Zobacz temat
www.kepnosocjum.pl :: Kępno i okolice :: ARTYKUŁY I PRACE
 Drukuj temat
Piotr Szembek -kariera, ocena postaci
slawomir wieczorek
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 29-10-2011 00:56
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

WSTĘP

W historii regionu kępińskiego było wiele niezwykle interesujących postaci.
Przyciągają naszą uwagę z różnych powodów.
Czasami jest to pasja, której poświęcają dużą część swojego życia.
Czasami są to wartości etyczne i ponadprzeciętna moralność którą prezentują swoim życiem. Pojawiają się wreszcie postaci niezwykle barwne, często tragiczne, dla których życie nie było wartością samą w sobie a stanowiło jedynie narzędzie do walki o pewne idee, w które niezłomnie wierzyli. Okoliczności, w których przyszło im żyć oraz przekonanie o nadrzędności wyznawanych wartości popychały ich do czynów graniczących czasami z szaleństwem. Ich życie mogłoby posłużyć za scenariusz doskonałych filmów.

Jedni wzbudzają nasz szacunek i podziw inni kontrowersje i wątpliwości.
Osobiście, oceniając ich postawę, staram się uwzględnić okoliczności i realia czasów, w których przyszło im żyć z równoczesną próbą ograniczenia dzisiejszej świadomości, wynikającej z obecnej wiedzy czy też ogólnie przyjętych i akceptowanych zasad życia.
Bo przecież to właśnie okoliczności i realia historyczne były przyczyną podejmowanych przez nich działań. Znajomość tych okoliczności i panujących wówczas zasad jest konieczna do jakiejkolwiek próby oceny motywów działania.
Trzeba mieć jednak świadomość, że ocena taka, będzie zawsze przesiąknięta subiektywnym spojrzeniem na te okoliczności i realia historyczne. Jest to główną przyczyną rozbieżności dzisiejszych ocen.

Co ciekawe, kilka postaci związanych z naszym regionem jest lepiej rozpoznawanych i znanych w innych miejscach Polski. Myślę, że jedną z takich postaci jest Piotr Szembek.
Osoby interesujące się historią naszego regionu wiedzą, że był on uczestnikiem Powstania Listopadowego i jest przedstawicielem znanej rodziny posiadającej niegdyś majątek w Siemianicach.
Ci, którzy zainteresowali się nieco bardziej rodziną Szembeków wiedzą, że był uczestnikiem Kampanii Napoleońskiej, zbudował pałac w Siemianicach i był fundatorem kilku obiektów w naszym regionie.
Myślę jednak, że wiedza większości z nas sprowadza się do oficjalnych notek biograficznych wygłaszanych przy okazji uroczystości rocznicowych.

Oficjalnie uznajemy go za bohatera i trudno nie zgodzić się z tą opinią śledząc jego życie.

Ale jak każdy bohater był skazany w swoim życiu na dokonywanie trudnych wyborów.
Jestem przekonany, że gdyby od jego śmierci minęło 50 lat a nie 150, gdyby wciąż żyli pamiętający go ludzie prowadzilibyśmy dzisiaj dyskusje, czy słusznie czynimy, stawiając mu pomnik.
Gdyby pamięć ludzka nie zacierała się, miałby dziś wielu wrogów.

Z pewnością mógłby być bohaterem powieści z cyklu ,,płaszcza i szpady'', w której przewijałyby się wątki patriotyzmu, miłości, nieposłuszeństwa i zdrady.
Piotr Szembek zajmuje szczególną pozycję w historii naszego regionu.
Był świadkiem i uczestnikiem wydarzeń, które trwale wpisały się w historię nie tylko Polski.

Uważam, że jest on najbarwniejszą postacią żyjąca i działającą niegdyś na naszych ziemiach.

To o Nim generał Jan Henryk Dąbrowski (którego każdorazowo wspominamy w pierwszym wersecie naszego hymnu narodowego) powiedział, że jest ,,oficerem znakomitym pod każdym względem'', kiedy odznaczał go Krzyżem Virtuti Militari, wcześniej czyniąc swoim adiutantem.
To Piotrowi Szembekowi przyznał Napoleon Bonaparte najwyższe francuskie odznaczenie - Legią Honorową.
To o Nim Fryderyk Szopen powiedział, że należy do dobrej kasty muzyków i był zaskoczony wysokim poziomem orkiestry wojskowej z jednostki której generałem był Piotr Szembek.

Ale to ten sam Piotr Szembek rozpoczynał karierę w pruskim wojsku.
Był uczestnikiem oblężenia miasta w początkach Epoki Napoleońskiej na terytorium zaboru pruskiego, w wyniku którego po złamaniu oporu jego mieszkańców, polskie oddziały wojskowe dokonały istnej masakry i rzezi mieszczan (w tym kobiet i dzieci), co zdecydowanie łamało obowiązujące wówczas prawa wojenne.
To Piotr Szembek przyjmował honory i odznaczenia od Księcia Konstantego będącego namiestnikiem cara w Królestwie Polskim.
To carowi Aleksandrowi I Romanowowi Piotr Szembek ślubował wierność.
To generała Piotra Szembeka za nieposłuszeństwo zdymisjonował Jan Skrzynecki, wódz naczelny Powstania Listopadowego.

