, tym bardziej, że był swego czasu wiceprezydentem Opola. Pracownicy IPN z definicji nie odmawiają prośbom o spotkanie ze strony władz samorządowych. Poglądy Karbowiaka są jednak bardzo dalekie od tez prezentowanych przez IPN. Świadczą o tym chociażby opracowania dotyczące UON i UPA. Łatwo można te prace odnaleźć.

To prawda, że Karbowiak był jednym z inicjatorów ustanowienia Dnia Żołnierzy Wyklętych.
No dobrze, był, no i co z tego? Święto zostało ustanowione przez Sejm Rzeczpospolitej.
Ramy prawne Święta opracował prezydent Lech Kaczyński. Prace legislacyjne uruchomił prezydent Komorowski. Ustawę poparły PIS, PO, PSL (SLD ? – nie wiem).

Ten typ logiki mnie nie przekonuje. Z podobną logiką spotkałem się, kiedy zarzucano Marszowi Niepodległości propagowanie haseł faszystowskich, bo został poparty przez organizację faszystowską ,,Honor i Krew''. To że jacyś idioci popierają jakąś ideę nie implikuje, że idea jest idiotyczna.

Pytanie: co zarzucasz wymienionym przez Ciebie pracownikom IPN (Sulei, Kurtyce, Szwagrzykowi i Kawalcowi)? Konkretnie, jakie wypowiedzi lub prace?
O Karbowiaku nie rozmawiajmy więcej, bo szkoda na niego czasu.
Dla mnie to po prostu jakiś przypadkowy gość.

Zgadzam się z Tobą, że Anna German jest doskonała. usmiech

Pozdrawiam.
 
bonobo
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 28-03-2013 11:06
Awatar

Użytkownik



Postów: 79
Data rejestracji: 09.09.10

Witam.
Postaram sie odpowiedzieć zwieżle.
Nie mam nic przeciwko pracownikom IPN-u(choc wykonują czesto zadania bez naukowych doswiadczen i dokonań). Może nie tyczy sie to w/w panów ale ci za to, ze wzgledu na status nie powinni współpracowac z ,,historykami' typu p. Karbowiak. Mam za to wiele przeciwko IPN-owi.Jest to instytucja tak bardzo podatna na naciski polityczne i na koniunkturalność że aż wywołuje to u mnie mdłości.Jezeli dodamy jeszcze do tego ,,narzędzia" które chyba specjalnie tak mocno okrojone politycy dali IPN-owi to jestem pewien że instytucja ta naszej najnowszej historii nie ,,zbada" nigdy.
Gdyby pieniądze przeznaczone na IPN dac np . Instytutowi Badań Politycznych PAN-u pozytek byłby niewspółmiernie większy.Przynajmniej Instytut ma jakiś długofalowy program badan, który w dodatku realizuje konsekwentnie, mimo problemów finansowych i z dostepem do akt z IPN-owskiego Biura udostepniania i archiwizacji dokumentów.O działalnosci IPN-owskiego Biura Edukacji Publicznej lepiej pomilczec.Gdyby ta instytucja działała dobrze fakt wreczenia Orderu Orła Juszczece nie miał by miejsca.Tak samo jak cisza w sprawie Wołynia np.
Na pytanie czy fakt popierania przez idiotów jakiejś idei może wskazywać że idea jest idiotyczna odpowiem pytaniem. Czy fakt że żli faszyści walczyli z komunizmem oznacza że komunizm był dobry?
Zgadzam sie ze wyznawane poglady polityczne maja wpływ na ocene historycznych zdarzen.Tak jak religia,system wartości i wiele innych czynników.,,Po fakcie" łatwiej o chłodną kalkulacje.
Bo czy warto było wzniecac Powstanie Warszawskie?Dla dwóch miesięcy ,,wolności" i tysięcy zabitych cywilnych mieszkanców.O zagładzie miasta nie wspominając.
Czy warto bylo było miec drugą(lub trzecią) postępowa konstytucje 3-go maja, nota bene wprowadzoną troche podstepem,przemocą skoro fakt ten musiał spowodowac interwencje osciennych mocarstw i de facto unicestwił nasz kraj na ponad 100 lat?.
Na takie pytania odpowiada sobie każdy sam.Chłodna kalkulacja mówi nam nie,nie warto.Na szczęście wtedy ludzie mysleli inaczej i porywali sie z przysłowiową motyką na słońce.
Nasze miejsce w świecie,sytuacja geopolityczna zawsze miała wielki wpływ na los naszej ojczyzny. Tym bardziej że mimo iż jestesmy bardziej słowiansko-ruscy cos nas ciagnie w innych kierunkach....
Panie Sławomirze,jestem bardzo wdzięczny za tak ciekawy kawalek historii.I choc dzis już nie wiem czy mam jakies przekonania polityczne i jaki ma to wplyw na ocene wydarzeń historycznych z ciekawoscią czekam na ciąg dalszy.Choć już oczywiscie wiem jak sie ta ,,intryga" konfederacka dla nas skończyła Wink .
PS. Tak sobie zawsze wyobrażałem dobrze napisany podręcznik historii dla szkół....Brak przynudzania,konkrety,powiązania z najbliższym otoczeniem.Bo choc jestesmy Polakami to naszą ojczyzną(zwłaszcza dla mlodych) najpierw jest własne miasto,powiat a dopiero pózniej Polska jako calość.
Mam nadzieje że swoje prace opublikujesz drukiem,naprawde warto.

Edytowane przez bonobo dnia 28-03-2013 14:43
 
bonobo
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 28-03-2013 14:45
Awatar

Użytkownik



Postów: 79
Data rejestracji: 09.09.10

A tu ciekawy tekst autorstwa T. Kościuszki który dedykuje ,,jedynie" słusznej religii i władzy w tym kraju.
Tadeusz Kościuszko:




"Trzeba przyznać, że wszyscy ludzie posiadają dosyć zdrowego rozsądku, by
odróżniać dobro od zła, zachowywać się , rozumować, pojmować i porównywać
relacje, a także rozwijać swoje idee poprzez rozważania lub badania (za
wyjątkiem małej liczby tych, którzy są obłąkani od urodzenia), ale po to są
szpitale, żeby przeszkodzić im w wyrządzaniu szkód.

Czyż nie byłoby lepiej zacząć od przemawiania ludziom do rozsądku, uświadamiając
im, że w ich prawdziwym interesie leży raczej, by postępowali prawie i
sprawiedliwe, byli dobrymi ojcami, dobrymi synami, kochającymi Ojczyznę i
przestrzegającymi prawa niż szkodzili sobie i oszukiwali się nawzajem, tracąc
spokój ducha w nieustannej krzątaninie dla pokrzyżowania planów zasadzek i
podstępów ze strony innych ludzi; jeśli do takiego wychowania dodacie dobre
prawo, które karząc za przestępstwa jednocześnie przeciwdziała szerzeniu się
przywar; jeśli ponadto sami będziecie dawać przykład cnoty w każdych
okolicznościach, bądźcie pewni, że Lud pójdzie za wami, gdyż ludzie są w sposób
naturalny naśladowcami jak małpy.

Jeśli jednak, na odwrót, rozpoczniecie od oświecania Księży, dacie im /tym
samym/ więcej środków, by zniewalali Lud i trzymali go w jeszcze silniejszym
uzależnieniu, bowiem każde wydzielone ciało w Narodzie będzie mieć zawsze swój
własny interes, przeciwny do interesu Państwa, bądź będzie występować przeciwko
działaniom rządu, bądź będą miały miejsce potajemne bunty i konspiracje, w które
niestety obfituje historia. Nie można mieć nadziei, że zmieni się ich
zachowanie, gdyż w ich podstawowym interesie leży mamienie ludu kłamstwami,
strachem przed piekłem, dziwacznymi dogmatami oraz abstrakcyjnymi i
niezrozumiałymi ideami teologicznymi. Księża będą zawsze wykorzystywać
ignorancję i przesądy Ludu, posługiwać się (proszę w to nie wątpić) religią jako
maską przykrywającą ich hipokryzję i niecne uczynki. Ale w końcu jaki jest tego
rezultat: lud nie wierzy już w nic, jak np. we Francji, gdzie chłopi nie znają
ani obyczajności, ani religii; są bardzo ciemni, chytrzy i niegodziwi.

Widzieliśmy Rządy Despotyczne, które posługiwały się zasłoną religii w
przekonaniu, że to będzie najmocniejsza podpora ich władzy, wyposażano więc
Księży w największe możliwe bogactwa kosztem nędzy ludu, nadawano im najbardziej
oburzające przywileje aż po miejsce u Tronu, jednym słowem, tak mnożono względy,
dobra i bogactwa Duchownych, że połowa Narodu cierpiała i jęczała z biedy,
podczas gdy oni, nie robiąc nic, opływali we wszelkie dostatki.

Teraz, kiedy znane są zgubne skutki tego błędu, wydaje mi się, że nie ma
lepszego sposobu niż pozwolić im upaść i upodlić się, a na koszt Rządu utworzyć
szkoły dla Chłopów, w których będą oni mogli uczyć się moralności, rolnictwa,
rzemiosła i kunsztu.

Mówię do filozofa, do zręcznego polityka: Rząd jako taki nie powinien mieć innej
religii niż religia natury. Ten bezmierny glob wypełniony nieskończonymi
gwiazdami i nasze serca, które bezwiednie zawsze zwracają się /ku niej/ w
rozpaczy, świadczą oczywiście o istnieniu Istoty Najwyższej, której nie
rozumiemy, ale ją w duchu czujemy i którą wszyscy powinniśmy adorować.
Pozostawmy więc wszystkim sektom, wszystkim religiom swobodę praktykowania ich
kultu, byleby były one posłuszne prawom ustanowionym przez Naród."


 
slawomir wieczorek
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 29-03-2013 17:05
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Bonobo, masz rację, że IPN jest poddawana naciskom politycznym. Dlaczego? Bo to politycy przyznają tej instytucji pieniądze oczekując ,,prawidłowych'' wyników badań. Ponadto IPN naraża się wielu środowiskom i pojedynczym ludziom. Z wielu miejsc jest atakowany. Przywołany przez Ciebie Instytut Studiów Politycznych ma nieco inny charakter i zajmuje się raczej przemianami po roku 1989. Wydaje mi się, że nie są to konkurencyjne instytucje. Raczej się uzupełniają. ISP bliżej jest ośrodkowi akademickiemu. Jakie są relacje między IPN i ISP? Nie wiem. Ale w obu instytutach pracują chyba naukowcy o odpowiednim przygotowaniu. Nie mogę jednak odnieść się do tego co napisałeś, bo nie znam opracowań ISP. Nie mam porównania. Analizy współczesnej polityki nie pociągają mnie szczególnie mocno.

Trudno zgodzić się oceną IPN jaką prezentujesz. Takie uogólnienia są niebezpieczne.
Możemy porozmawiać o konkretnych pracach czy wypowiedziach. Publikacje IPN które poznałem, oceniam pozytywnie. Pewnie, że można się zastanawiać na jednym czy drugim sformułowaniem czy jakimś wnioskiem. Jednak ogólny przekaz z prowadzonych prac trafia do mnie.
Ale przecież nie znam całego ich dorobku i nie wykluczam, że wskażesz materiały, z którymi nie będę mógł się zgodzić. W tej chwili daleki jednak jestem od negatywnej oceny. Wręcz przeciwnie.

Wątpię, czy IPN ma cokolwiek do powiedzenia w zakresie przyznawanych odznaczeń. To są decyzje wyłącznie polityczne. To ta cała chmara doradców wokół poprzedniego czy obecnego prezydenta powinna czuwać, żeby nie dochodziło do takich sytuacji jak przyznanie najwyższego polskiego odznaczenia Juszczence stawiającego pomniki Banderze, którego ,,wyznawcy'' nadziewali polskie dzieci na sztachety wiejskich płotów.
A co powiedzieć na fakt, że KUL nadał Juszczence doktorat Honoris Causa?
Katolicka uczelnia uhonorowała człowieka czyniącego bohaterami narodowymi ludzi mordujących katolików tylko dlatego, że wyznawali taką a nie inną religię i byli takiej a nie innej narodowości.
Większej historycznej schizofrenii nie można sobie wyobrazić.

Do tej pory kwestia OUN i UPA nie była w centrum zainteresowania IPN. Po części wynikało to z ograniczeń czasowych, osobowych i finansowych (przypominam kwestię obcięcia budżetu zaraz po zmianie władzy 6 lat temu). Po części było to efektem planu politycznego mającego ,,na siłę'' uczynić z Ukrainy naszego bliskiego sojusznika i przyjaciela. Udział w tym przedsięwzięciu mieli politycy wszystkich opcji.
Zasłona milczenia nad ludobójstwem wołyńskim, nad faszystowskim programem OUN, UPA oraz nad udziałem wielu Ukraińców we formacjach hitlerowskich (SS-Galizien) powoli jednak opada. Są już na ten temat pierwsze prace IPN-u. W lipcu tego roku przypada 70 rocznica apogeum ludobójstwa na Wołyniu i pojawią się szczegółowe opracowania w tym zakresie.
Przewiduję też, że w niedalekiej przyszłości dojdzie do wielu zgrzytów na linii Polska-Ukraina. Będzie jeszcze niejedna polityczna awantura. Ukraina musi zmierzyć się ze swoją wstydliwą przeszłością. Historii nie da się w nieskończoność zakłamywać.

Nie do końca rozumiem intencji pytań, które zadałeś. Ale odpowiem na nie.
Fakt, że jakiś idiota popiera jakąś inicjatywę, nie oznacza, że inicjatywa jest zła.
Fakt, że faszyści walczyli z komunizmem, nie oznacza, że komunizm był dobry.
Komunizm zostawił po sobie więcej ofiar niż faszyzm. Można śmiało stawiać znaku równości między oboma systemami.

Odnośnie przytoczonych słów Tadeusza Kościuszki: nie znałem ich, są ciekawe i wpisują się w jego światopogląd. Jako mason nie mógł mieć innych poglądów.
Wyczuwam, że sympatyzujesz z przytoczoną wypowiedzią. No to żeby zasiać wątpliwości w Twojej duszy i umyśle powiem, że są podstawy ku temu, żeby twierdzić, że wzniecając insurekcję, Kościuszko wykonywał polecenia zachodniej masonerii (Świątynia Hirama). Chodziło o to aby odciągnąć Rosję od udzielenia pomocy Francji w tłumieniu Rewolucji Francuskiej. Podobnie Sejm Czteroletni i Konstytucja 3 Maja miały za zadanie związać Rosję na wschodzie Europy. Większość czołowych osobistości ówczesnego życia politycznego w Polsce było masonami.
Kościuszko był narzędziem w rękach zachodnich iluminatów i wykonywał zalecenia formułowane na spotkaniach loży. W rezultacie podejmowanych działań Konstytucja 3 Maja doprowadziła do II rozbioru a Insurekcja do III rozbioru. Tym sposobem Kościuszko wbił ostatni gwóźdź do trumny o nazwie ,,Rzeczpospolita'' .
Czy przy takiej interpretacji naszych dziejów popierasz ,,postępowego'' Kościuszkę jego poglądy (zgodne zresztą z epoką Oświecenia), czy też nie? usmiech.

Jeżeli uznajesz (a chyba tak jest), że Konfederacja Barska doprowadziła do I rozbioru, konsekwentnie powinieneś potępić Konstytucję 3 Maja oraz Insurekcję Kościuszkowską.
No i samego Kościuszkę usmiech.

Czy jesteśmy słowiańsko-ruscy ale ciągnie nas w innym kierunku? To, że jesteśmy Słowianami to raczej pewne. Jednak do bizantyjskiej kultury mentalnie nie przynależeliśmy nigdy. Pewne akcenty można dostrzec jedynie w kulturze sarmackiej. Ponad 1000 lat temu zgłosiliśmy akces do świata łacińskiego. Czy chcemy tego czy nie, religia katolicka zadecydowała o naszym miejscu w Europie. Tym właśnie różnimy się od ludów mieszkających na wschód od nas.
Uważam więc, że nie musi nas ciągnąć w kierunku przeciwnym do ,,ruskiego'' bo my już jesteśmy tam od bardzo dawna osadzeni. Przynajmniej ja osobiście jestem. Bardziej odczuwam przynależność do kultury łacińskiej niż do kręgu słowiańskiego.

Pozdrawiam
 
slawomir wieczorek
#11 Drukuj posta
Dodany dnia 29-03-2013 23:58
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

cd.
SYTUACJA SPOŁECZNO-POLITYCZNA W KĘPNIE PRZED ZAWIĄZANIEM KONFEDERACJI BARSKIEJ


W trakcie wojny siedmioletniej doszło do zmiany na carskim tronie oraz reorientacji rosyjskiej polityki.
Po śmierci carycy Elżbiety Romanowny, zarówno car Piotr III jak i kilka miesięcy później, po jego śmierci caryca Katarzyna II*, znaleźli cel umożliwiający porozumienie z królem Prus. Narodowość nowej monarchini była niewątpliwie pomocna w zawiązaniu przemierza. Tym wspólnym celem dotychczasowych antagonistów była osłabiona, ograbiona i wyczerpana Rzeczpospolita.
Perfidna i pełna zakłamania polityka ,,Semiramidy Północy'' nabierała rozpędu.

*Sophie Friederike Auguste z domu Anhalt-Zerbst-Dornburg, ur. w Szczecinie 2 maja 1729r., Niemka z krwi i kości, po śmierci męża Piotra III (którego rozkazała zgładzić) i objęciu tronu przyjęła imię Katarzyny II a potomni nazwali Wielką. To ona gwałtownie zreorientowała politykę Rosji, wchodząc w przymierze z Prusami, z którymi dotąd Rosja prowadziła wojnę.

http://www.youtube.com/watch?v=LqGvw9ZREFs
Jacek Kaczmarski - ,,Sen Katarzyny''

Już niebawem Polska stała się ,,jeleniem i zającem'' z pieśni Jacka Kaczmarskiego.

Po zakończeniu wojny Prusy i Rosja podpisały 8 czerwca 1762r. przymierze. Wśród artykułów tego traktatu było zobowiązanie, żeby nie dopuścić do zmiany funkcjonującego w Polsce prawa, żeby utrzymać elekcyjność tronu i prawo zrywania sejmów. Były to doskonałe narzędzia umożliwiające ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski. Prusy i Rosja stały się protektorem i opiekunem polskich nieporządków.

Po wycofaniu jesienią 1762r. wojsk rosyjskich, do Wielkopolski zaczęło zapędzać się wojsko pruskie. Ksiądz Perliński tak opisuje wydarzenia mające miejsce w naszym powiecie:

,,król pruski zwany Wielkim, napadł na Wrocław, zajął go i rozesłał na polskie pogranicze tłumy łotrów, którzy polskich włościan zaciągali za sfałszowane polskie pieniądze i wcielali do wojska pruskiego. Z miasta Ostrzeszowa w ten sposób zwabiono wiele młodzieży, którzy po długiej śląskiej wojnie pozostali w Branderburgii i się zniemczyli.(...) Osiadłszy pod Berlinem, pisali potem prośbę do proboszcza ostrzeszowskiego o przysłanie im świadectwa urodzenia, pożenili się z Niemkami i przeinaczyli swoje nazwiska rodowe''

W cytowanym tekście podano 29 przykładów zwerbowanych Ostrzeszowian. Wiele podanych nazwisk do dnia dzisiejszego jest dość popularnych i charakterystycznych dla tej miejscowości. Możemy być pewni, że z identyczną sytuacją mieliśmy do czynienia w naszym mieście.