Jak doszło więc do tego, że obecnie Jego imieniem nazwano jedną z jednostek wojskowych, jedno z gimnazjów i jeden z placów we Warszawie a nawet jedno z warszawskich centrów handlowych?
A sam bohater posiada upamiętniający go głaz, znajdujący się w Alei Chwały Powstania Listopadowego oraz zawiązał się komitet budowy pomnika Piotra Szembeka, który niebawem stanie we Warszawie?

Myślę, że próba odpowiedzi na te pytania uświadamia nam jak trudno ocenić pojęcie patriotyzmu. Intuicyjnie wiemy, co oznacza ten termin. Wątpliwości pojawiają się jednak w momencie, kiedy mamy określić jakimi środkami i metodami można posługiwać się dla urzeczywistnienia tego pojęcia.

Piotr Szembek jest interesujący bo historia jego życia jest nierozerwalnie związana z historią naszego narodu.

Oceniając Go, czy też jakąkolwiek inną postać historyczną, najbardziej interesujące jest dla mnie powiązanie wielkich historycznych wydarzeń z jednostkowymi wyborami dokonywanymi przez człowieka. Ocena taka będzie subiektywnym spojrzeniem na fragment naszej historii wynikającym z hierarchii wyznawanych wartości. Każdy ma oczywiście prawo do własnej hierarchii i własnej oceny.

Chciałbym przedstawić swoją ocenę Piotra Szembeka, nakreślając przy okazji ważne epizody z historii naszego narodu. Czasami będą to poglądy stojące w sprzeczności z oficjalnie funkcjonującymi tezami.
Może skłoni to parę osób do wyrażenia swojego zdania na ten temat, a paru innym osobom pozwoli lepiej poznać jednego z naszych lokalnych bohaterów, przy okazji nieco rozszerzając wiedzę z historii Polski i naszego regionu.

Jako że nie jestem historykiem, nie weryfikowałem w sposób naukowy wiarygodności podawanych faktów. Części z tych faktów nie da się nawet zweryfikować, pochodzą bowiem z jednostkowych raportów i pamiętników, które ze swej natury są subiektywne. Tym nie mniej będę wdzięczny za ewentualne uwagi i korekty zawartych informacji.
To co opiszę nie jest pracą naukową a raczej głosem w temacie, który może wywoła ciekawą dyskusję na temat patriotyzmu, wierności i honoru na przykładzie tego lokalnego bohatera.

Kim zatem jest nasz bohater?

c.d.n.
 
zlasu
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 29-10-2011 09:10
Awatar

Początkujący użytkownik



Postów: 38
Data rejestracji: 09.02.11

oklaski Różne wpisy o Szembekach tu były a wstydziłem się zapytać co to za jedni no i wujek google niewiele mi pomógł bo jeśli nie było związku z ta okolica .
no i teraz jestem mniej głupi niż 5 minut temu ............ Wink
 
http://www.dailymotion.com/video/xe47t5_brune-rupt
slawomir wieczorek
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 31-10-2011 19:16
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ

Ojcem Piotra Szembeka był Józef Ignacy hr. Szembek, łowczy łęczycki i cześnik ostrzeszowski, poseł na sejm czteroletni związany ze Stronnictwem Patriotycznym, walczącym o reformę Rzeczpospolitej, która zaowocowała podpisaniem Konstytucji 3 Maja. Matką Piotra była Kunegunda z Walewskich.

Atmosfera panująca w rodzinnym domu miała niewątpliwie wpływ na późniejsze życie i poglądy Piotra Szembeka.. Stronnictwo Patriotyczne, którego członkiem był ojciec Piotra Szembeka postulowało uniezależnienie od Rosji, zwiększenie armii do 100 000, zniesienie liberum veto oraz wolnej elekcji. Za wyjątkiem radykalnego i lewicowego obozu Polskich Jakobinów (Hugo Kołłątaj) ostrożnie podchodziło jednak do zmian w zakresie stosunków społecznych na wsi (zniesienie poddaństwa, pańszczyzny). Jest to o tyle istotne, że w okresie Powstania Listopadowego, dojrzały Piotr Szembek zgłasza akces do Towarzystwa Patriotycznego, będącego kontynuatorem lewego, radykalnego skrzydła Stronnictwa Demokratycznego z okresu Sejmu Wielkiego, co świadczy o jego postępowych poglądach społeczno-politycznych, które niewątpliwie wyniósł z domu rodzinnego.