Działania pruskich wojsk kolejny raz uaktywniły miejscowych protestantów, którzy postanowili wykorzystać zaistniałą sytuację kierując prośby do dowództwa wojsk pruskich stacjonujących w Bralinie o interwencję w mieście, celem umożliwienia wybudowania zboru. Na czym miałaby polegać interwencja wojskowa możemy się tylko domyślać. Czyżby dysydenci kępińscy zapragnęli wkroczenia i stacjonowania w naszym mieście pruskich wojsk, celem złamania obowiązującego wtedy prawa? Wówczas jeszcze prośby protestantów o interwencję kierowane do pruskich wojsk nie przyniosły oczekiwanych skutków i nie zostały spełnione.

Wiosną 1763r. w zachodnich częściach Wielkopolski komendy pruskie przemocą dokonywały odbierania osadnikow niemieckich, jako zbiegów z państwa pruskiego.
Prusacy organizowali obławy na miejscową ludność, którą siłą wcielano do pruskiej armii. Oficerowie pruskiej armii urządzali ,,rajdy'' po polskiej stronie granicy poszukując rzekomo zbiegłych w czasie wojny poddanych króla pruskiego. Pod płaszczykiem ,,poszukiwań'' zmuszano mieszkańców Rzeczpospolitej niemieckiego pochodzenia do przenoszenia się na wyludnione ziemie w Brandemburgii. Nawet tych, którzy od ponad 30 lat zamieszkiwali Rzeczpospolitą. Pod eskortą pruskich oddziałów całe tabory z dobytkiem przepędzano na drugą stronę granicy. Szlachtę natomiast zmuszano do zapłaty za pozostawione przez chłopów i mieszczan mienie w postaci nieruchomości. Wytyczano jej ,,procesy'' o słuszne czy niesłuszne pretensje pieniężne. Prusacy sami wyrokowali a pruskie komendy uwijały się egzekwując należności z tego tytułu. Wymuszano ponadto dostawy zboża do Wrocławia i Brzegu po cenach stanowiących znikomą cząstkę rynkowych. Szlachta sarkała i oburzała się, ale bezwolnie wypełniała nałożone nakazy. W związku z brakiem polskiego wojska, była bezradna wobec łupieżczych i zbójeckich praktyk stosowanych przez generałów i oficerów pruskiej armii.

Okolice Kępna były szczególnie narażone na tego typu działania. Zrozpaczony dziedzic dóbr kępińskich Aleksander Mączyński (który poślubił wdowę po Adamie Kromno Piotrowskim - Joannę Nekandę-Trepkę), był autorem oficjalnego protestu złożonego w kancelarii królewskiej we Warszawie. O fakcie tym w dniu 10 września 1764r. donosili królowi pruskiemu przebywający we Warszawie jego posłowie Carolath i Benoit. Jak informowano, poseł sieradzki Aleksander Mączyński skarżył się na uprowadzanie polskich poddanych przez pruskiego oficera Pironskiego. Z tego samego powodu, wielu innych obywateli zaniosło skargi do Warszawy.
Dnia 25 września 1764 król pruski odpowiadając na złożone protesty obłudnie stwierdził, że wielu pruskich poddanych podczas ostatniej wojny szukało schronienia w Polsce a teraz zapragnęli wrócić pod osłoną huzarów pruskich.

Jednocześnie Fryderyk II zachęcał bogatą szlachtę wyznania protestanckiego do przenoszenia się
z całym swoim majątkiem do Prus. Wojny i zaraza spowodowały wyludnienie olbrzymich połaci Śląska i Brandemburgii. Podejmowano więc działania mające doprowadzić do ponownego zasiedlenia tych dzielnic. Działania te stoją w oczywistej sprzeczności z pokutującą polską świadomością o odwiecznym wschodnim kierunku przemieszczania się niemieckich kolonizatorów. Czasami kierunek kolonizatorów był odwrotny i zależny od sytuacji demograficznej.
Akceptowane przez króla pruskiego zbójeckie praktyki jego oficerów i żołnierzy, stosowane również w kolejnych latach, wywoływały wielkie oburzenie w Polsce. ,,Wykradanie'' ludzi, których traktowano jak niewolników było nagminnie stosowaną praktyką. Rzeczpospolita stała się istną ,,karczmą zajezdną''. Doprowadzało to do ruiny przygraniczne majątki.
Zalanie Polski fałszywą monetą wyprodukowaną przez Fryderyka II, który przechwycił w czasie wojny saską mennicę, dopełniło ruiny nie tylko przygranicznych obszarów. Wypuszczając fałszywą monetę Fryderyk II (zwany przez swoich rodaków Wielkim) łatał własne problemy finansowe.

Tymczasem w Polsce zaczęło przybywać tych, którzy czuli poniżenie godności państwa.
Byli jednak słabsi od tych, którzy ulegli obłudzie cesarzowej. Większości szlachty wygodniej było zaakceptować jej protekcję.

Przed kolejną elekcją, zanim weszły do Polski rosyjskie wojska celem osadzenia na tronie kandydata wybranego przez carycę, Katarzyna II zawarła 4 stycznia 1764r. układ z królem Prus,
Fryderykiem II, którego fragmenty brzmiały:

,,Obadwa mocarstwa zapewniają sobie wzajemnie posiadłości. Na przypadek wojny jedno bez drugiego pokoju nie zawrze i na zawieszenie broni niezezwoli. 10 tysięcy piechoty i 2 tys. jazdy jedno drugiemu dostawić winno, a gdy ta wypadła nad Renem lub na Krymie 400 000 rubli, czyli 450 000 talarów wypłacać rocznego kontyngentu.''

Tajne fragmenty Przymierza zawartego w Petersburgu 11 kwietnia 1764r. pomiędzy Cesarzową wszech Rosji i królem Prus nie pozostawiają złudzeń, jakiego kraju dotyczą wzajemne gwarancje obu monarchów:

Artykuł tajny
,,Jako że leży w interesie Jego Królewskiej Mości króla Prus i Jej Cesarskiej Mości cesarzowej wszech Rosji, dołożenie wszelkich starań by zachować w Rzeczypospolitej Polskiej prawo wolnej elekcji i by nikomu nie było wolno przywrócić dziedziczności tronu w wyżej wymienionym królestwie lub przywrócić w nim władzy absolutnej, Jego Królewska Mość król Prus i Jej Cesarska Mość cesarzowa obiecują i zobowiązują się wzajemnie i w sposób jak najbardziej stanowczy, niniejszym artykułem tajnym, nie tylko, nikomu nie pozwolić ograbić Rzeczpospolitą Polską z jej prawa wolnej elekcji, obrócenia jej w monarchię dziedziczną lub uczynienia absolutną, we wszystkich wypadkach, gdzie mogło by do tego dojść, lecz jeszcze zapobiec i unieszkodliwić wszystkimi możliwymi metodami i za obopólną zgodą zamiary i plany, które mogły by prowadzić do tego celu, natychmiast, gdy zostaną wykryte, i o ile zajdzie taka potrzeba będą mieli prawo do użycia siły zbrojnej, dla zagwarantowania republice przywrócenia jej konstytucji i jej praw fundamentalnych.
Niniejszy artykuł tajny będzie miał taką samą siłę i moc, jak gdyby był umieszczony słowo po słowie w traktacie głównym przymierza ostatecznie dzisiaj podpisanego i będzie ratyfikowany w tym samym czasie.
Na świadectwo czego, stworzono dwa podobne egzemplarze, które my ministrowie pełnomocni, Jego Królewskiej Mości króla Prus i Jej Cesarskiej Mości cesarzowej wszech Rosji, zaświadczamy w tym celu, podpisami, przywieszając pieczęcie swych herbów.
działo się w Sankt Petersburgu 11 kwietnia 1764.
Locus Sigilli

Victor Friedrich von Solms, Nikita Panin, Golicyn


Tajne pakty rosyjsko-niemieckie skierowane przeciwko Polsce mają bogatą i wielowiekową historię.
Władcy będący sztandarowym przykładem monarchii absolutnych poczuli się w obowiązku uczyć Polaków zasad demokracji i tolerancji. Prusy i Rosja zobowiązały się ponadto wspierać dysydentów oraz zachować dotychczasowe prawa uniemożliwiające wzmocnienie władzy centralnej. Zdecydowanie przeciwstawili się próbom zreformowania Rzeczpospolitej oraz uzgodnili wspólnego kandydata na tron Polski. Został nim siostrzeniec Czartoryskich, były kochanek carycy Stanisław August Poniatowski.

http://www.youtube.com/watch?v=JN16pla10v8
Jacek Kaczmarski - ,,Kasia ze Stasiem – sielanka''

Tylko początek romansu naszego przyszłego króla z przyszłą carycą był słodką sielanką.
Zgodnie z treścią utworu, Stanisław August Poniatowski rzuci niebawem swe królestwo do stóp swej byłej kochanki.

cdn.

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 16-06-2013 18:49
 
slawomir wieczorek
#12 Drukuj posta
Dodany dnia 01-04-2013 01:47
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

cd.
SYTUACJA SPOŁECZNO-POLITYCZNA W KĘPNIE PRZED ZAWIĄZANIEM KONFEDERACJI BARSKIEJ

Po zawarciu między Prusami i Rosją tajnego porozumienia, wojska Katarzyny II stanęły wzdłuż granicy a na ,,prośbę'' Andrzeja Zamoyskiego i Augusta Aleksandra Poniatowskiego (związanych z Familią), 10 000 Rosjan ruszyło z Kurlandii na teren Rzeczpospolitej w kierunku Warszawy dla zabezpieczenia obrad sejmu.
Katarzyna II wydała specjalną deklarację, w której zaznaczyła, że działanie to ma na celu dbałość o wszystkie swobody Rzeczypospolitej.
W dniu inauguracji sejmu konwokacyjnego Kozacy kontrolowali warszawskie ulice a sala obrad sejmowych pełna była rosyjskich oficerów zasiadających pomiędzy posłami. Manifestacja siły oraz zakulisowe działania agentów carycy doprowadziły do wyboru w 1764 r. na tron Polski upatrzonego kandydata. Po burzliwych obradach królem został Stanisław August Poniatowski.
Po wyborze króla

,,Katarzyna Imperatorowa łącznie z królem Pruskim podała sejmowi propozycje następujące:
1. Wolność dla dyssydentów. 2 Przypuszczenie ich do wszelkich urzędów. 3.Miejsca w senacie dla władyków ruskich. 4. Przymierze zaczepne i odporne. 5. Rozgraniczenie Rossyj z Polską.''

W tym momencie dochodzimy do najdrażliwszych poczynań obu monarchów wobec Polski. Mianowicie upomnienie się o prawa innowierców. Na wstępie należy rozróżnić dwa pojęcia: tolerancji religijnej oraz równouprawnienia innowierców. Pojęcia zbliżone, ale nie tożsame. Nagminnie natomiast mieszane nawet w poważnych pracach naukowych mających na celu wykazanie naszego braku tolerancji. Szczególnie celowały w tym ,,dzieła'' rosyjskich i niemieckich uczonych, bezrefleksyjnie zaadaptowanych przez wielu polskich historyków.

W Rzeczpospolitej Obojga Narodów przestrzegane były zasady tolerancji religijnej. Innowiercy nie byli prześladowani ze względu na swoje przekonania religijne. Tolerancja była większa niż w ościennych państwach, gdzie dochodziło do krwawych rozpraw z wyznawcami innych religii niż tej, która oficjalnie obowiązywała w państwie. Dowodem na tolerancję religijną są kolejni właściciele Kępna, będący kalwinami bądź ewangelikami. Nic złego im się nie przytrafiło.
Dysydenci pozbawieni byli natomiast pewnych przywilejów, które przysługiwały szlachcie katolickiej. Zrozumienie zawiłości tego zagdnienia wymaga szczegółowej znajomości historii protestantów i prawosławnych na ziemiach polskich oraz ich związków z prawosławną Rosją i protestanckimi Prusami.
Nie to jest jednak celem niniejszego opracowania. Upomnienie się o prawa innowierców, miało być narzędziem wpływu Rosji oraz Prus w Rzeczypospolitej. Nazwijmy rzecz po imieniu. Starano się w ten sposób budować ,,V kolumnę'' na naszych ziemiach.

Działania te były jednak jeszcze czymś więcej. Miały na celu upokorzyć elity szlacheckie Rzeczypospolitej. W tym czasie żaden kraj europejski nie uznawał równouprawnienia religijnego. W Wielkiej Brytanii prześladowania katolików miały bardziej brutalny charakter niż prześladowania katolików w Rosji. Rosja nie uznawała żadnej innej formuły, jak tylko religii panującej, którą było na jej obszarze prawosławie. Również na terenie Prus obowiązywała jedna religia panująca- protestantyzm. I tak było w każdym państwie europejskim, włącznie z Wolną Republiką Genewy, gdzie obowiązywał kalwinizm. Nie było żadnego wolnego wyznaniowo kraju. Rzeczpospolita miała być pierwszym krajem pełnego równouprawnienia religijnego, narzuconego przez Rosję i Prusy. Sytuacja innowierców w Polsce, wbrew temu co twierdzi się do dnia dzisiejszego, nie była zła.

,,Niewiele naliczyć można krzywd akatolikom wyrządzonych. Nie dano Piotrowskiemu*, posłowi wieluńskiemu miejsca na sejmie Grodzieńskim 1718, zniesione pozwolenie nabywania praw miejskich i niektóre użyczone swobody ścieśniono, ale to nastąpiło wtenczas dopiero, kiedy mocarstwa akatolickie zaczęły używać akatolików do związywania intryg i knowania licznych zamieszek. Wszakże pierwsza konstytucja nieprzychylna dopiero 1717 roku zapadła. Nic więc dziwnego, że Polska tak jak Anglia używała religijnych repressaliów i zaradczych ograniczeń (...)
Pod ten czas, gdy Moskwa podburzała ich, mieli 200 kościołów i wolność obrządków w domach swoich; posiadali starostwa, regimenta i stopnie wojskowe; w roku 1765 kapitanowie i niżsi oficerowie po wielkiej części byli religii dyssydenckiej. I według prawa i w samej istocie stan ich był daleko słodszy, aniżeli religii tolerowanych w Anglii, Hollandyi, Francyi i Moskwie samej''.


*Andrzej Kromno-Piotrowski, kalwinista, utrzymywał bliskie stosunki z Braćmi Czeskimi. Pełnił funkcję miecznika wieluńskiego oraz rotmistrza królewskiego. Właściciel Złoczewa. W czasie burzliwych obrad sejmu w 1718 zagłuszano go i nie dopuszczono go do głosu. W ramach protestu, opuścił posiedzenie.
Jego syn Adam Kromno-Piotrowski (również kalwin) nabył w roku 1752 od Antoniego Jana Olszowskiego dobra kępińskie.


Przedstawiciele religii niekatolickich przyjęli oczywiście zaproponowaną protekcję ze strony cesarzowej Katarzyny II i króla Fryderyka II, nie dostrzegając w tym, albo nie chcąc dostrzec, misternej intrygi mającej na celu rozbicie spójności społeczeństwa a tym samym osłabienie państwa. Szczególnie przychylni obcej protekcji byli niemieccy koloniści. Należy powiedzieć wprost: na terenie Wielkopolski religię protestancką reprezentowali w zdecydowanej większości niemieccy koloniści.
Opór, który stawili w tej sprawie przedstawiciele elity szlacheckiej miał charakter nie wstecznego, ciemnego, jak to często przedstawiano później (np. w PRL-owskich podręcznikach) odruchu niewykształconych, szowinistycznych, tępych, zabobonnych ludzi, którzy tworzyli tę rządzącą warstwę Rzeczypospolitej, ale miał charakter obrony niepodległości, ponieważ rozerwanie więzi Polski z katolicyzmem, osłabienie tej więzi, miało być symbolicznym poniżeniem Państwa.

Tymczasem nowo obrany król, przy pomocy Czartoryskich postanowił wybić się na pewną niezależność. Po dojściu do porozumienia z niedawnymi wrogami zaczęto wspólne działania mające na celu uzdrowienie państwa. Próby reform skarbowych i wojskowych podejmowane przez Czartoryskich skazane były jednak na niepowodzenie. Dnia 11-go Listopada 1766 roku posłowie Rosji i Prus oświadczyli, że w tych sprawach nie zezwolą na głosowanie większością głosów, ale wymagają zachowania starego zwyczaju jednomyślności (Liberum Veto). Oznaczało to, że sprzeciwienie się choćby jednego tylko posła unieważniało uchwałę. W przypadku nie przestrzegania prawa zapowiedzieli wypowiedzenie Polsce wojny, a do tego Polska nie była przygotowana. Tym sposobem ościenni monarchowie storpedowali przeprowadzenie jakichkolwiek reform już na starcie rządów nowego króla.
Co więcej, imperatorowa zagroziła Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu detronizacją, jeżeli będzie sprzyjał zmianom nieaprobowanym przez nią samą. Aby wzmocnić nacisk na króla,
z inspiracji Rosjan dochodzi 20 marca 1967r. do zawiązania konfederacji toruńskiej (zawiązanej przez szlachtę protestancką) oraz konfederacji słuckiej (zawiązanej przez szlachtę prawosławną i kalwińską na Litwie). Obie konfederacje korzystały z osłony wojsk rosyjskich.

Polityka rosyjska polegała na przekupywaniu szlachty i nakłanianiu do działań zgodnych z interesami imperium. W Archiwum Moskiewskim Spraw Zagranicznych znajduje się dokument ,,Wydatki sekretne Repnina podczas Konfederacji Radomskiej''. Na liście wydatków znajdują się kwoty 1200 dukatów przekazanych 10 marca 1767r. Golczowi na utworzenie konfederacji toruńskiej oraz 8000 dukatów przekazanych tego samego dnia Grabowskiemu na utworzenie konfederacji słuckiej.
Na ,,liście płac'' znajdziemy ponadto Karola Radziwiłła z kwotą 10 000 dukatów otrzymaną 14 kwietnia na konfederację litewską. Z dokumentu wynika, że na moskiewskie pieniądze połakomił się również kasztelan sieradzki Jan Mączyński (1758-1776, brat Aleksandra Mączyńskiego – właściciela Kępna), który 15 maja przyjął 300 dukatów na konfederację sieradzką oraz Jan Poniński , który tego samego dnia otrzymał 400 dukatów na konfederację wieluńską a 9 sierpnia kwotę 1000 dukatów na zorganizowanie sejmiku wielkopolskiego.

Pod płaszczykiem walki o równouprawnienie prowadzona była brutalna walka o wpływy oraz osłabienie pozycji króla. Do walki dało się wciągnąć wiele niekatolickich rodów szlacheckich.
Obie konfederacje zawiązane za moskiewskie pieniądze zwróciły się o opiekę i pomoc do carycy oraz króla pruskiego. Katarzyna II w swoim stylu pisała w opublikowanej deklaracji, że nie może odmówić prośbie swych współwierców i połączonych z nimi innowierców o roztoczenie nad nimi opieki.

W tej atmosferze, wobec braku pozytywnego rezultatu wcześniejszych starań kępińskich ewangelików o interwencję w mieście wojsk pruskich, ich delegacja ponownie udała się szukać protekcji.
W roku 1767 deputacja ewangelików udała się do samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Monity kierowane do monarchy nie przyniosły jednak korzystnego dla ewangelików rozstrzygnięcia. Kępińscy ewangelicy skierowali się więc do Torunia, gdzie wreszcie uzyskali poparcie Ligi Dysydenckiej będącej pod protekcją króla pruskiego.
Szukali więc mieszkańcy Kępna poparcia obcego monarchy...

,,Dyssydenci, burzeni, płaceni i straszeni przez Rossyją i Prusy, stali się narzędziami Katarzyny i Króla filozofa tak, że prawie zarówno z Rossyjanami za nieprzyjaciół uważanemi być poczęli. (…)
Jakoż w roku 1767 wkroczyły do Polski nowe wojska rossyjskie pod wodzą Sołtykowa, Numersa i Kreczetnikowa. Pod tą zasłoną, a więcej z namowy i rozkazu, bezpiecznie wiązać się mogły konfederacje dyssydenckie. W Toruniu pod marszałkiem Jerzym Wilhelmem Golczem, starostą Tucholskim z łona której obrano na deputowanych do Króla, Pawła Grabowskiego, Zorawskiego i Adama Bronikowskiego,* Słucka pod laską Jana Grabowskiego, Generała wojsk polskich i wiele innych po województwach (…) Niemała liczba katolików dla przypodobania się bądź Petersburgowi bądź berlińskiemu dworowi podpisywała konfederycye. (…) Kniaź Repnin nie wstydził się rozsyłać po domach oficerów, aby jednych namawiali, a drugim groził zniszczeniem majątków lub wywiezieniem z kraju jeżeli widokom Imperatorowej opierać się zechcą.''


*Adam Bronikowski, krewny Samuela Oppeln-Bronikowskiego będącego od roku 1785 właścicielem Kępna. Wspominany w korespondencji Stanisława Augusta Poniatowskiego, o czym będzie w dalszej części opracowania.

W konfederacji toruńskiej przeważali przedstawiciele Wielkopolski (139 podpisów z 258), która była najbardziej zróżnicowanym pod względem wyznaniowym obszarem Polski. Pod konfederacją podpisało się wiele dysydenckich rodów szlacheckich związanych z ziemią kępińską m.in. Nieszkowscy, Trepkowie (np. Krzysztof Nekanda Trepka ochrzczony w Mielęcinie w r. 1739), Wielowiejscy (np. Andrzej Wielowieyski krewniak Aleksandra Wielowiejskiego, późniejszego posesora części Kępna, Bronikowscy (np. Samuel Oppel Bronikowski), Unrugowie.
Warto zwrócić uwagę, że Kępno od roku 1752 miało wyłącznie dysydenckich właścicieli – Adam Kromno-Piotrowski starszy, Joanna Nekanda-Trepka z Mielęcina (żona Aleksandra Mączyńskiego), Adam Kromno Piotrowski młodszy, Samuel Oppeln-Bronikowski.
Posesorką części Kępna była również w pewnym okresie Prusaczka Zofia Dyhrn.
Na tym tle dochodziło do licznych zatargów. Kępno było przykładem napięć między katolikami a protestantami i kalwinistami. Ewangelicy szukający oparcia w królu Prus zaczęli być tutaj postrzegani jako zdrajcy.

Tym sposobem Katarzyna II wzniecała wrogość między dysydentami a katolickimi mieszkańcami Polski. Był to jednak dopiero początek rosyjskich intryg, z których najohydniejsza doprowadziła w niedalekiej przyszłości do rzezi dziesiątek tysięcy polskich katolików na terenie dzisiejszej zachodniej części Ukrainy.

cdn.

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 16-06-2013 18:51
 
slawomir wieczorek
#13 Drukuj posta
Dodany dnia 06-04-2013 14:23
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Nie wszyscy jednak mieszkańcy Wielkopolski szukali swojego szczęścia pod skrzydłami organizowanej za rosyjskie pieniądze konfederacji toruńskiej. Na panujące wówczas nastroje wskazują wydarzenia do jakich doszło w Kaliszu. Jak wspomina Jędrzej Kitowicz w swoich pamiętnikach:

,,Akt tej konfederacyi dyssydenci przez swoich emissaryuszów pod konwojem rossyjskim rozesłali po wszystkich grodach. Do Kalisza przyjechał z nimi Pretwicz, kalwin, w assystencyi 24 Kozaków. Niezważając na gromadną pod ten czas w Kaliszu szlachtę, podał go do ksiąg. Lecz szlachta rzuciwszy się do szabel, wyparowała go i z kancelaryi i z miasta, raniwszy kilku kozaków. W trzy dni potem w dzień jarmarku i sądów ziemskich przybył tenże Pretwicz w trzysta koni kozaków, którzy bez zastanowienia się najmniejszego, obskoczywszy najprzód bramy, rzucili się na wszystek lud zgromadzony na jarmark bijąc batogami pospólstwo i chłopów, a szlachtę, których podług zwyczaju owego czasu wydawała takimi noszona szabla przy boku, łapiąc i w przygotowane już na to dyby wsadzając. Nałapanych po ulicach i stancyach tym sposobem rozpoznawał Pretwicz, i których za niewinnych pierwszego tumultu onego w kancelkaryi na siebie podniesionego uznał, tych powypuszczać kazał, zostawiwszy kozakom za fatygę, zdobycz z nich zdartą, sukien, pasów, czapek, szabel i pieniędzy podług prawa kozackiego. Których zaś poznał, iż byli w pierwszym tumulcie, tych podobnież jak pierwszych obdartych, a nawet niektórych i ranionych, zostawił w więzach do dalszej rozprawy, których kozacy osadzali w kamienicy, generalską zwanej dla tego, iż należała do generała czyli starosty generalnego wielkopolskiego, którym był natenczas Jerzy Mniszech, marszałek nadworny koronny. Nadeszła potem piechota rossyjska, która nad szlachtą w dybach osadzoną straż trzymała. Nikt się za owymi nieborakami nieinteresował:
tak był geniusz narodu polskiego przemocą przytłumiony. Siedziła więc owa szlachta w areszcie o swoim koszcie....''


Kolejnym zamysłem imperatorowej było zniszczenie reform podjętych przez Czartoryskich i popieranych przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz wywołanie wrogości między katolicką szlachtą a królem celem osłabienia jego pozycji. Przeprowadzono misterną grę z wykorzystaniem plotek, przekupstwa i manifestacji siły (dziś nazwalibyśmy je operacją obcych służb mającą na celu osłabienie państwa poprzez wzniecanie wewnętrznego fermentu). Z inspiracji ambasadora Repnina w całym kraju zbierano podpisy pod konfederacją rzekomo opozycyjną w stosunku do konfederacji toruńskiej. Jej celem było odsunięcie od władzy króla i obozu skupionego wokół Czartoryskich oraz zabezpieczenie dotychczasowych przywilejów przysługujących katolickiej szlachcie. Oto co pisze o dalszych wydarzeniach w swoich pamiętnikach Kitowicz:

,,W miesiącu lipcu owi konsyliarze po województwach obrani zjechali do Radomia(...) A gdy się zeszli na ratusz końcem utworzenia konfederacyi generalnej dla odzyskania dawnych praw, i następnie po przywróceniu tych, wypowiedzenia posłuszeństwa królowi – jako się według obietnic Repnina spodziewali, - Rossyanie, którzy takim dziełom wszędzie assystowali pod pozorem obrońców swobód polskich, otoczyli znagła ratusz, wyrychtowali prosto w niego armaty, i wszedłszy w środek pierwsi ich generałowie, zapowiedzieli zgromadzeniu konsyliarzów i panów nowinę wcale przeciwną Repninowskim obietnicom.''

Teodor Morawski w swoim monumentalnym dziele „Dzieje Narodu Polskiego'' dalsze wydarzenia opisuje następująco:
,,Głupi Radziwiłł bez troski przyjmuje laskę marszałkowską.(...) Karr wsuwa w ręce marszałka gotowy manifest. Manifest przyjmował żądania mniejszości religijnych odrzucone na ostatnim Sejmie, przedstawiał grozę jarzma, które tyrania królewska narzuciłaby niechybnie rzeczypospolitej, gdyby nie wspaniała carowa, która przenikając mądrością swoją niegodziwe zamachy na wolność, czuwała nad szczęściem narodu. Manifest głosił poza tym wspaniałe gwarancje „dla zabezpieczenia na zawsze całości praw i dawnego kształtu rządowego, który tak szczęśliwie osłaniał dotąd pokój, pomyślność rzeczypospolitej"; ogłaszał wreszcie nieprzyjaciółmi ojczyzny winnymi zbrodni tych, którzy sprzeciwiliby postanowieniom konfederacji. (…)

Jak wspomina Kitowicz, generałowie rosyjscy zapowiedzieli, że:

,,nikt z ratusza wypuszczony nie będzie, póki tych zasad nie podpisze, a jeżeliby całe zgromadzenie jednomyślnie sprzeciwnem takiej woli jej imperatorskiej mci było, tedy kulami armatniemi i bagnetami co do nogi wytępione zostanie, jako złe, jedynie na króla zawzięte i dobru publicznemu szkodliwe. Zagrożeni tak niespodziewanem gwałtem owi swobód dawnych popieracze, spojrzawszy po sobie, podpisali wszystko, co tam było w owym akcie przez Rossyą skoncypowanym napisane.''

Morawski dodaje:

,,Osłupieli wszyscy! Jedni do ucieczki, drudzy rwali się do broni. Karr odwoływać się musiał do Repnina. Lecz obrócone do ratusza działa stały gotowe do strzału; straż „honorowa” stała u namiotu każdego z delegatów. Repnin, mając w ręku stu siedemdziesięciu ośmiu marszałków i deputowanych, a w kieszeni osiemdziesiąt tysięcy podpisów (...) więcej nie potrzebował. (...).

Poraz kolejny szlachta została w dziecinny sposób oszukana. Zaistniałą sytuację najlepiej scharakteryzował Kajetan Sołtyk, który w liście z 10 lipca 1767r do biskupa Podoskiego pisze:

„Inaczej myśleć nie można – dopełnił naród miary występków, kiedy na ukaranie go, Bóg rozum mu odjął... Zwiedzeni zostaliśmy jak ptaszęta na lep wzięte. Chcieliśmy wzmocnić wolność, a staliśmy się niewolnikami; ocalając wiarę, niszczymy ją; a taka wśród nas wszystkich podłość panuje, iż chociaż widzimy nieomylną zgubę, obrzydliwym sposobem do niewoli przyzwyczajać się nie wstydzimy!”

Wśród ,,oszukanych'' konfederatów radomskich znajdziemy liczne grono szlachty z ziemi kaliskiej, sieradzkiej, wieluńskiej i naszego powiatu ostrzeszowskiego: Jana Kazimierza Turno stolnika kaliskiego i generała wojsk koronnych, Jana Mączyńskiego kasztelana sieradzkiego (brata Aleksandra, późniejszego właścicela Kępna), Adama Męcińskiego starościca ostrzeszowskiego, Fryderyka Jakóba Psarskiego (ur. w Myślniewie k/Kobylej Góry), Józefa Wężyka z Osin miecznika wieluńskiego (właściciela Opatowa), Władysława Biernackiego chorążego sieradzkiego, Ignacego Skórzewskiego podstolego ostrzeszowskiego, Franciszka Kożuchowskiego cześnika kaliskiego, Augustyna Gorzewskiego chorążego kaliskiego, Ignacego Błeszyńskiego chorążego sieradzkiego, Antoniego Stanisława Morzkowskiego sędziego ziemi wieluńskiej.

Większość szlachty z tego radomskiego otumanienia wkrótce się wyleczyła przystępując do Konfederacji Barskiej a 15 lat później stanęła u boku Kościuszki w czasie Insurekcji.

W tym momencie należy sprostować pewne informacje. Pod konfederacją radomską (będącej z pewnością powodem do wstydu) znajdujemy podpis Aleksandra Szembeka.
Ów Aleksander Szembek wojewodzic inflancki nie jest jednak tym samym Aleksandrem Szembekiem, który wkrótce pojawi się na czele oddziałów konfederackich w okolicach Siemianic, Wielunia i Krzepic. Zbieżność imienia i nazwiska obu postaci spowodowała błędne interpretacje które zostały powielone w notce biograficznej w Wikipedii. Zaprezentowany tam życiorys Aleksandra Szembeka jest kompilacją życia dwóch osób: Aleksandra Józefa Szembeka (ur. 1745-zm. ok. 1800, miecznika inflanckiego, syna Franciszka Jakuba Szembeka wojewody inflanckiego) oraz Aleksandra Szembeka (ur. 1743-zm. 1806, miecznika ostrzeszowskiego, konfederata barskiego, syna Józefa Szembeka ze Siemianic).
Życiorysy obu Aleksandrów są tak różne jak zróżnicowana była ówczesna szlachta. Pierwszy z nich służył w rosyjskiej armii i walczył przeciwko powstańcom kościuszkowskim w 1794r. a później we Włoszech przeciwko polskim legionom. Drugi zaś był uczestnikiem konfederacji barskiej a w późniejszych latach posłem ziemi Chrzanowskiej na Sejm Wielki. Odznaczony orderem Orła Białego za zasługi w uchwaleniu Konstytucji 3 Maja.

Obaj Szembekowie mieli wspólnego przodka pięć pokoleń wcześniej (Stanisława Szembeka ur. ok. 1500-zm.1569, rajcę krakowskiego). Ich poglądy polityczne były jednak diametralnie różne. Życiorys Aleksandra Szembeka zaprezentowany w Wikipedii jest wręcz kuriozalny. Garść prawdziwych informacji dotyczących ,,naszego'' Aleksandra Szembeka można natomiast znaleźć pod dziwnym hasłem ,,Aleksy Szembek''.

Okazuje się jednak, że Aleksander Szembek-zdrajca również był związany z okolicami Kępna. Jego żona była przedstawicielką miejscowego rodu szlacheckiego. Do tych rodzinnych powiązań wrócimy jeszcze w kolejnych częściach.

Na szczęście nie do końca sprawdziły się słowa biskupa Sołtyka. Nie wszyscy ,,przyzwyczaili się do niewoli''. Polityka rosyjska odniosła jednak ogromny sukces. Doszło do rozbicia polskiego społeczeństwa, wzajemnych oskarżeń o zdradę. Przy pomocy polskiej szlachty zniszczono reformatorskie wysiłki Czartoryskich a tym samym osłabiono a w zasadzie skompromitowano w oczach społeczeństwa króla. Król zaproszony:

,,do konfederacyi wahał się, lecz Repnin krótko rzecz biorąc, dobra stołowe jego wojskiem osadził i pokazał spis 60 000 szlachty skonfederowanej, mówiąc: ,,Widzisz królu, że jesteś w mojej mocy, panowanie twoje od uległości zawisło''. Król przystąpił do konfederayi''.

Rzeczpospolita zapłaciła dużą cenę za nierozważne zaproszenie Rosji w "swoje progi" i pozorna pomoc przerodziła się w przemoc oraz pełną kontrolę nad państwem. Dwulicowość poczynań Katarzyny II stała się dla większości aż nadto widoczna. W kraju zawrzało.
Kiedy cesarzowa zorientowała się, że protest elit szlacheckich jest nieuchronny, zdecydowała się działać jeszcze brutalniej. Sejmiki wojewódzkie odbywały się w asyście rosyjskich wojsk. Wybierano delegatów zaakceptowanych przez rosyjskich kapitanów i poruczników. Opornych trzymano w aresztach domowych.
W październiku 1767 roku zebrał się w Warszawie Sejm Rzeczypospolitej nazwany przez potomnych ,,sejmem repninowskim''.

,,Sejm ten (…) oznaczył zaraz na początku Repnin czynem bezprzykładnym(...) Posła Kożuchowskiego, z wojewówdztwa kaliskiego wybranego, powracającego z sessyi, na której zawiązaniu konfederacyi w sejmie, tyle ojczyźnie szkodliwej, przeciwił się, kazał swoim siepaczom wziąć w karety, pod namiotem na podwórzu własnego mieszkania rozbitym dla warty uwięzić i w nocy z zawiązanymi oczyma z Warszawy wywieźć.''

Zaaresztowanie opozycji, umożliwiło przeforsowanie na sejmie praw kardynalnych prowadzących do dalszej dewastacji kraju. Składały się na nie m.in. wolna elekcja, znane już "liberum veto", prawo wypowiadania posłuszeństwa królowi, wyłączność szlachty na sprawowanie urzędów i posiadanie majątków ziemskich. Jednym słowem pozycja szlachty wzbogaciła się o nowe przywileje a Polska cofnęła się w rozwoju cywilizacyjnym. Wzbudziło to niechęć mieszczan, którzy zaczynali w owych czasach postrzegać siebie jako pełnoprawnych obywateli Rzeczpospolitej. Proces ich emancypacji uległ zahamowaniu.
Obrady trwały z przerwami 5 miesięcy i był to jeden z najbardziej dramatycznych sejmów w historii Polski. Warszawę otaczał kordon wojsk rosyjskich, a w Sejmie główną rolę odgrywał ambasador rosyjski Mikołaj Repnin, który otrzymał od Katarzyny II specjalne zadanie: miał skłonić posłów, przy pomocy groźby lub obietnicy urzędów bądź jurgieltu (stałej pensji od dworu rosyjskiego), by uchwalili traktat gwarancyjny z Rosją. Ten traktat oznaczał praktycznie koniec suwerenności Rzeczypospolitej. Od tej pory gwarantem ustroju Polski miał być car Rosji. Wśród posłów ,,pracujących'' nad podpisaniem traktatu odnajdujemy m.in. pochodzących z Litwy Adama Brzostowskiego oraz Michała Kazimierza Ogińskiego, późniejszych konfederatów barskich związanych rodzinnie z naszymi okolicami o czym będzie szerzej w kolejnych rozdziałach.
Ten fragment ich życiorysów, w przeciwieństwie do późniejszej postawy, nie można jednak zapisać do chwalebnych.

http://www.youtube.com/watch?v=pe6mqxaclyI
Jacek Kaczmarski - ,,Rejtan, czyli historia lubi się powtarzać'' (Obraz Jana Matejki stał się inspiracją dla utworu muzycznego Jacka Kaczmarskiego. Obraz i pieśń odnoszą się zarówno do sejmu ,,repninowskiego'' jak i późniejszego sejmu rozbiorowego. W 1min. 55s. obiektyw kamery kieruje się na przyszłego konfederata barskiego. W opisie znajdują się ciekawe uwagi samego Jacka Kaczmarskiego dotyczące okoliczności powstania utworu.)

Sprzeciwiających się podpisaniu traktatu gwarancyjnego (czyniącego Rzeczpospolitą państwem w pełni zależnym od Rosji) zaaresztowano, wkraczając nocą do ich domów i zabierając w tym jak stali. Biskupa Kajetana Sołtyka, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego, jego syna Seweryna Rzewuskiego oraz biskupa kijowskiego Józefa Załuskiego wywieziono do Kaługi, skąd powrócili dopiero w roku 1773.
Mikołaj Repnin, po tym akcie gwałtu wydał następujące oświadczenie:

,,Oddziały Jej Cesarskiej Mości mej władczyni, przyjaciółki i aliantki Rzeczypospolitej aresztowały biskupa krakowskiego, biskupa kijowskiego, wojewodę krakowskiego i starostę dolińskiego, z powodu ich prowadzenia się, uwłaczającego godności Jej Cesarskiej Mości, podważającego czystość jej zbawiennych, bezinteresownych i przyjaznych intencji w stosunku do Rzeczypospolitej. Niżej podpisany powiadomił najjaśniejszy Sejm, pozostający pod protekcją Jej Cesarskiej Mości, o stanowczych i uroczystych zapewnieniach kontynuacji tej opieki oraz pomocy i wsparciu Jej Cesarskiej Mości dla zachowania praw i wolności Rzeczypospolitej, z ukróceniem wszystkich nadużyć, które wśliznęły się do rządu, sprzecznych z prawami kardynalnymi państwa. Jej Cesarska Mość pragnie tylko dobrobytu Rzeczypospolitej i nie zaprzestanie udzielać jej swego wsparcia dla osiągnięcia tego celu, bez żadnej zapłaty, pragnąc tylko bezpieczeństwa, szczęścia i wolności narodu polskiego, co już zostało jasno wyrażone w deklaracjach Jej Cesarskiej Mości, które gwarantują Rzeczypospolitej jej obecne posiadłości, jak również prawa, formę rządu i przywileje każdego. Nikołaj książę Repnin”

Oświadczenie rosyjskiego ambasadora jest przykładem niesłychanej obłudy.

Wydarzenia te otrzeźwiły większą część społeczeństwa. Dopiero jawne pogwałcenie suwerenności spowodowało, że szlachta zaczęła wychodzić z jakiegoś niebywałego oczadzenia. Zbudziła się z letargu. Ci, którzy jeszcze niedawno byli u boku carycy, stali się nagle jej zaciekłymi wrogami. Nastąpił wreszcie przełom w myśleniu o Rzeczpospolitej i działaniach Rosji. Zrozumiano ogrom niebezpieczeństwa, jaki spadł na kraj.

,,Postępowanie Repnina (...)stało się hasłem do działania. (…) 29 Lutego umówiono konfederycyą, później pod nazwiskiem Barskiej znaną'' pod haslem ,,obrony wiary i wolności''.

http://www.youtube.com/watch?v=WUvOl4cBzy4
Jacek Kaczmarski - ,,Zawołanie''

c.d.n.

W kolejnej części będzie o bezpośredniej przyczynie zawiązania Konfederacji Barskiej oraz wcześniejszych zakulisowych działania Katarzyny II na obszarze kresów wschodnich.
 
slawomir wieczorek
#14 Drukuj posta
Dodany dnia 12-04-2013 22:42
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

ZAWIĄZANIE KONFEDERACJI BARSKIEJ

24 lutego 1768 r. Stanisław August Poniatowski podpisał z Rosją Traktat Wieczystej Przyjaźni, czyniący Polskę protektoratem rosyjskim. Podpisanie wiernopoddańczego traktatu wzburzylo sporą część społeczności szlacheckiej. Jeden z artykułów traktatu brzmiał:

Artykuł V
,,A jako Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska, dla wieczystey trwałości wszystkiego tego, co ona teraz dla własnego pożytku ustanowiła, jak najuroczyściey wzywała, i teraz jeszcze wzywa wysokość Najjaśniejszej Imperatorowej Jej Mci, na konstytucję, formę rządu, wolność, i prawa swoje, gwarancję; tak Najjaśniejsza Imperatorowa Jej Mć zadosyć czyniąc chęciom, i zaufaniu przyjacielskiemu Najjaśniejszej Rzpltej gwarantuje jej uroczyście mocą tego traktatu na wieczne czasy, jej konstytucję, formę rządu, wolność, i prawa z przyrzeczeniem świątobliwym, i obowiązkiem, za siebie, i Sukcesorów swoich na tron Imperii całej Rosji, utrzymywać, zachowywać, i zasłaniać Najjaśniejszą Rzpltę Polską przy nienaruszonej jej całości.''

Wśród sygnatariuszy traktatu znajdujemy interesujacych nas i wspomnianych już wcześniej Adama Brzostowskiego i Michała Kazimierza Ogińskiego. Co było przyczyną ich późniejszego przystąpienia do konfederacji barskiej? Można jedynie snuć domysły, że krwawe wydarzenia na kresach wschodnich i udział w nich wojsk carskich pozbawiły ostatecznie obu magnatów złudzeń co do intencji Rosji. Nagłe przemiany postaw w owym czasie były czymś powszechnym.

W odpowiedzi, pięć dni po podpisaniu traktatu (29 lutego 1768) w podolskim miasteczku Bar z inicjatywy Józefa Puławskiego (ojca Kazimierza Puławskiego) i Michała Krasińskiego (brata biskupa Adama Krasińskiego) zawiązana została konfederacja, by bronić niepodległości.

Wkrótce przystąpiła do niej duża część wojsk królewskich w południowo-wschodnich prowincjach Rzeczpospolitej. Do Stanisława Augusta docierały coraz to nowe informacje o utracie kolejnych chorągwi. Nawet zaufani dowódcy odmawiali posłuszeństwa królowi przechodząc na stronę konfederatów lub składając dymisję z wojska. W rękach królewskich pozostał jedynie Kamieniec Podolski, którego załoga topniała z dnia na dzień. Monarcha zrozumiał, że zawiązana konfederacja stała się poważnym ruchem, którego nie zdoła opanować pokojowymi środkami. Na wojsko zaś nie mógł liczyć. Sytuacja króla stawała się rozpaczliwa. Tym bardziej że 14 maja 1768r. Repnin stanowczo zażądał rozprawienia się z konfederatami.

Wielkie oburzenie szlachty wywołała prośba senatu skierowana do Petersburga o udzielenie wojskowej pomocy oraz nadanie przez króla orderu św. Stanisława rosyjskim generałom.

Pod presją ambasadora król udzielił zgody na gospodarowanie w Rzeczpospolitej rosyjskich wojsk, które zaczęły nacierać na konfederatów. Ambasador rosyjski zarządał wysłania z Warszawy ma obszary opanowane przez konfederatów korpusu wojsk polskich obiecując w zamian humanitarne traktowanie powstańców. W przeciwnym razie groził, że wojska carskie będą obchodzić się z nimi bez litości i traktować jak zbójów. Ponadto obecność polskich oddziałów była Rosjanom niezbędna ze względów propagandowych.
W tej sytuacji wyruszył z Warszawy na Podole lojalny królowi Franciszek Ksawery Branicki prowadząc ze sobą z trudem zebrane 400 koni.

Nieprzypadkowo kresy wschodnie stały się miejscem zawiązania zbrojnego ruchu.
Od czasu wstąpienia na tron Katarzyny II, tereny te były poddane intensywnej penetracji ze strony Rosji oraz cerkwi prawosławnej. Prawosławie było w Rosji religią państwową ze silnym poparciem ze strony carycy. Poparcie nie było jednak bezinteresowne.
Katarzyny II traktowała cerkiew jako oręż w walce z kościołem katolickiem i kościołem unickim na polskiej Ukrainie. Był to obszar gdzie najłatwiej było uderzyć w pozycję Rzeczpospolitej. Imperatorowa zdawała sobie sprawę z tego, że przynależność Ukrainy do Rzeczpospolitej lub Rosji decydowała o przewadze politycznej w tym regionie Europy. Przyłączenie Ukrainy do Rosji było niezbędne dla ugruntowania jej statusu jako mocarstwa.
Prowadzenie działań dywersyjnych na polskiej Ukrainie ułatwiała nasza wielowiekowa tolerancja.
Na kresach wschodnich występowała istna mozaika wyznaniowa. Obok cerkwi prawosławnych stały kościoły katolickie oraz kościoły unickie (kościół unicki charakteryzuje liturgia i symbolika bardzo podobną do prawosławnej . Z niej się bowiem wywodzi. Odrzuca jednak zwierzchnictwo cerkwi rosyjskiej uznając prymat Rzymu). Caryca uważała Kościół Katolicki za przeszkodę w swoich imperialnych dążeniach. Zaś wiernych kościoła unickiego postrzegała jako zdrajców prawosławia.

Dla osiągnięcia swoich celów posłużyła się funkcjonującym od wieków na terenie Rzeczpospolitej kościołem prawosławnym. Zadanie miała ułatwione. Patriarchowie oraz wszyscy duchowni tej cerkwi podlegali petersburskiemu prymatowi.
Pierwszym krokiem w podporządkowaniu przez Rosję obszaru prawobrzeżnej Ukrainy było przeciągnięcie na swoją stronę prawosławnych mieszkańców tych ziem. Wyznaczono do tego celu prawosławnych duchownych. Synod petersburski wyznaczał popów, którzy przy wyświęcaniach musieli składać przysięgę zaczynającą się od słów:

,,Ja niżej podpisany obiecuję i przysięgam Wszechmogącemu Bogu przed Świętą ewangelią na to, iż chcę i powinienem Jej Imperatorskiemu Majestatowi, mojej Najmiłościwszej, Wielkiej Pani Imperatorowej Katarzynie Alexiejownie, Samowładczyni całorossyjskiej, i jej Imp. Mci Najukochańszemu Synowi Panu Cesarzowiczowi Wielkiemu Xięciu Pawłowi Piotrowiczowi prawemu Całorossyjskiego tronu Następcy wiernie i nie obłudnie służyć i we wszystkiem być posłusznym, nieoszczędzając życia swojego do ostatniej kropli krwi i wszystkie do Wysokiego Imperatorskiego Jej Majestatu, samowładztwa, mocy i władzy przynależące prawa i prerogatywy ustanowione i na potem ustanowić się mające, podług terminalnego rozumienia, mocy i sposobności przestrzegać i bronić; przytem na ostatku starać się promować wszystko, co do Jej Imperatorskiego Majestatu wiernej służby i pożytku krajowego we wszelkich przypadkach tyczeć się może. O uszkodzeniu zaś Jej majestatu, stracie lub upadku, jak prędko o tem dowiem się, nie tylko wcześnie donieść, lecz i wszelkimi sposobami odwracać i niedopuszczać starać się i wszelki mi powierzony sekret mocno chować będę i włożony na mnie urząd, tak podług tej (generalnej jako i podług osobnej) zdeterminowanej i od czasu do czasu Imieniem Jej Imp. Majestatu, od przeznaczonych nademną starszych wypadle instrukcye, regulamenta i ukazy należytym sposobem, podług sumienia mojego wykonywać i dla mojego pożytku, krewieństwa, przyjaźni, ani nieprzyjaźni, przeciwko powinności mojej i przysiędze nie odstępować; i takim sposobem siebie regulować i postępować, jak dobremu i wiernemu Jej Imp. Mci Majestatu poddanemu dobrze przystoi i należy...'' itd. itd.

Długi, wiernopoddańczy tekst przysięgi kończył się słowami:

,,Na dopełnienie zaś tej mojej przysięgi, całuję krzyż Zbawiciela mojego. Amen''.

Tak przysięgali wierność Petersburgowi popowie zasilający prawosławne parafie znajdujące się na obszarze Rzeczpospolitej.
Wzniecaniu wrogości wobec Polaków i katolików pomocne były drukowane w Rosji katechizmy masowo wysyłane do prawosławnych parafii znajdujących się na obszarze Rzeczpospolitej.

,,Przysyłano z Rossyi książeczki ,,Sokraszczennyj katechesis'' (skrócony katechizm) w których mieściły się prawidła obowiązujące lud do wiary w Boga, ale i do bezwarunkowego poddaństwa i wierności monarchom rossyjskim.''

Ukraina stała się terenem rywalizacji dwóch sił: Kościoła Katolickiego utożsamianego z Rzeczpospolitą oraz cerkwi prawosławnej utożsamianej z Rosją. Kościół Unicki miał charakter lokalny jednak bez silnej świadomości narodowej ukraińskiej i kojarzony był z wpływami Rzeczpospolitej. Zamieszkujący tu Żydzi uważani byli przez prawosławnych mieszkańców polskiej Ukrainy za wrogów na równi z ,,Lachami''.

Czy w kontekście podjętych przez Rosję i rosyjską Cerkiew działań wymierzonych przeciwko Rzeczpospolitej i Kościołowi Katolickiemu czymś dziwnym było zawiązanie konfederacji pod węzłem ,,obrony wiary i wolności''? Czy dzisiejsi krytycy tego ,,wstecznego'' hasła rozumieją co działo się na kresach wschodnich? Czy zdają sobie sprawę z tego, że Katarzyna II budowała polityczne zaplecze w prawosławnych mieszkańcach tych ziem nastawiając ich wrogo do państwa którego byli obywatelami a religia stała się narzędziem służącym osłabieniu pozycji Rzeczpospolitej? W tyglu narodowościowym i wyznaniowym zachodniej Ukrainy nietrudno było doprowadzić do wybuchu konfliktu.

Podobne działania podejmowane były ze strony Prus w stosunku do zachodnich obszarów Rzeczpospolitej. Z tym, że tutaj posługiwano się wiernymi kościoła protestanckiego, głównie luterskiego. Fryderyk II w niczym nie ustępował w swoich imperialnych zapędach swojej niemieckiej rodaczce zasiadającej na carskim tronie.

Knowania ościennych władców spowodawały, że religia stała się elementem walki politycznej. Sprowadzanie jednak zawiązanego ruchu do walki religijnej oraz oskarżenie konfederatów o religijny fanatyzm jest nieuzasadnione.
Konfederaci podjęli walkę nie mając wsparcia europejskich mocarstw. Przeciwko nim wystąpił ich własny monarcha. Zdani byli wyłącznie na swoje siły. Osamotnieni uczynili więc Maryję swoją królową a w Bogu szukali oparcia i nadziei. Stąd tyle religijnych akcentów w odezwach i manifestach. Religia stała się wartością jednoczącą ich wysiłki. Nie było to niczym nadzwyczajnym. W naszej historii niejednokrotnie mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją, również tej historii całkiem niedawnej.

www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/modlitwakf.jpg

Artur Grottger 1863, ,,Modlitwa konfederatów barskich przed bitwą pod Lanckoroną''


YouTube Video

Jacek Kowalski - ,,Pieśń żołnierska o Najświętszej Maryi Pannie''
(Oryginalna pieśń konfederatów z roku 1769).
W rozwinięciu zapisu pod pieśnią znajduje się pełny tekst aktu zawiązania konfederacji. Szczególną uwagę zwracają sformułowania przeczące wielu stereotypom, jakie przypisuje się konfederatom. Warto zapoznać się z programem, szczególnie z punktami obowiązującymi sprzysiężonych.

Jaka była świadomość konfederatów? Co czuli? Jak oceniali ówczesną rzeczywistość?
Odpowiedzi na te pytania pozwolą określić rzeczywiste intencje przeświecające powstańcom.
Zamiast tysięcy słów i analiz posłużę się fragmentem rozkazu odczytanego przed bitwą pod Lanckoroną przez Józefa Puławskiego, jednego z głównych dowódców konfederackich:

"Oto dzień, w którym zwyciężać mamy lub umrzeć, tu czas wymierzy nam szczęście lub nieszczęście. Oto my, co święte zamysły, bo sami najlepiej chęci nasze znamy, nieinteresowne, a samym tylko prawidłem Boga i Ojczyzny miarkowane, przedsięwzięliśmy teraz; za zbójcę, łotry, buntowniki, złoczyńce, zgoła za ludzi na wszystkie występki wyuzdanych, bez sądu osądzeni, bez władzy potępieni jesteśmy. Dlaczego obierajmy albo haniebną, okrutną tych czasów nagrodę cnoty, śmierć przez kata, albo przez rycerską na placu dzielność? Jużeśmy dość pod uciążliwym nieprzyjaciela jarzmem jęczeli. Czas, by sromoty z imienia naszego zetrzeć plamę, a cudzym narodom okazać, żeśmy Polacy. My giniemy- Ojczyzna żyje, my żyjemy- Ojczyzna ginie; żyjemy w Ojczyźnie, niech też Ojczyzna żyje przez nas, ponieważ jej całość teraz na gardłach naszych i krwi naszej zależy. Ale dałby Bóg, nieszczęściem naszym kupić Ojczyźnie szczęście jej . Idźmy naprzeciw widocznej śmierci. Straciliśmy wszystko dla Boga, Ojczyzny, straćmy i życie, które nam zostaje.
Niech o tym wie daleka potomność , że jeżeli Ojczyzny bronić nie umieliśmy, tedy umrzeć za nią umieliśmy. Wy zaś, którzy zdrowie wasze nad wiarę i wolność szacujecie, kiedy pewnie sił waszych pomocą utrzymać życia naszego nie chcecie, chciejcież pierzchliwą ucieczką nie strasznej nam przyspieszyć śmierci".


Czy w kontekście przytoczonych słów możemy odmawiać naszym przodkom prawa do podjętej przez nich walki, nawet jeżeli uważamy, że była to walka z góry skazana na niepowodzenie?
Uważam, że nie mamy takiego prawa. Nasi antenaci zdawali sobie sprawę z tego, że w przeszłości nie potrafili zadbać o dobro ojczyzny kierując się prywatą. Swoje grzechy postanowili zmyć krwią przelaną w jej obronie. Była to pewnego rodzaju ekspiacja za wcześniejszą niegodną postawę. Czynili to w pełni świadomie w imię przyszłej oceny ich generacji przez potomność.
Pragnęli, aby kolejne pokolenia oceniając ich postawę, wzięły ten fakt pod uwagę.
Czy w historycznej ocenie naszych antenatów uwzględniamy przytoczone słowa i wynikające z nich pragnienia? Czy raczej skłaniamy się ku koncepcji Katarzyny II i Fryderyka II mówiącej o ,,wiecznie pijanych, ciemnych i nietolerancyjnych konfederatach''? Komu zawierzyliśmy?
Na to pytanie każdy kto interesuje się historią musi sobie odpowiedzieć sam.

Niesprawiedliwością jest również obarczanie Konfederacji Barskiej winą za I rozbiór czy też utratę niepodległości. Przecież Rzeczpospolita w roku 1768 była okupowana przez rosyjskie wojska. Wszelkie istotne decyzje dotyczące naszego kraju podejmowane były nie we Warszawie lecz w Petersburgu. Podjętą w ówczesnych okolicznościach walkę należy jednoznacznie ocenić jako próbę odzyskania niepodległości.

Zanim przejdziemy do szczegółowego opisu działań konfederatów w sąsiedztwie Kępna,
co pewnie najbardziej interesuje czytelników, przeniesiemy się najpierw się na obszar kresów wschodnich. Wydarzenia jakie miały miejsce na prawobrzeżnej Ukrainie musiały mieć inspirujący i decydujący wpływ na to co wkrótce działo się w centralnych i zachodnich dzielnicach Rzeczpospolitej. Analiza wydarzeń mających miejsce we Wielkopolsce bez odniesienia do wcześniejszej pacyfikacji konfederacji oraz krwawej rzezi katolików na wschodzie byłaby nierzetelna.
Informacje z Ukrainy do Warszawy docierały w ciągu kilkudziesięciu godzin. Do zachodnich prowincji spływały po kilku dniach. Zaścianek dowiadywał się o wszystkim maksymalnie po kilkunastu dniach. Postawa naszej szlachty była niewątpliwie warunkowana tym wszystkim o czym donosili kurierzy z przeciwległych rejonów Rzeczpospolitej.

Dwie kolejne części opracowania poświęcone zatem będą wydarzeniom na wschodzie Rzeczpospolitej oraz krwawemu stłumieniu ruchu konfederackiego na Wołyniu.

Edytowane przez Mustava dnia 13-04-2013 22:32
 
bonobo
#15 Drukuj posta
Dodany dnia 13-04-2013 11:04
Awatar

Użytkownik



Postów: 79
Data rejestracji: 09.09.10

I znów kawal dobrej roboty.Co prawda nie do końca zgadzam sie ze wszystkimi Twoimi ocenami faktów ale są to sprawy indywidualne.Nawet wobec faktów historycznych ocena sytuacji przez nas,ludzi dnia dzisiejszego ,z terazniejszą mentalnościa musi byc ,,troche inna"
Prawo do walki,zwłaszcza do walki o niepodległośc czy wolność mamy zawsze.Czy konfederaci walczyli bo zdawali sobie sprawe że sami zniszczyli wczesniej ojczyzne ,czy wystapili bo Moskwa miała wobec nich ,,wymagania" mozna sie spierac.Powodów działania było wiele.Ja jestem pewien że buntowali by sie gdyby to ojczyzna także zaczeła wymagac(czego wczesniej i pózniej wielokrotnie nasi przodkowie dali dowody).
Nie chce zasmiecac tutaj ,bo to oczywiscie jest tylko moj punkt widzenia .

PS. Jezeli chodzi o Kosciuszke(wbrew pozorom nie sympatyzuje z nim,moze tylko z tą jego wypowiedzią),masonerie i agentów obcych mocarstw to równie ciekawy kawałek historii.
Jak wiesz wielkie wydarzenia historyczne zawsze działy sie z inspiracji ,,agentów"(stronników) obcych mocarstw....
Czyz ukochany J Piłsudski nie był ,,agentem"? A tow. Lenin za czyje pieniądze zrobił rewolucje?.A ,,wielki przywódca" solidarnosci" ? Zawsze jedno mocarstwo bedzie sie starało zdestabilizowac drugie. A my mamy pecha że zawsze będziemy miedzy jednym a drugim.Nami sie interesują tylko wtedy jak jestesmy potrzebni jako bufor.
Porzuciłem historię kilkanaście lat temu.Dzieki Tobie znów sie zaczęło.... Ale z braku czasu będe juz tylko biernym czytelnikiem.
Jak nauki płynące z historii wpływają na naszą ojczyzne? Mamy Ją w sercach, ci którym przyszło życ poza granicami i patrza na to z boku wiedzą o czym mówie.Bo czy Polska jako kraj istnieje jeszcze? Jej polityka(a własciwie jej brak), (nie)rząd,gospodarka(ciężki przemysł),rzeczy które stanowią o kraju jako o bycie a nie tylko miejsce gdzie żyją Polacy...Jest jeszcze cos do sprzedania w mej ojczyznie? Jest jeszcze jakis kraj któremu rząd się,,podłoży?
Spłacimy kiedys nasze długi?. Przepraszam wszystkich że nie oponowałem w 80-tych latach przeciwko działaniu ,,prezydenta" ,po zawodówce który dzis,,wygłasza"wykłady na najlepszych uczelniach swiata za tysiące dolarów... O take polske walczył.
Jakże dzisiejszy stan kraju przypomina ten ktory opisujesz wyżej....

Edytowane przez bonobo dnia 13-04-2013 20:45
 
slawomir wieczorek
#16 Drukuj posta
Dodany dnia 16-04-2013 22:07
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Bonobo, Twoje wypowiedzi nie są ,,zaśmiecaniem''. Liczę, że jednak dalej będziesz ,,aktywnym'' czytelnikiem a nie tylko ,,biernym''. Może ktoś jeszcze dołączy do tej rozmowy o naszej historii?

Rozmawiamy w dwóch płaszczyznach: historycznej oraz czasów współczesnych.
Twoje odniesienia do współczesności są trafne. Liczyłem, że sprowokuję do tego typu porównań, zgodnie z mottem całego opracowania: ,,Przeszłość jest szczeblem dla przyszłości, posłańcem jutra''.
Mylą się Ci, którzy uważają, że można zrozumieć współczesność bez znajomości historii.
Tylko, czy my Polacy, jesteśmy zainteresowani własną historią? Czy potrafimy wyciągać z niej wnioski i uczyć się na błędach naszych przodków? Patrząc na to co się obecnie dzieje, śmiem twierdzić, że nie.

Przechodząc do Konfederacji Barskiej: dotknąłeś w swojej wypowiedzi zasadniczą kwestię pytając:
co by było, gdyby szlachcie to nie Rosja ale ojczyzna zaczęła stawiać ,,wymogi''. Domyślam się, że mówiąc o ,,wymogach'' masz na myśli ,,samoograniczenie'' się szlachty polegające na uszczupleniu własnych przywilejów i przyznaniu równouprawnienia innowiercom.Temat rzeka. Można by o tym pisać dużo.
Pytanie w pełni zasadne a odpowiedź zależna jest od nurtu do którego będziemy się odwoływać. Niewątpliwie wśród konfederatów odnajdziemy takich, którym zależało wyłącznie na swoich przywilejach. Konfederację poparły różnego rodzaju magnackie kreatury (np. Wessel, Mniszech), których poglądy i działania były podszyte prywatą. Dlaczego jednak w większości współczesnych opracowań eksponuje się działania warchołów, którzy wg mnie stanowili większy lub mniejszy, ale jednak margines ruchu konfederackiego? Dlaczego historycy i naukowcy nie podejmą próby oszacowania procentowego udziału w konfederacji zwolenników różnych nurtów, wśród których bardzo znaczącą grupę (przeważającą?) stanowili zwolennicy idei oświeceniowych, niewiele mających wspólnego z obrońcami liberum veto i fanatycznymi wrogami innowierców? Nawet w najszlachetniejszym ruchu, przy masowym jego poparciu, znajdą się zawsze czarne owce. Tylko że my mamy skłonności do uwypuklania skrajności i wyciągania na tej podstawie ogólnych wniosków, często fałszywych.

Dużym zaskoczeniem była dla mnie treść fragmentów pamiętników Karola Henryka Heykinga, protestanta z Inflant pracującego w kancelarii Generalności. W dzisiejszym języku można powiedzieć, że dostał pracę ,,po znajomości'' i miał wątpliwości przyjeżdżając do Cieszyna, gdzie rezydował rząd konfederacki. Wcześniej nasłuchał się pruskiej propagandy. Już w pierwszych dniach pobytu wśród przedstawicieli władz konfederackich doznał szoku wysłuchując postępowych teorii Adama Krasińskiego czy Michała Paca. Podejmując pracę spodziewał się zacofania, fanatyzmu religijnego, wręcz głupoty szlachty. Jego zaskoczenie spotkało się z ironiczną wyrozumiałością ze strony Paca. Dlaczego historycy nie eksponują nowoczesnych idei państwowotwórczych czołowych przedstawicieli Generalności (gdzie żywe były idee Oświecenia) a skupiają się na akcji uprowadzenia przez konfederatów ,,biednego'' króla, który to wątek zresztą do dnia dzisiejszego budzi wątpliwości niektórych historyków, podejrzewających sfingowanie przez monarchę i Rosję całej tej intrygi mającej na celu zdyskredytowanie Konfederacji w oczach europejskich dworów i wycofania ich poparcia dla ,,nieokrzesanych rewolucjonistów''?

Na postawione przez Ciebie pytanie nie dostaniemy już nigdy jednoznacznej odpowiedzi.
Śmiem jednak twierdzić, że bez ingerencji Rosji i Prus uporządkowalibyśmy samodzielnie wewmętrzne problemy w sposób cywilizowany. Takie próby podejmowano wielokrotnie.
Za każdym razem ingerowały jednak ościenne dwory torpedujące plany reform.

Zauważ, że konfederaci sami narzucili sobie ,,wymogi''. Decyzje były podejmowane zwykłą ,,większością głosów''. Kiedy jeden ze szlachciców starą metodą próbował zerwać obrady wykorzystują liberum veto, pozostali uznali go za wariata i zignorowali. Nie było mowy o liberum veto. Szlachta była zobowiązana podporządkowywać się podejmowanym zwykłą większością głosów decyzjom na organizowanych przez konfederatów sejmikach lokalnych. Ludności innowierczej (w szczególności protestanckiej) zapewniano w ogłaszanych manifestach pełne bezpieczeństwo. Mnożyć można przykłady manifestów zdecydowanie zabraniających podejmowania działań represyjnych w stosunku do tej grupy ludności. Zdecydowanie odcinano się od wszczynania walk religijnych. Sami konfederaci zwalczali pojawiające się postawy bandyckie. A ,,bandycenie'' wojska jest niestety nieodłącznym skutkiem walk partyzanckich w każdych okolicznościach. Bandytów jednak wyłapywano i osądzano. Wydawano surowe wyroki (często przesadnie surowe włącznie z karą śmierci). Za niesubordynację stracono kilku konfederackich oficerów.

Wśród powstańców znaleźli się uczestnicy wcześniejszej konfederacji dzikowskiej (np. Józef Puławski, ojciec Kazimierza). Nie ulega dla mnie wątpliwości, że świadomość polityczna i społeczna tych ludzi była na wysokim poziomie. Gdyby wspomniane przez Ciebie ,,wymogi'' narzuciła ojczyzna, jestem przekonany, że w większości nie wystąpili by przeciwko nim.
Byłoby pewnie dużo hałasu i wrzasku (jak zawsze, kiedy traci się jakieś przywileje). Świadomość szlachty w tym okresie była już jednak wysoka. Koniec końców przyjęto by nowe zasady funkcjonowania państwa. Potwierdzeniem tak stawianej tezy jest chociażby Konstytucja 3 Maja.
Przecież to Ci sami ludzie w niedalekiej przyszłości byli autorami reform wprowadzonych przez Konstytucję. To, że ścierały się różne poglądy polityczne i społeczne jest rzeczą naturalną. Nienaturalne były natomiast działania agentów Katarzyny II i Fryderyka II prowadzące do skłócenia społeczeństwa. Nienaturalna była ingerencja ościennych mocarstw. Nienaturalne było stawianie przez nich rządań ustrojowych w stosunku do naszego państwa. Robili to w zmowie i w sposób zorganizowany.

Sejm repninowski potwierdził szlachcie wszystkie dotychczasowe przywileje
Dnia 26 lutego 1768r., na trzy dni przed zawiązaniem Konfederacji Barskiej, potwierdzono prawa kardynalne, czyli m.in.
-wolną elekcję
-liberum veto
-nietykalność osobistą
-wyłączność do piastowania urzędów i posiadania ziemi
-niemal nieogranioczoną władzę nad chłopami

Zwróć uwagę na działanie Rosji: Czyni z Polski protektorat a jednocześnie potwierdza szlachcie przywileje rujnujące kraj. Rosja starała się w ten sposób ,,ugłaskać'' tę grupę społeczną, żeby siedziała cicho.
I co robi szlachta? Chwyta za broń. Dlaczego? Szlachta chwyciła za broń protestując przeciwko podpisanemu równocześnie Traktatowi oddającego Polskę pod rosyjski protektorat.

Gdyby chodziło wyłącznie o przywileje szlacheckie, nie było powodu do wszczynania walki.
Dlaczego więc twierdzi się, że szlachta chwyciła za broń w obronie swobód, skoro trzy dni wcześniej zostały one zagwarantowane przez samą Rosję?
Formułowane przez historyków tezy o walce szlachty w obronie złotej wolności szlacheckiej są po prostu nieprawdziwe. Fakty są nieubłagane. Było wręcz odwrotnie. To Rosji i Prusom zależało na utrzymywaniu w Polsce chorych zasad.

Odnośnie równouprawnienia:
Sejm repninowski nie wprowadził pełnego równouprawnienia. Zgłoszono zamiar wprowadzenia nowych zasad. Była zapowiedź mających w przyszłości nastąpić zmian. Tego wątku nie będę tutaj rozwijał. Jest i będzie o tym szerzej w treści zasadniczego opracowania. A pomocny w tym będzie wspomniany protestant Karol Henryk Heyking przez którego ręce, jako sekretarza, przechodziła cała korespondencja prowadzona przez Generalność z europejskimi dworami.

Odnosząc się jednak krótko do tej kwesti przytoczę słowa historyka prof. Konopczyńskiego, który mówił:

,,Rozważni Czartoryscy zawsze byli przeciwni dopuszczeniu różnowierców do sejmu póki istnieje liberum veto, zwłaszcza gdy ta rozgoryczona mniejszość wyznaniowa okazała się w Toruniu i Słucku powolnym narzędziem Moskwy, a i potem świadomie tkwiła jak cierń bolesny w ciele Rzeczpospolitej; bez ukrócenia tej przedwcześnie przyznanej dysydentom prerogatywy nie chcieli książęta słyszeć o pracy nad uspokojeniem kraju.
Biskup Krasiński, daleki od wszelkiego fanatyzmu, też żądał z całym narodem cofnięcia ustaw, sięgających poza właściwą tolerancję, lecz na tym samem stanowisku stał i król Stanisław August. Sam Pac nie wahał się przyjąć na sekretarza do cudzoziemskiej korespondencji Kurlandczyka Heykinga, protestanta. Wbrew tendencyjnym fałszom Fryderyka II i Repnina niechęć ogółu polskiego wobec dysydentów płynęła tedy z pobudek politycznych, a nie z fanatyzmu religijnego.
''


Na marginesie dyskusji o tolerancji i równouprawnieniu innowierców w II połowie XVIII wieku, pomyślałem sobie, że toczącą się wówczas kampanię można porównać do dzisiejszej kwestii praw mniejszości seksualnych (pomijając oczywiście wątek ,,zdrady'' ). Obecnie toczą się zażarte dyskusje, czy owym mniejszościom powinny przysługiwać te same prawa co obywatelom heteroseksualnym. Ci ,,postępowi i nowocześni'' oceniają konserwatystów jako zacofanych.
Trwają spory, czy Polska w tym zakresie jest tolerancyjna czy też nie. Podobnie jak w dyskusji o innowiercach miesza się pojęcia tolerancji i równouprawnienia.
Ostrożnie należy krytykować naszych przodków sprzeciwiających się równouprawnieniu dyssydentów, bo za 300 lat (a może dużo, dużo wcześniej) możemy być w taki sam sposób oceniani przez naszych potomków którzy będą się dziwić, że sprzeciwialiśmy się małżeństwom homoseksualnym oraz adopcji przez nie dzieci co obecnie większość z nas ocenia jako niedopuszczalne. Oby do tego nie doszło, ale wykluczyć tego nie możemy.

Pozdrawiam i raz jeszcze namawiam do kolejnych wypowiedzi.
 
slawomir wieczorek
#17 Drukuj posta
Dodany dnia 20-04-2013 23:39
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

KOLISZCZYZNA I STŁUMIENIE KONFEDERACJI NA KRESACH WSCHODNICH

Caryca Katarzyna II postanowiła zdławić zawiązaną na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej konfederację wykorzystując rozmaite metody. Oprócz działań militarnych, dyplomatycznych i propagandowych oraz znanego już przekupstwa i zastraszania poszczególnych szlachciców, postanowiła, jak wiele na to wskazuje, wykorzystać niechęć a często wrogie nastawienie ludności chłopskiej wobec miejscowej szlachty. Zależność feudalna oraz odmienna religia stała się pożywką dla zainspirowanego w Petersburgu buntu prawosławnej ludności chłopskiej przeciwko katolickiej szlachcie.
Ten mało eksponowany w historiografii fragment wydarzeń stanowił niezwykle celnie wymierzony cios nie tylko w konfederację ale i w całą Rzeczpospolitą. Nadszedł czas zebrania owoców wcześniejszej penetracji tych terenów przez prawosławną cerkiew.
Wzniecone bunty miały pozbawić konfedeatów naturalnego zaplecza ze strony właścicieli majątków szlacheckich zaopatrujących żołnierzy w żywność i uzbrojenie.

,,Mordy księży i szlachty katolickiej i unickiej były srogą reakcją przeciw konfederacji Barskiej, która głównie przez te stany, lecz bez mordów popierana była. Duchowni uniccy byli szczególnej celem ich nienawiści.''

Operacja została przeprowadzona w sposób podręcznikowy. Dla dzisiejszych służb specjalnych może być przykładem jak wzniecać niepokoje i jednocześnie urabiać światową opinię zgodnie z interesem własnego kraju. Na ile skuteczne były to działania może świadczyć fakt, że do dnia dzisiejszego nie może się przebić w świadomości historycznej rzeczywisty obraz wydarzeń.
Machina propagandy przez dziesiątki lat przedstawiała obraz wydarzeń pisany wg scenariusza Katarzyny II, który to obraz wciąż spotykamy w polskich podręcznikach historii.

Masowe rzezie (jedne z największych aktów ludobójstwa w dziejach Europy) wciąż określa się eufemistycznie buntem wyzyskiwanych prawosławnych chłopów przeciwko katolickiej szlachcie. Rozpowszechniany pogląd, że rebelia w wyniku której na kresach wschodnich śmierć poniosło ok.100 tys. (niektóre źródła mówią nawet o 200 tyś) obywateli Rzeczpospolitej, była wynikiem samoistnego buntu o ekonomicznym i stanowym podłożu, podniesionego przez prawosławnych pańszczyźnianych chłopów przeciwko krwiopijczej katolickiej szlachcie jest tak naiwny, że nie warty szerszego komentarza.

Moment wzniecenia buntu był nieprzypadkowy. Zniszczenie prawobrzeżnej części Ukrainy w celu uniemożliwienia uzyskania pomocy dla konfederacji barskiej oraz likwidacja Cerkwi greckokatolickiej z pomocą ciemnych chłopów ukraińskich – oto prawdziwe cele powstania

W jaki sposób Katarzyna II postanowiła podciąć ruch konfederacki?
,,W dziejach panowania Stanisława Augusta'' Henryka Szmitta z 1868r. czytamy:

,,Gdy wojska moskiewskie łącznie z Branickim zwalczały konfederatów barskich zaczęły się na Ukrainie polskiej straszne owe rzezie, przejmujące dziś jeszcze zgrozą każdego na samo wspomnienie. Dotąd nie wyjaśniono należycie, z czyjego właściwie nastrojenia rzezie te powstały, a to jedynie pewne, że bandy kozaków zaporozkich, przybyłe z Siczy za wdaniem się popów prawosławnych, pierwsze rzuciły się do tej piekielnej roboty. Takich kozaków, wpadających celem łupienia kraju zwano u nas hajdamakami''.

Kimże byli owi ,,hajdamacy''? Byli to poddani Jaśnie Oświeconej Katarzyny II z lewobrzeżnej Ukrainy. Przeważnie z Siczy Zaporoskiej. Ta azjatycka dzicz niejednokrotnie była narzędziem walki rosyjskich carów. Nie inaczej było i tym razem. Inicjatorami buntu byli jednak obywatele Rzeczpospolitej, prawosławni duchowni archirej perejesławski Gierwazy Linowski i Melchizedech Jaworski ahumen motreńskiego monastyru prawosławnego.
Melchizedek okazał się zdrajcą, który dotarł wcześniej do petersburskiego dworu gdzie zaoferował swe usługi ,,Gwieździe Północy'' jak nazywał Katarzynę II ,,humanista'' Wolter.
Powrócił z Petersburga z carskim ukazem (tzw. Złotą Hramotą) w którym caryca nakazywała wypędzenie z prawobrzeżnej Ukrainy polskiej szlachty, Żydów oraz księży katolickich i unickich. Dyplomacja rosyjska w późniejszych latach oczywiście podważyła prawdziwość dokumentu twierdząc że został sfałszowany.
Melchizedek przy pomocy ukazu z łatwością nakłonił kozackiego watażkę Maksyma Żelezniaka do organizowania band. Ten rosyjski poddany z Siczy Zaporoskiej skupił wokół siebie ok. 300 Kozaków zgrupowanych w Chłodnym Jarze pod Czehryniem już na obszarze Rzeczpospolitej (woj. Bracławskie).

www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/foto1.jpg

Portret Maksyma Żelezniaka. źródło: http://www.rp.pl/galeria/0,10,501650.html#bigImage

W obozie odprawiono nabożeństwo w trakcie którego prawosławni duchowni poświęcili noże ,,by rżnąć wrogów''. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że ataman koszowy Siczy Zaporoskiej Piotr Kalniszewski (jeden z rozsądniejszych wodzów w historii Siczy) odmówił wypełnienia rozkazów z pokazanego mu carskiego ukazu, twierdząc, że powinien go otrzymać oficjalną drogą przez specjalnego cesarskiego posłańca. Gdyby nie rozsądek Kalniszewskiego, skala ówczesnych rzezi mogła być jeszcze większa. Za ten rozsądek przyjdzie mu jednak niebawem zapłacić.

www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/foto2.jpg

Rzeźba przedstawiająca bęben kozacki na dawnym miejscu spotkań uczestników koliszczyzny w Chłodnym Jarze. Sprawców koliszczyzny oraz rzezi humańskiej czci się obecnie na Ukrainie jako bohaterów narodowych. (źródło - Wikipedia)

Następnie bandy ruszyły trzema kolumnami w różne strony wciągając po drodze w swe szeregi miejscowych ruskich chłopów zwabionych obietnicą łatwych łupów i carskim ukazem nawołującym do tępienia polskiej szlachty i wszystkich katolików.
Jak pisze Józef Szujski:

,,Że Jaworski działał jako narzędzie dworu rosyjskiego świadczy manifest Katarzyny wzywający szyzmatycką ludność do rzezi i mianujący Żeleźniaka naczelnikiem ruchu, świadczą wiarygodne opisy współczesne, nade wszystko zaś bezkarność, jakiej doznali wszyscy zadnieprscy uczestnicy ruchu''.

Ten sam ukaz zakazywał czynić gwałty Grekom, Ormianom, Turkom oraz Prusakom znajdującym się na terenach objętych buntem. Precyzja zapisów, moment wybuchu buntu oraz jasne polityczne cele nie pozostawiają wątpliwości, kto mógł być autorem (a już na pewno inspiratorem) wspomnianego ukazu. Należy również pamiętać, że powoływanie się na fałszywe dokumenty w imieniu carów było w Rosji najcięższym przestępstwem karanym gardłem. Nieprawdopodobieństwem jest, żeby ktokolwiek w tak ważnej sprawie odważył się powoływać na ukaz Katarzyny II bez jej wiedzy i akceptacji. Byłoby to równoznaczne z wydaniem na siebie wyroku śmierci. Wątpliwości co do inspiratorów tej rebelii powinna rozwiać odpowiedź na pytanie: kto odniósł największe korzyści z jej wybuchu?

,,Ruszyły więc w maju 1768r. ,,kupy bez ładu i porządku, miasta i wsie napadające; według świadectwa atoli współczesnych, przez rosyjskich oficerów przebranych dowodzone, którzy celniejsze łupy sobie przywłaszczali''.

,,3 miasta większe, 50 miasteczek i do 1000 wsi lub futorów spalonych i wyrżniętych zostało w tych straszliwych napadach''

,,Lała się więc krew, płonęły miasta i włości bez przeszkody. Padały pod nożami Ryzunów starce, niewiasty i niemowlęta całemy rodzinami. Łupiono, palono kościoły i bóżnice, a ze zgrozą hostye i inne świętości najwzgardliwiej deptały popy krwi i łupów chciwe''.

Kolejno padały Żabotyń, Śmiła, Czerkasy, Korsuń, Bohusław, Lisianka...

Lisiankę zdobyto podstępem obiecując za poddanie miasta i zamku darowanie mieszkańcom życia i mienia. Po otwarciu bram:

,, Liczna, wielosetosobowa gromada wpadła do środka. Po raz pierwszy powstańcy zetknęli się w oko w oko z tak wielką liczbą szlachty. Podsycana od wielu miesięcy nienawiść znalazła swoje straszne ujście. Rozpoczęła się rzeź. Na komisarza Kuczewskiego wsadzono siodło, próbowano na nim jeździć, a wreszcie – wyczerpanego – zakłuto pikami. Przerażone zaciekłością napastników ofiary szukały schronienia na dachach, ale i tam nie było im dane znaleźć ocalenia. Wzdłuż murów ustawiono pionowo piki i na nie zrzucano ludzi. Rzeź odbywała się we wszystkich pomieszczeniach zamkowych. Tylko niewiele osób zdołało ujść z życiem. (...). Łupem powstańców padła kasa właściciela dóbr i ruchomości, znajdujące się na zamku. W znajdującym się w pobliżu drewnianym kościele oo. franciszkanów na jednej belce powieszono zakonnika, Żyda i psa, przytwierdzając napis: „Lach, Żyd i sobaka, wse wira odnaka”

Opisany schemat postępowania był powtarzany w kolejno niszczonych miejscowościach.
Kościoły unickie zamieniano w cerkwie (w ciągu kilku tygodni liczba parafii obrządku prawosławnego zwiększyła się z 90 do 300). Pozostawieni przy życiu musieli dowieść wierności nowemu kościołowi. Zobowiązani był przyjąć na nowo chrzest oraz zamordować lub utopić co najmniej jednego szlachcica katolika lub księdza.

,,Wkopywano ludzi po szyję w ziemię i potem jak trawę koszono; kobietom ciężarnym rozparano żywoty, a w miejsce wydartych dzieci, z odrazą zwierzęcego nawet czucia wtłaczano psy lub koty. Często widzieć można było szlachcica, xiędza, żyda i psa, razem powieszonych z napisem: Lach, Jud, Sobaka, wira odnaka''.

Niszczono polskie dwory (zrównywano z ziemią nawet mury, aby nie było do czego wracać), tratowano zboża i uprawy, podpalono urzędy z archiwami a nawet wyrąbywano dworkie lasy.
Krótko mówiąc – likwidowano jakiekolwiek ślady polskości i wiary katolickiej.

Przerażona ludność zaczęła uciekać do większych miast oraz na tereny gdzie stacjonowały koronne lub magnackie wojska, licząc na ochronę z ich strony. Jednym z takich prywatnych miast był Humań, gdzie rozegrała się największa tragedia. Było to miasto położone w centrum posiadłości rodu Potockich i przypominało twierdzę. Potoccy byli najpotężniejszym rodem magnackim w ówczesnej Rzeczpospolitej a Franciszek Salezy Potocki, właściciel posiadłości poparł Konfederację Barską. To tę postać uwiecznił Matejko na swoim obrazie ,,Rejtan'' ukazując go jako starca wychodzącego z sali obrad przewracającego krzesło ze stosem monet a Kaczmarski śpiewał o nim w zaprezentowanym wcześniej utworze:

I tylko jeden szlachcic stary wyszedł z sali,
Przewrócił krzesło i rozsypał monet stos,
A co dziwniejsze, jak mi potem powiadali,
To też Potockij! (Ale całkiem autre chose).


Miastem Humań administrował Rafał Mładanowicz.
W mieście przebywało prywatne wojsko Potockich (300 dragonów, 300 żołnierzy artylerii z 32 armatami) oraz 200 żołnierzy ,,zielonej milicji'' złożonej z wieśniaków. Wojska stacjonujące w Humaniu stanowiły naturalne zaplecze konfederacji. W mieście stacjonowało ponadto ok. 1000 Kozaków tworzących milicję, którymi dowodzili polscy pułkownicy oraz kozaccy setnicy. Jednym z nich był Iwan Gonta, zdrajca który wraz z podległymi mu Kozakami przystał do buntowników. Najpierw wymordowano 5-8 tyś osób przebywających w obozie pod miastem a następnie w wyniku działań tego ostatniego, 21 czerwca 1768r. horda hajdamaków wdarła się do miasta. Z tłumu wystąpili Żelezniak i Gonta obejmując się na oczach tłumu ludzi. Obserwujący tę zdradę Mładanowicz doznał zapaści i stracił mowę.

www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/foto3.jpg

Portret Iwana Gonty. źródło http://marucha.wordpress.com/2012/04/07/o-ruchach-hajdamackich-3/

Nasza tolerancja wobec innowierców i powierzanie im w wojsku dowódczych stanowisk przyniosła tragiczne skutki. Obrońcy miasta odrzucili propozycję poddania się w zamian za ocalenie życia. Nikt nie wierzył w dotrzymanie obietnic ze strony buntowników.
Jak czytamy w ,,Księdze Kresów Wschodnich'' Karola Mazura:

,,masy powstańców rozpoczęły mordowanie zgromadzonej tam ludności. W ruch poszły samopały, noże, spisy, a krew płynęła ulicami. Do najtragiczniejszych scen dochodziło w świątyniach – kościele, unickiej cerkwi i synagodze, gdzie obrońcy szukali schronienia. Hajdamacy podpalali je i siłą wyciągali stamtąd ludzi, zabijając na zewnątrz niemal wszystkich bez względu na płeć i wiek.''

W ,,Wiadomościach o Konfederacji Barskiej'' z 1843 czytamy:

,,Wymyślano różne męczarnie. Dzieci z psami żydów i Polaków szukały po lasach i żytach''

,,Płacz, jęk i ucisk zewsząd wznosiły się do nieba, lecz fantyzm od Moskwy podburzony zatknięte na to miał uszy''.

www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/foto4.jpg

Rycina wg Mielcarzewicza - ,,Rzeź Humańska''

Zabito niemal wszystkich polskich żołnierzy i mieszkańców miasta. Szacuje się, że w tym jednorazowym mordzie zginęło ok. 20 000 ludzi.
Rozruchy objęły dużą część Ukrainy, Wołynia, Podola, Polesia i Litwy.
Władza Żeleźniaka i Gonty rozciągała się na województwo kijowskie, bracławskie, zachodnią część podolskiego i południową wołyńskiego.

Wojsko rosyjskie generała Apriksina oraz wojska koronne pod dowództwem Franciszka Ksawerego Branickiego zaprzątnięte były w tym czasie rozprawą z konfederatami.
Dwa dni wcześniej, 19 czerwca, rosyjscy żołnierze prowadzeni do szturmu osobiście przez Branickiego zdobyły Bar (Rosjanie nie ryzykowali użyciem do szturmu polskich oddziałów, które wykorzystano do działań zabezpieczających).
Po kapitulacji miasta Rosjanie, łamiąc dane przyrzeczenie, zamordowali 250 konfederatów i spokojnie przyglądali się krwawym rzeziom w niedalekim sąsiedztwie. Nie uczynili nic by je przerwać.

cdn.

W kolejnej części będzie o pacyfikacji wznieconych buntów.

Edytowane przez Mustava dnia 21-04-2013 12:54
 
slawomir wieczorek
#18 Drukuj posta
Dodany dnia 27-04-2013 23:50
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Stłumienie koliszczyzny

Carscy generałowie zareagowali dopiero wówczas, kiedy przywódcy buntu na zajętych terenach zaczęli śnić o utworzeniu autonomicznej jednostki (Hetmanatu) na wzór Siczy Zaporoskiej oraz zajęli Bałtę i Gołtę, miasteczka znajdujące się już na terytorium tureckim co sprowadzało na Rosję groźbę wybuchu wojny z Turcją. Działania buntowników zaczęły wykraczać poza carski ukaz i stały się sprzeczne z interesem carycy.
Po rozbiciu ruchu konfederackiego tysiące rozochoconych buntowników stało się niepotrzebnych.
Zaczęli wręcz stanowić dla Rosji kłopot w dążeniu do pełnego podporządkowania Ukrainy.
Przeprowadzono więc kolejną operację mającą tym razem na celu ukrócenie dążeń Kozaków.
Teraz to Kozacy zostali zdradzeni przez Rosjan.
Już oficjalnie w ,,świetle reflektorów i przy dźwiękach fanfar'' caryca Katarzyna II oznajmiła światu konieczność ukrócenia polskiej anarchii, zaprowadzenia porządku na terenach objętych chłopskim buntem oraz stłumienia, jak to opisuje się w rosyjskiej historiografii, buntu podniesionego przez wiecznie pijanych konfederatów barskich.
Tymczasem niczego jeszcze nie świadomi kozaccy buntownicy z radością witali oddziały rosyjskie dowodzone przez oficerów Guriewa i Gołogrzywnę.
Dnia 7 lipca 1768r. pod Humaniem doszło do braterskiego spotkania. Wg niektórych źródeł w tej fraternizacji uczestniczył również gen. Kreczetnikow, który pochwalił hajdamaków za wzorowy porządek i organizację. Zorganizowano następnie uroczysty bankiet podczas którego honorowymi gośćmi byli Kreczetnikow, rosyjscy oficerowie, Żelezniak, Gonta oraz inni hajdamaccy wodzowie. Bawiono się i pito do rana. Nad ranem carscy żołnierze, którzy mieli zakaz picia alkoholu, rozprawili się z zamroczonymi hajdamakami. Do obiadu zrównano z ziemią cały obóz, większość mordując a przywódców aresztowano oskarżając o sfałszowanie carskiego ukazu.
W ,,Wiadomościach o konfederacji barskiej'' czytamy nieco inną relację z tego wydarzenia:

,,Gonta z Żelezniakiem zebrali wszystkich rezuniów w jeden obóz, aby się tak przed Rossyanami z siłą swoją lepiej poszczycili. Przyjęli do niego Rossyan, gdzie po trzydniowej hulance i odebranych swojej roboty wielkich pochwałach, Rossyanie ich obstąpili i (…) wymordowali.(...) Tak ten bunt w kilka dni przygaszony został''.

Dnia 9 lipca 1768r. Imperatorowa wydała manifest wzywający prawosławnych do opamiętania przyrzekając przebaczenie wszystkim wracającym do domów. Miała na myśli własnych poddanych wracających w granice imperium z obszaru Rzeczpospolitej.
Dnia 10 lipca Rosjanie przekazali Gontę oraz innych pozostających przy życiu wyłapywanych buntowników będących poddanymi polskiego króla Franciszkowi Ksaweremu Branickiemu. Poddanych carycy odsyłano natomiast do Kijowa.

Marny był los buntowników będących obywatelami Rzeczpospolitej. Przekazanego Branickiemu Gontę oraz innych przywódców skazano:

,,na srogie męczarnie, gdyż na darcie pasów, ucinanie rąk i nóg i ćwiartowanie, co według wyroku zapadłego miało odbywać się stopniowo przez 14 dni.(...) Innych wbijano na pale, łamano kołem lub ćwiartowano. Mniej nieco winnych skazywano na powieszenie.''

Jak wspomina w swoim pamiętniku (spisanym pod koniec życia w wieku 72 lat) ocalała ze rzezi mała córeczka gubernatora Mładanowicza, Weronika, gdy kat przystąpił do dzieła, Gonta z przeraźliwym krzykiem wołał ,,Czomu tut nema Żelezniaka i toho ukazu?''

Jedrzej Kitowicz w swoich pamiętnikach zostawił nam opis ,,techniki'' nabijania na pal (dla osób o silnych nerwach):

"Komendanci polscy, wielu dostali żywcem hajdamaków, żadnemu nie pardonowali, lecz zaraz na placu albo wieszali na gałęziach, albo — jeżeli mieli czas — żywcem na pal wbijali; która egzekucyja takim szła sposobem:
obnażonego hajdamakę położyli na ziemi na brzuch; mistrz albo który chłop sprawny, do egzekucyi użyty, naciął mu toporkiem kupra, zaciesany pal ostro z jednego końca wetchnął w tę jamę, którą gnój wychodzi z człowieka, założył do nóg parę wołów w jarzmie i tak zwolna wciągał hajdamakę na pal rychtując go, aby wszedł prosto. Zasadziwszy hajdamaka na pal, a czasem i dwóch na jeden, kiedy było wiele osób do egzekucyi, a mało palów, podnosili pal do góry i wkopywali w ziemię. Jeżeli pal wyszedł prosto głową lub karkiem, hajdamak prędko skonał; lecz jeżeli wyszedł ramieniem albo bokiem, żył na palu do dnia trzeciego, czasem wołał horyłki, to jest gorzałki, i pił podaną sobie.
I tak to okrutne morderstwo bynajmniej hajdamaków nie uśmierzało; mieli sobie za jakiś heroizm skonać na palu. Kiedy się w kompanii przy gorzałce jeden z drugim kamracił, życzył mu: „Szczo by ty ze mnoju na jednym palu strytyl", to jest: ,,bodaj byś ze mną na jednym palu sterczał". Bywali drudzy tak zatwardziałego serca, że miasto jęczenia w bólu wołali na dyrygującego zaciąganiem na pal: „Krywo idet, pane mistru", jakoby bólu żadnego nie było albo jakby go tylko kto w ciasny bot obuwał.
Dla tak okrutnej śmierci, acz niby lekceważonej, hajdamacy wszędzie się do upadłej bronili. Na pięćdziesiąt hajdamaków trzeba było naszych dwieście, trzysta i więcej, aby ich zwyciężyli. Równej lub mało większej liczbie nigdy się pobić nie dali."


Inna śmierć czekała jednego z przywódców. Wg założeń miał konać 14 dni. Zmarł jednak po 3.

,,Gontę (…) przez trzy dni exekwowano, udzierając z niego co dzień po jednym pasie, a dnia ostatniego po udartym pasie, brzuch mu otworzywszy, wnętrzności z niego wydarli i potem jeszcze żyjącego ćwiertowali.(...) podczas execucyi ani łzy z oka ani słowa z ust niewypuścił, tylko ścisnąwszy zęby, ryczał jak bydlę.''



www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/igonty.jpg
Pomnik Iwana Gonty w Chrystyniwce, poświęcony przez prawosławnych duchownych.

(źródło fot.: http://www.kresy.pl/?zobacz/morderca-polakow-i-zydow-to-bohater-ukrainy- )

Tak zakończyły się mrzonki Kozaków o własnej autonomii i przyjaźni z Katarzyną II.

Branicki w liście do Stanisława Augusta Poniatowskiego

[i] ,,upraszał króla, aby starał się przekonać koniecznie Repnina, że skoro Żelezniak i jego towarzysze zasłaniając się wyraźnym rozkazem carowej, stali się sprawcami tak straszliwych rzezi na Ukrainie, powinien ze względu na honor tejże pozwolić na ich ukaranie śmiercią w miejscu popełnionej zbrodni''.


Branickiemu chodziło więc o przekazanie rosyjskich zbrodniarzy stronie polskiej.
Dla cesarzowej honor znaczył jednak niewiele. Ambasador rosyjski Repnin odrzucił sugestię Branickiego informując króla, że:

,,bez zezwolenia carowej nikt nie może w państwie moskiewskim skazywać kogokolwiek na śmierć''.

Żelezniaka i jego towarzyszy, jako poddanych carycy odesłano do Kijowa.
Imperatorowa znacznie łagodniej obeszła się z przywódcami buntu będącymi jej poddanymi.
Już sam fakt powoływania się na carski ukaz był wystarczającym powodem do zasądzenia kary śmierci. Tymczasem

,,Żelezniaka wywieziono do Moskwy, gdzie pobierając wyznaczoną mu pensyą, przebył resztki życia w spokoju! Tak samo postąpiła sobie wspaniałomyślna Katarzyna II z archirejem perejesławskim Gierwazym Linowskim i z ihumenem matrońskim Jaworskim, co najlepszym jest dowodem, że zbrodniarze ci byli jej narzędziami i działali z jej nastrojenia, skoro ich do najsurowszej nie pociągnęła odpowiedzialności za mniemane podrobienie ukazu z jej podpisem i pieczęcią.''

www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/mzelezniak.jpg
Pomnik Maksyma Żelezniaka w Iwkiwcach.

(źródło fot. http://marucha.wordpress.com/2012/04/07/o-ruchach-hajdamackich-3/ )

Maksym Żelezniak stał się niedawno ,,bohaterem'' spotu reklamowego jednego z ukraińskich browarów, który wywołał oburzenie wielu polskich i żydowskich środowisk.
"Ukraińscy piwowarzy dziarsko reklamowali swoją produkcję w nader oryginalny sposób. Opowiadali, jak sławny Maksym Żeleźniak, napiwszy się, trzeba rozumieć, lwowskiego piwa i sławno pohulawszy ze swoimi chłopakami w Humaniu, powiesił na kościelnej wieży "Lacha, Żyda i psa - bo ich wiara jednakowa". Czy ta reklama miała zdopingować widzów tylko do picia piwa, czy również do wieszania na kościelnych wieżach Żydów i Lachów - pozostało niezrozumiałym."


Historiografia rosyjska stoi na stanowisku, że Żelezniak po osądzeniu i złagodzeniu kary został ostatecznie wywieziony na Sybir. Inne źródła podają, że po szybkim powrocie ze zesłania Żelezniaka nagrodzono sporym szmatem ziemi i obdarzono szlachectwem a Melchizedek otrzymał w Rosji bogate opactwo.

Do zniszczonych wsi i miasteczek wkroczyło imperium rosyjskie na czele z popami petersburskiej cerkwi. Pozbawieni wsparcia konfederaci barscy nie mieli szans na stawianie dalszego oporu.
Jak twierdzi prof. Władysław Konopczyński:

[i],,Cel bojowy został osiągnięty: potęga humańska Franciszka Salezego Potockiego, miasta i włości Jabłonowskich, Lubomirskich, Mniszcha legły w perzynie, tak iż konfederaci żadnego z nich zasiłku w pieniądzach ani w ludziach nie dostaną''.


Potwierdzeniem oceny wydarzeń prezentowanej przez prof. Konopczyńskiego są zapisy z pamiętników rosyjskiego generała Piotra Kreczetnikowa, które w roku 1874 zostały przetłumaczone na język polski i opublikowane w oficynie Żupańskiego. Trudno powiedzieć w jakim stopniu zostały one wcześniej ocenzurowane. Jest bowiem czymś niesłychanym, żeby autor pamiętników nie przedstawił w nich swojego stosunku do rzezi odbywającej się na jego oczach.
Z pamiętnika nie zdołano jednak wyeliminować pewnych dwuznacznych zapisów.
Pod datą 17 czerwca 1768 czytamy:

,,Tegoż dnia wysłano pułk kozacki pod dowództwem porucznika Kołogrywowa dla zajęcia Humania, z rozkazem nieprzepuszczania do Polesia powstańców [Barskich]a zarazem polecono mu, ponieważ w tamtych okolicach powstały zaburzenia chłopskie, aż do nowego rozkazu przeciwko nim zbrojnie nie stawać, tylko namową skłaniać do spokojnego rozejścia się, dodając, że Konfederaci, ponieważ są rozbici, uciskać ich już więcej nie będą''.

Jaki był efekt działań porucznika Kołogrywowa i jego oddziału kozackiego? Tych informacji nie znajdziemy w pamiętniku. Jednak w cztery dni później w Humaniu popłynęła krew 20 000 ludzi. Faktu tego nie odnajdziemy w pamiętniku, mimo wcześniejszego bardzo szczegółowego odnotowywania mało istotnych wydarzeń w rejonie Humania, gdzie stacjonowały wojska generała.
Z kolei w korespondencji z 24 lipca 1768r amabasodar Repnin instruuje generała Kreczetnikowa:

,,gdzie mieszkańcy wiarę naszą wyznają'' należy ,,uspokajać wzburzone umysły i przytłumić zamieszanie tak z przyczyn politycznych (…) jak i dlatego, że w tych okolicach Konfederatów już nie ma.

Ambasador jednoznacznie sugeruje wygaszanie buntu w związku z klęską konfederatów.
Pomimo ścisłej cenzury jakiej z pewnością podlegały pamiętniki przed publikacją, ślady tych powiązań można bez trudu odnaleźć w zapisach generała.

Tymczasem wielu polskich historyków zaprzecza rosyjskiemu udziałowi lub chociażby inspiracji i przyzwolenia w ówczesnych rzeziach. Opisując dzieje Konfederacji Barskiej, wzniecone bunty pomija się często milczeniem albo wzmiankuje jako wydarzenie nie mające większego wpływu na przebieg Konfederacji.
W rzeczywistości podniesiony bunt doprowadził do załamania Konfederacji Barskiej pozbawionej zaplecza w postaci żywności, uzbrojenia i ludzi a sama Ukraina została przygotowana do stania się prawdziwą gubernią imperium rosyjskiego. Katarzyna II oznajmiła zaś światu, że zlikwidowała bunt i zaprowadziła spokój biorąc pod opiekę miejscową ludność.
Świat uwierzył w scenariusz pisany jej piórem.

Ciekawym epilogiem opisywanych wydarzeń są losy wspomnianego atamana kozackiego Piotra Kalniszewskiego, który odmówił zaangażowania w pogromach. W roku 1775, po kampanii tureckiej wojska carskie wkroczyły do autonomicznej Siczy Zaporoskiej likwidując jej niezależność, atamana zaś wzięto do niewoli, w której dożył wieku 110(!) lat przebywając przez cały czas w celi 1,0mx2,0m.
Dopiero Aleksander I w roku 1801 uwolnił ślepego już starca okazujac mu carską łaskę.
Na wolności ostatni ataman kozacki przeżył jeszcze 2 lata. Sicz Zaporoska zniknęła jednak z mapy Europy na zawsze. Zadziwiające, że Ukraińcy nie odwołują się w swojej historii do postaci ostatniego atamana, który starał się prowadzić niezależną politykę oraz utrzymywać pokojowe relacje zarówno z Rosją jak i Rzeczpospolitą. Bohaterami czynią zaś Gontę i Żeleźniaka mających na rękach krew tysięcy niewinnych ludzi.
Likwidacja Siczy oraz zajęcie Ukrainy przesądziło ostatecznie o mocarstwowej pozycji Rosji na tym obszarze Europy na kolejne stulecia.

W okresie Sejmu Wielkiego wielu posłów starało się wyjaśnić rolę Rosji w wydarzeniach jakie miały miejsce na Ukrainie. Temat był jednak zamiatany pod dywan:

,,Deputacja (…) nie mogła, czy nie chciała wykryć tajemnicy i szczegółów ludzkość przerażających wypadków. (…) Nietrudno zapewne zgłębić powody względów''.

Dodajmy od siebie: bano się odkryć prawdę, która była zbyt przerażająca. Bano się gniewu wszechwładnej carycy i skutków jakie mogłoby przynieść odkrycie prawdy.
Ostatecznie Komisja uznała inspirację rosyjską z zastrzeżeniem jednak, że dopiero przyszłe pokolenia będą w stanie dociec prawdy, gdyż w ówczesnych czasach nie dysponowano żadnymi pisemnymi dowodami. Jeszcze w dobie Sejmu Wielkiego w książce z 1790 z warszawskiego wydawnictwa Grolla czytamy:

,,Ta tolerancja filozoficzna dla której zapalono Polskę, nie przeszkodziła Grekom Schizmatykom za dowództwem Moskalów zrabować Ukrainę polską i wyrznąć w niej 100 000 łacinników i Greków unitów; a żaden z oficerów moskiewskich, naczelników tej hordy rozbojniczej nie był poszukiwany, ani karany przez imperatorową''.

Uległość Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz późniejsze zabory uniemożliwiły pełne wyjaśnienie tych straszliwych mordów:

,,Niepomyślny koniec konfederacji Barskiej, nieszczęśliwe później wojny, podziały wytrącały współczesnym świadkom pióra z ręki. Zabory archiwum, bibliotek publicznych i prywatnych coraz trudniejszym uczyniły wyjaśnienie i policzenie tych zbrodni. Wszkaże nawet sąd we Lwowie wyznaczony do sądzenia sprawy o te bunty odebrał rozkaz zniszczenia wszelkich aktów jej dotyczących się.''

Po 245 latach dysponujemy pewnymi dowodami. Większość została jednak zniszczona wraz z likwidacją niewygodnych świadków. Nie odnajdziemy w moskiewskich archiwach rzekomo sfałszowanego carskiego ukazu pisanego złotym atramentem i podbitego carską pieczęcią.
Nie możemy też zadać pytań ówczesnym świadkom wydarzeń twierdzącym, że widzieli wśród ,,rezunów'' carskich oficerów i żołnierzy.

W ,,Wiadomościach o konfederacji barskiej'' czytamy:

,,Podobne podburzania do mordów, buntów i wszelkiego rodzaju niepokojów przez obcych zwykle ściśle tajone, zwykle przez płatnych lub zapłaty pragnących pisarzy przemilczane bywają''.

Napięta sytuacja na kresach utrzymywała się w kolejnych latach. Ostatnim jej echem, były pogłoski które docierały do Warszawy w roku 1789 o przygotowaniach do kolejnego wielkiego powstania chłopów ukraińskich. Działo się to w trakcie obrad Sejmu Wielkiego znów w przełomowym momencie, kiedy ważyły się losy reform a władzę nad projektowaną kawalerią narodową starało się przejąć stronnictwo hetmańskie, przeciwne wszelkim zmianom. To przedstawiciele tego ugrupowania podsycali napięcie. Sejm wyłonił nawet specjalną komisję ,,Deputację do egzaminowania sprawy o bunty oskarżonych'', starając się wyjaśnić zaistniałą sytuację.
Komisja po przeprowadzonym śledztwie złożyła szczegółową relację, oskarżając carat o wywoływanie zamieszania na kresach.
Wkrótce przyszły kolejne rozbiory i temat rzezi humańskiej odszedł w zapomnienie...

Zdławienie konfederacji barskiej oraz masowe rzezie na kresach wschodnich odbiły się szerokim echem w pozostałych dzielnicach Rzeczpospolitej. Wbrew intencjom Rosji, opór szlachty nie został stłumiony. Wydarzenia na Ukrainie i Wołyniu wzburzyły szlachtę.
W kolejnej części przeniesiemy się wreszcie do Wielkopolski, która jako pierwsza chwyciła za broń. Przyjrzymy się również podjętym działaniom organizacyjnym w bezpośrednim sąsiedztwie Kępna.

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 05-05-2013 22:34
 
slawomir wieczorek
#19 Drukuj posta
Dodany dnia 05-05-2013 22:30
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

SĄSIEDZTWO KĘPNA W CZASACH KONFEDERACJI BARSKIEJ

Wieści o masowych rzeziach szybko rozchodziły się po całej Rzeczpospolitej wywołując wzburzenie i przerażenie. Szlachta obawiała się przeniesienia zamieszek na pozostałe obszary państwa, gdzie relacje między katolikami a innowiercami stawały się coraz bardziej napięte i groziły wybuchem podobnej nienawiści.
Pacyfikacja konfederatów na kresach oraz wyparcie naczelnego dowództwa za turecką granicę nie
pozwalało mieć nadziei na zwycięstwo. Jeszcze w trakcie walk na Ukrainie, szlachta z pozostałych dzielnic Rzeczpospolitej zaczęła snuć plany zbrojnego wsparcia działań konfederatów barskich.

Ziemia wieluńska oraz Wielkopolska, które w przeszłości najbardziej doświadczyły wszelkiego rodzaju krzywd i bezprawi ze strony wojsk rosyjskich szybko podjęły rzucone wici. Jako pierwsze spośród kilkudziesięciu ziem i województw Rzeczypospolitej inicjują powstanie.
Pierwsze pogłoski o fermencie w ziemi wieluńskiej pochodzą z kwietnia 1768r.
Organizatorem działań był kasztelan sieradzki Jan Mączyński (brat Aleksandra Mączyńskiego - właściciela Kępna), który jeszcze kilka miesięcy wcześniej przyjmował pieniądze od ambasadora Repnina będąc stronnikiem Rosji.
Dnia 16 kwietnia nieznany z nazwiska Niemiec-dysydent (zapewne urzędnik celny lub pocztowy) donosił kancelarii królewskiej, że dnia 11 kwietnia odbyły się pierwsze zjazdy szlachty w Krzepicach i Sieradzu. Wg donosu podpisywano tam akty konfederacji. Marszałkiem wieluńskim miał zostać starosta krzepicki Miączyński a sieradzkim kasztelan Jan Mączyński. Dysydentom grożono ponoć ogniem i mieczem. Przekazane informacje o rzekomym wyborze marszałków okazały się nieprawdziwe.

www.kepnosocjum.pl/forum/attachments/jsuchodolski.jpg
January Suchodolski(?) - "Konfederat Barski".


W odpowiedzi na docierające do Warszawy donosy natychmiast pojawiają się oddziały rosyjskie pod dowództwem mjra Jana Drewicza, który odciśnie tutaj wkrótce swe krwawe oblicze.
Stanie się postrachem majątków szlacheckich i zamieszkujących je rodzin konfederatów.
Po przybyciu na miejsce wyśledził Drewicz trzy ogniska ruchu, jedno w Uniejowie, jedno we Wieluniu i jedno w dobrach Mączyńskiego w Piekarach. Ród Mączyńskich właśnie w Piekarach posiadał swoją rodową siedzibę.

YouTube Video

Andrzej Kołakowski - "Bój"


W tym samym czasie zaczął się również ferment we Wielkopolsce. W dniu 24 kwietnia wojsko rosyjskie rozpędziło zgromadzenie szlachty w Gnieźnie. Były ofiary śmiertelne. W zamieszkach ,,nawet chłopi łączyli się i bili Moskali'' wspierając ochoczo szlachtę w walce przeciwko wspólnemu wrogowi. Również w tej warstwie społecznej budziły się postawy patriotyczne i chęć walki z najeźdźcą.
W konsekwencji zamieszek, oddziały wojsk rosyjskich obsadziły miasto Poznań. Sytuacja była napięta a sam Repnin raportował: ,,W całym kraju nieprzychylni nam wzmagają się w liczbę i odwagę, a mała część przyjaciół naszych upada przez to na duchu i słabnie''.

Kiedy zaczęły napływać relacje o krwawych wydarzeniach na kresach wschodnich, zaczęto obawiać się powtórzenia scenariusza jaki miał miejsce na Ukrainie.

W ,,Wiadomościach o Konfederacji Barskiej'' czytamy:

,,W takiem położeniu rzeczy, pośród okrucieństw przeciw katolikom i unitom wymierzonym, naturalnem i celem wyswobodzenia Rplitej od ucisku rossyjskiego odpowiadającem było ogłaszanie się konfederatów za obrońców wiary i wolności narodowej. A chociaż fanatyzm przypisywać im podobało się, nie gasili przecież zapału swego w niewinnej krwi dyssydentów i schizmatyków, nie hańbili się zniewagą ich świątyń, nie wyrządzali wzgardliwych obelg ich religijnym obrządkom i opiniom. Jednakże wiele piór przypisywało im zagorzalstwo, a Imperatorowej Katarzynie II tolerancyą.''

Relacje napływające ze wschodu Rzeczpospolitej wywoływały wśród szlachty niemałe poruszenie:

,,Gwałtowności te i zadatki wojny powiększały zapał; nieustające zaś rzezie na Ukrainie, tu i ówdzie oznaki buntów, pochodzące z tych samych, co ukraińskie, podpuszczeń wiodły szlachtę do rozpaczy. Nietrudno był widzieć takich, co majątek, dom opuścili, a zawiozłszy żony i dzieci za granicę, lub osadziwszy w klasztorach wsiadali na koń i biegli w szeregi konfederackie.''

W takiej sytuacji nie może dziwić przeniesienie się właścicieli Kępna do Bralina leżącego na terenie Prus. Nie było to czymś wyjątkowym w owych czasach. Zagrożeń było co nie miara. Wcale nie jedyne i największe ze strony konfederatów. O wiele poważniejsze było ze strony wojsk rosyjskich, których oficerowie szczególnie uważnie przyglądali się tym szlacheckim rodom, których członkowie wstępowali do konfederackich oddziałów lub je wspierali. Jeden z czołowych inicjatorów ruchu zbrojnego w ziemi sieradzkiej Jan Mączyński, w czasie wojny siedmioletniej przez niechęć do Rosjan stał się stronnikiem Prus. Ogłaszane wówczas z jego inicjatywy gromkie manifesty przeciwko rosyjskiej przemocy były zapewne pamiętane i znane rosyjskim dowódcom wkraczającym do ziemi wieluńskiej. Sprawę dodatkowo komplikowało przyjęcie przez niego kilka miesięcy wcześniej z rąk ambasadora Repnina moskiewskich pieniędzy. Ten smutny proceder dotknął niestety również szlachtę ziemi wieluńskiej i powiatu ostrzeszowskiego. Podjęte kilka miesięcy później przez Jana Mączyńskiego działania przeciwko Rosji musiały zapewne poirytować ambasadora Repnina.
Czy brat Jana, Aleksander Mączyński, właściciel Kępna, mógł się czuć bezpiecznie, kiedy w ślad za konfederatami pojawiły się w naszych okolicach oddziały wojsk rosyjskich tropiących gniazda zawiązywanego ruchu zbrojnego?

Ponadto ogólne wzburzenie wynikające z wymordowania tysięcy katolików na wschodzie Rzeczpospolitej powodowało obawy dysydentów odwetu ze strony katolików na innowiercach i prowokowały wielu z nich do przeniesienia się za granicę. Schronili się zatem za granicą zamieszkujący lub związani z naszym regionem Nieszkowscy, Bronikowscy, Trepkowie oraz właściciele Kępna Mączyńscy.

Wielkopolska katolicka szlachta daleka była jednak od jakiegoś nacjonalizmu antyniemieckiego. Powodowana względami gospodarczymi chętnie sprowadzała wcześniej do swoich majątków kolonistów niemieckich przyczyniając się zresztą do germanizacji wielu miast i wiejskich obszarów. Proces ten dotyczył również naszego miasta. Z obawą zaczęto jednak obserwować innowierców tak ochoczo dotąd sprowadzanych i osadzanych w szlacheckich miastach na pograniczu z Prusami.

Sytuacja była szalenie napięta. Dysydenci szukający wcześniej protekcji obcych monarchów zaczęli być postrzegani jako zdrajcy ojczyzny. W Kępnie, które niezwykle mocno było nasycone ludnością protestancką pochodzenia niemieckiego, musiała być szczególnie nieprzychylna im atmosfera, skoro miejscowy pleban z ambony podburzał ludność przeciwko innowiercom zagrażającym wierze katolickiej.
Nie dopuścił do rozpoczęcia budowy przez protestantów zboru, którzy mieli już zgromadzony budulec na ten cel.

Na terenie Wielkopolski szlachta w ogromnej swej masie w sposób zdecydowany odcinała się jednak od wystąpień antyreligijnych. Zdarzały się incydenty, ale jak odnotowano w ,,Wiadomościach o Konfederacji Barskiej''

,,...6ciu marszałków i 3ch konsyliarzy wydało uniwersał usprawiedliwiający powody konfederacyi i przypisujący dyssydentom przyczynę nieszczęść krajowych. Mogli oni w owym czasie niewiedzieć, że ci obywatele są tylko narzędziami nienawistnych Polsce sąsiadów, powabem równości praw ułudzonemi ofiarami. Większość konfederatów dyssydenckich wcześnie postrzegła się, że nie doznając od Barskich religijnego prześladowania może bez protekcyi cudzoziemskiej swobodnie zachowywać wyznania swojego obrządki. Nieużywano surowości, tylko przeciwko tym, którzy się z nieprzyjacielem ojczyzny łączyli i winowajczych usług podejmowali.
Najemni lub uprzedzeni pisarze rozgłaszali kłamstwa i przeistaczali czyny, tak np. J.G. Crantz, gdy marszałek Malczewski kazał kilku szpiegów powiesić, a Morawski i Ulejski na pogranicze od Niemców zamieszkałe i rozkazom nieposłuszne miasteczka kontrybycye nakładali, a od dziedziców dóbr rozpisane dostawy przez exekucye ściągali, w dziele swojem ,,Das konfoderirte Pohlen'', ogłaszał jakoby młynarz, dwóch piekarzy i jeden robotnik Niemcy za to śmiercią ukarani, że na wiarę katolicką przejść nie chcieli; a exckucye do dóbr przez niechęć niedostawiających, rabunkiem majątków dyssydentckich nazywał, używając w gniewie szyderstwo znamionującego wyrazu die Polacken.
Osobliwszą jest rzeczą, że głodni przybysze do Polski lub awanturniczo-tułający się Niemcy przywłaszczają sobie wieczyście prawo wiązania się swobodnie z nieprzyjaciółmi jej, prześladowania i okłamywania narodu, który ich gościnnie na swoje przyjął łono. Niezbitą prawdą jest, że konfederaci Barscy na polityczne tylko zachowanie się dyssydentów i niemców zwracali oko, nikogo z powodu wiary nie uciemiężali; a jeżeli w środkach przymusu lub wymierzaniu kary tu i uwdzie zbytniej może surowości użyto, przypisać to należy gwałtownemu charakterowi szczególnych osób, pojątrzonemu okrucieństwami Drewicza i srogością Repnina, ale nie rozkazom konfederayi.''


Jak przyznaje Władysław Konopczyński w swoim dziele, konfederacja, aczkolwiek zawiązana pod hasłem obrony wiary i wolności, nie była przesiąknięta fanatyzmem wyznaniowym i tępym konserwatyzmem:

,,Wbrew tendencyjnym fałszom naszych wrogów politycznych, niechęć ogółu polskiego wobec dysydentów płynęła z pobudek politycznych, a nie z fanatyzmu religijnego''.

Nawet w okresie PRL-u pojawiały się prace, które przyznawały rację tej opinii.
Zdzisław Sułek w swojej pracy pod niewinnie brzmiącym tytułem ,,Wojskowość polska w latach 1764-1794'' przyznaje, że założenia konfederacji ewoluowały w trakcie jej trwania. O ile na początku przeważały akcenty religijne, to z czasem hasła uległy modyfikacji. Na czoło wysunęła się idea walki o niepodległy byt państwa. Chyba tytuł książki uśpił czujność cenzorów, którzy nie zareagowali na przypisanie szlachcie postawy patriotycznej. Wiele jeszcze upłynie czasu zanim opinie te, formułowane nawet w czasach PRL-u, przebiją mur funkcjonujących wciąż stereotypów.

Tymczasem z zachowanych dokumentów znamy wiele przykładów zdrady ze strony obywateli wyznania protestanckiego. Zdarzało się, że naprowadzali obce wojska na stanowiska konfederatów. Nagminne było donosicielstwo. W skrajnych przypadkach dysydenci blokowali konfederatom drogi ucieczki po przegranych bitwach wystawiając ich carskiej armii. Taką agresywną postawą, permamentnie pogłębiali przepaść między sobą a resztą społeczeństwa.
Jak przyznaje Marek Rezler, we Wielkopolsce to nie konfederaci gnębili innowierców-głównie pochodzenia niemieckiego-lecz odwrotnie, dysydenci tworzyli atmosferę wrogą polskiemu ruchowi. Prowadziło to do wzajemnej niechęci, podejrzliwości i przypisywania sobie wzajemnie złych intencji.

Pogłębienie podziałów nastąpiło również wśród kępińskich mieszczan.
Dnia 12 czerwca 1770r. cech szewski skupiający dotąd rzemieślników katolickiego i protestanckiego wyznania oświadczył burmistrzowi miasta, radzie miejskiej oraz wójtowi z ławą, że postanowił się rozdzielić i utworzyć dwa odrębne cechy. Odtąd rzemieślnicy katoliccy i protestanccy należeli do dwu odrębnych organizacji. Nie była to sytuacja odosobniona we Wielkopolsce. Ludność katolicka odcinała się od ludności protestanckiej, w której widziała sprzymierzeńców grasujących po Rzeczpospolitej wojsk carskich. Nie chciała mieć z nią nic wspólnego. Było to rzeczywistą przyczyną następujących wówczas podziałów.

cdn.

W kolejnej części będzie o pierwszych działaniach podjętych przez Szembeków w lasach krzepickich oraz przeniesiemy się do Wieruszowa, który był własnością Walewskich. Przyjrzymy się temu rodowi.

Edytowane przez Mustava dnia 06-05-2013 07:04
 
bonobo
#20 Drukuj posta
Dodany dnia 12-05-2013 13:11
Awatar

Użytkownik



Postów: 79
Data rejestracji: 09.09.10

Witam.
Brak czasu nie pozwala mi na zajmowanie sie historia,ale tak trudno powstrzymac sie od polemiki i dyskusji...
Pozwole sobie byc mniej lub bardziej sceptyczny jezeli chodzi o konfederacje barską.
Dzis na sprawy polskie patrze troche z boku,z obcego panstwa ale staram sie byc na bierzaco z wydarzeniami.Poraziła mnie pewna cisza jesli chodzi o rocznice 3-go maja i 8-9 maja . A w kwietniu (8-go) zwyczajowo obchodzi sie rocznice mordów w litewskich Ponarach.Jesli o mordach wołynskich jeszcze cos słychac to o mordach na dziesiatkach tys. Polaków na Litwie cisza.Rocznice mordów obchodzą tylko Zydzi....Jakas dziwna poprawnosc polityczna w mej Ojczyznie zapanowała...bo mordowali Litwini?
Ale moze to i nie dziwne skoro 3 maja był Swiatowy Dzien Wolnosci Prasy i fundacja Freedom House opublikowała raport z którego wynika że odsetek mieszkanców swiata którzy maja dostep do wolnych mediów spadł do najnizszej od dziesieciu lat poziomu. Na 63 kraje Polska jest na 47 miejscu razem z Tajwanem,Urugwajem i Tuvalu(gdzie to q...wa jest?).
Wracając do konfederacji,to troche brakuje mi w Twoim tekscie odnosników do tekstów ktore mówią troche mniej hura-optymistycznie o tej ruchawce.
Mam wrazenie ze według Ciebie konfederaci to ludzieniezlomnej cnoty,wiernosci i miłosci do Ojczyzny.
Dla mnie ta sprawa wyglada nieco inaczej.
Oni nienawidzili przede wszystkim króla,chyba bardziej niz samych Rosjan.To dlatego tak ochoczo stawili sie w Radomiu bo mieli nadzieje ze król zostanie przepędzony...
Sama zas sprawa zawiązania konfederacji barskiej jest bardziej skomplikowana a moze bardziej prozaiczna.Sprawa polityki to sprawa mężczyzn,przynajmniej teoretycznie.W tym przypadku w dodatku Polaków.Z przyczyn typowych dla nas czyli wrazliwosc na punkcie dumy i honoru sprawy poszły troche w złym kierunku.Rzeczypospolita nie byla juz ta sprzed lat.Nie było juz mozna byc słusznie dumnym.Bylismy slabym krajem na granicy upadku.Pewnie ze mozna byc slabym i dumnym. Mozna nawet szczekać i grozic mocarstwu... tyle tylko że to troche żałosneAle Polska urazona duma ,nie bedzie sie liczyc z niczym.Nawet jesli doprowadzi to do upadku kraju.Któz to zawiązywał i przystepował do konfederacji?
Według raportu czeskiego rezydenta Essen-a a także Repnina-siedem czy osiem niewiast wciągneło kolejnych do agitacji konfederackiej swoich męzów ,kochanków,krewnych i stąd torozpaliła sie ta nieszczęsna konfederacka burda.Nie dziwota bo juz wczesniej(1752) zasiadający na tronie prus Fryderyk Wielki twierdził że w Polsce rozum popadł w zaleznośc od niewiast,gdyz to one intrygują i roztrzygaja o wszystkim,podczas gdy mężczyzni ciagle sie upijaja.
Inicjatorzy konfederacji J Pułaski,M Krasicki,W Rzewuski,Anna Jabłonowska jeszcze przed sejmem radomskim układali plan zmian na tronie polskima takz planowali konfederacje przeciw moskalom popierających Stanisława Augusta.Po porwaniu i wywiezieniu do Rosji Sołtyka i Rzewuskiego ,Krasinski nawiazał kontakty dyplomatyczne z wrogami Rosji liczac na ich pomoc (Austria,Francja i...Turcja).
Dawne ,,przedmurze chrzescijanstwa" co prawda jak pisał O. Holecki-,,zamienione w karczme przydrożna obsługującą głównie wojska rosyjskie",dumna Polska zwraca sie o pomoc do pohanskiej Turcji !.
Wł Konopczynski napisał:nastrój krzyzowy ,heroiczny napełnia serca i głowy pierwszych konfederatów barskich... Ten chrzescijanski nastrój nie przeszkadzał wchodzic w alianse z Turkami ?Potomkowie krzyżowców idacy ramie w ramie z wyznawcami Proroka w dodatku przeciw swoim braciom w Chrystusie? Czyzby ta cała frazeologia koscielno-krzyzowo-maryjna była tylko w imie ruszenia mas katolickiej szlachty? No ale to kłóci sie z teoria niepodległowosciowego zrywu tejże...A czy nie jest prawdą że J Pułaski az taki waleczny nie był.Nie wzgledy niepodleglosciowe ale upokorzenie,zraniona duma zmusiła go do walki .Dopiero sponiewierany i zrzucony ze schodów pałacu Repnina,zdesperowany postanowił chwycic za szable...
J. Wybicki trafnie ocenił cała tą hece.Całkowicie nieprzygotowana ruchawka,twierdza Bar calkowicie nieprzygotowana inżynieryjnie i wojskowo do obrony-jak pisał- cudu z nieba oczekująca.Żołnierze miast w twierdzy na kwaterach w miescie, sam J Pułaski ,,cały był obrazkami i relikwiami okryty"-podobnie inni konfederaci. Miało to pobudzic ducha i zastąpic oręż? Bo tenże(J Wybicki) pisze dalej-przy zachowaniu zabobonów dziadów naszych razem tylko ich piki z wieku dwunastego na wiek osiemnasty zachowalismy...-
Jak widac ta ruchawka upadlaby szybko gdyby nie podsycana ciagle nadzieja na pomoc obcych.
Nadzieja tliła sie cztery lata... a ruchawka bardziej była wojna domowa niz walką niepodległosciową.
O zahamowaniu rozwoju gospodarczego i jego wpływie na dalsze losy chyba nie ma co tlumaczyc...
Konfederacja taka,jakkolwiek by nie oceniac jej pobudek nie mogła doprowadzic do celu.Pospolite ruszenie tak charakterystyczne dla Rzeczypospolitej nie mogło sprostac regularnemu wojsku Rosji.A czemu nie mielismy regularnej armi? Ano dlatego że szlachta zdawała sobie sprawe że armia w rekach króla to narzedzie do trzymania ich za pysk. Nie podskakiwali by z byle powodu.
Mozna sie spierac czy nastepstwa konfederacji,konstytucji 3-o majowej miały wplyw na dalsze losy Polski(rozbiory).Prawda jest taka ze zostawily kraj zrujnowany gospodarczo,zahamowały go na lata.A trzeba wiedziec że nawet małe kraje ,ale silne gospodarczo i ekonomiczne potrafia przetrwac.
Mysle jednak że nie ulega watpliwosci że kolejnym skutkiem naszego zrywu pijanego sarmaty były te tysiące pomordowanych na Ukrainie o których piszesz.To realna cena ktorą zapłacilismy za urazona dume...
Konfederacja barska stała sie kolejnym przykładem polskiego heroizmu i... bezdennej politycznej głupoty.To takze kolejny przyklad ile nieszczesc i katastrof potrafia sciagnąc na Ojczyzne ,,szlachetni zapalency" a może warchołowie....
Przepraszam za troche nieskladny i chaotyczny tekst,ot pisane z głowy a lata juz nie te...
Staram sie nie wklejac samych linków do stron,dzisiaj byle głupek potrafi ,,kopiuj i wklej".Tak to juz jest gdy nagle 80% młodych ,,robi" mature a co drugi mysli że jak skonczył licencjat to studiował...
Jednoczesnie 90% respondentów twierdzi że przeczytalo mniej niz jedna książke w roku.Pamietacie jeszcze ile tytułów (wartosciowych) wychodziło za ,,komuny"? Filmy z całego swiata (dobre) a nie komercyjny chłam? Biblioteki po wsiach a jak nie to Bibliowóz(autobus z książkami przejezdzający przez male miejscowosci).Rządzą nami ludzie o żenujacym wykształceniu,etyce. W szkołach wiecej religi jak historii,o przedmiotach artystycznych nie wspomne .Chca z nas zrobic bydło ? Nie damy sie . Jestesmy Polakami.Nie takich przezylismy.,
Wracając do linku tu ciekawe rzeczy ,warto poczytac http://rafal.zgorzelski.salon24.pl/135226,konfederacja-barska-1768-1772 .
oraz tu wspaniale uzupełniająca prace kol. Sławomira http://www.polskapartianarodowa.org/tp/index.php?option=com_content&task=view&id=52&Itemid=45 .
PS. Wczoraj przy ambasadzie kanadyjskiej w Londynie było spotkanie z przedstawicielem rządu Kanady.Kanada chce kilkadziesiąt tysięcy Polaków z Wielkiej Brytanii do siebie.Chodzi o tych którzy umieja juz płynnie po angielsku i mają zawód,,w reku".Oferuja mieszkanie,prace ,pomoc w zasiedleniu.Po spotkaniu mozna sie było juz ,,deklarowac wstepnie" Obok mnie młoda polska rodzina (27-30 lat)z dzieckiem.Rozmawiają,on-i jak? jedziemy? ona-jedziemy (ale z niepewnoscią w głosie), on-ale z tamtąd juz nie wrócimy do Polski... ona-no co Ty...i na policzkach bezgłośne łzy.Jest cos w nas Polakach co bedzie szanowal każdy. trzeba tylko bysmy my sie szanowali...i głosno mówili co nas boli....
Inaczej za kilka lat okaże sie że mordowali nas nie niemcy ale jacys kosmici-nazisci,nie ukraincy a ruscy,nie litwini a bałtowie.Bedą polskie obozy koncentracyjne i historia tylko wygodna dla rządzących.

A i na koniec jeszcze moja ztetryczała uszczypliwość.
Kol. Sławomirze a kto to wyklął ,,żołnierzy wykletych" ? Czyz to nie 14 kwietnia 1950 r. episkopat polski podpisał porozumienia z władzami komunistycznymi? Nie potepił walczących? .

Pozdrawiam z kranca Europy.Tu na szczescie watykan nie rządzi.....

PS. Dostałem maila z ,,prośbą" o ocenzurowanie swojego postu w wątku kościelnym,co niniejszym uczyniłem.
Nie dlatego że jakiś spolegliwy bardzo jestem ale po prostu nawet maili sobie nie zycze od pedofili i homo.

Edytowane przez bonobo dnia 13-05-2013 19:23
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ankieta
Czy w powiecie kępińskim istnieje problem spalania śmieci?

Tak, spalanie śmieci to poważny problem
Tak, spalanie śmieci to poważny problem
90% [65 głosów]

Spalanie śmieci ma miejsce, ale nie uważam tego za istotny problem
Spalanie śmieci ma miejsce, ale nie uważam tego za istotny problem
4% [3 głosów]

Nie, taki problem nie istnieje
Nie, taki problem nie istnieje
6% [4 głosów]

Ogółem głosów: 72
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 19/06/2016 22:13

Archiwum ankiet
Pracowity koniec roku.[0]
Zaproszenie
Kalendarz

Brak wydarzeń.

Złap nas w sieci NK  FB  BL  TVN24
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Gmina Łęka Opatowska.
· List otwarty do Star...
· KĘPNO W OKRESIE KSIĘ...
· Internet w Bralinie
· Niemieckie nazwy mie...
· Smogorzowskie krzyży...
· Krzysztof Bondas - Z...
· Dobry dostawca inter...

Losowe tematy
· Zapytanie
· POEZJA ZIEMI KĘPIŃS...
· Historia Trzebienia.
· górki w okolicy kępna
· Kępińscy żydzi - in...
Najwyżej oceniane zdjęcie
Zdjęcie miesiąca Październik
Folwark Kunzensruth ok 1881 r.
Liczba ocen: 2
Punktów: 10
Archiwum
23,551,490 unikalne wizyty