Przyszły generał urodził się 14 grudnia 1788 roku w Warszawie w okresie rozpadu Państwa Polskiego, kiedy kolejnymi rozbiorami zawężano terytorium Rzeczypospolitej a z jej dawnej świetności pozostawały tylko mgliste wspomnienia.
Rodzice zapewnili mu staranne, domowe wykształcenie, zatrudniając francuskiego guwernera.
Doskonała znajomość języka francuskiego wpłynęła na późniejszą karierę młodego Szembeka.

W wyniku III rozbioru Polski w 1795r, Warszawa znalazła się w obszarze zagarniętym przez Prusy pod panowaniem króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II.
Jako dziecko był świadkiem stłumienia Insurekcji Kościuszkowskiej dokonanej przez tego pruskiego władcę wspólnie z carem Rosji. Chłopiec wychowywany był w atmosferze patriotyzmu i miłości do Ojczyzny – Polski oraz przywiązania do wiary katolickiej ojców.

Kiedy jako młodzieniec, podejmował studia w Berlińskiej Akademii Wojskowej, państwowość polska była już przeszłością, ale wśród polskiej klasy szlacheckiej wciąż wzbudzała żywe wspomnienia i sentymenty.
W okresie nauki rozwija swoje muzyczne zamiłowania. Gra na skrzypcach. W późniejszym okresie życia ma możliwość pobierania lekcji nauki u samego Pierre Jacques Josepha Rode, który uznawany jest obecnie za jednego z głównych przedstawicieli francuskiej szkoły skrzypcowej. Sam Rode był skrzypkiem Napoleona Bonaparte, a jego utwory należą obecnie do żelaznego repertuaru skrzypcowego.
Połączenie zamiłowania do muzyki oraz do wojskowej musztry tworzą ciekawy kontrast.

Okres nauki w Berlinie uświadomił młodemu Piotrowi Szembekowi przyczyny upadku Rzeczypospolitej. Tam nastąpiło zderzenie znanych mu anachronicznych ideałów Polski szlacheckiej ze skuteczną i wydajną pruską machiną państwową. Wprowadzone w Prusach reformy, prowadziły to do bogacenia się społeczeństwa a sam Berlin rozbudowywał się i rozwijał w szybkim tempie. We Francji już od kilkunastu lat obowiązuje Deklaracja Prawa Człowieka i Obywatela, zaszczepiane są nowe zasady funkcjonowania państwa. W Europie stosunki feudalne zaczynają przechodzić do przeszłości. Mówi się o konieczności zniesienia poddaństwa chłopów i pańszczyzny
Myślę, że w tym czasie zrozumiał, że jedyną drogą do odzyskania niepodległości przez Polskę jest zerwanie z dawnymi anachronicznymi zasadami funkcjonowania państwa opartymi na przywilejach klasy szlacheckiej oraz wciągnięcie wszystkich warstw społecznych do walki.
Drugim niezbędnym warunkiem było poparcie i pomoc ze strony jakiegoś europejskiego mocarstwa a jeszcze lepiej zaangażowanie zaborców w wojnie.

Okazja taka nadchodzi wraz z przejęciem we Francji władzy przez Napoleona Bonaparte.
Mocarstwa europejskie obawiały się, że idee Francuskiej Rewolucji zaczną przenikać na ich terytorium. Zawiązywano więc antyfrancuskie koalicje mające na celu m.in. likwidację skutków Rewolucji. Napoleon wychodził jednak zwycięsko z kolejnych wojen, zaszczepiając przy okazji nowe zasady funkcjonowania państwa na zajmowanych terytoriach. Jako wróg Austrii, Rosji i Prus, staje się naszym naturalnym sprzymierzeńcem.

Kiedy w 1806r. wybucha wojna między Francją z jednej strony a Rosją i Prusami z drugiej, Polacy wyczuli dziejową szansę na odzyskanie niepodległości.
Pragnąc pokazać, że zasługują na niepodległość (trzeba pamiętać, że w najbliższym otoczeniu Napoleona było wielu dyplomatów i wojskowych wręcz wrogo nastawionych do niepodległościowych ambicji Polaków, twierdzących, że z Polakami można zbudować jedynie chaos i anarchię), przelewają swoją krew w licznych wojnach prowadzonych przez Cesarza.
Nadszedł wreszcie czas walki o wolną Polskę.
Już po rozgromieniu Prus w bitwie pod Jeną, na terenie zaboru pruskiego (głównie we Wielkopolsce) w listopadzie 1806r. wybucha powstanie. Departament Kaliski i Poznańskie zostają oswobodzone. Wkrótce samoistnie powstałe oddziały powstańcze zaczynają być przekształcane w oddziały wojskowe. Całą akcję koordynuje i nadzoruje z rozkazu Napoleona gen. Jan Henryk Dąbrowski, dowódca Polskich Legionów we Włoszech oraz bohater Insurekcji Kościuszkowskiej.

Gen. Dąbrowski rozsyła po departamencie poznańskim i kaliskim swoich posłańców celem
,,zachęcania wszystkich oficerów polskich do stawiania się pod jego komendę na obronę odradzającej się Ojczyzny pod protekcją niezwyciężonego Napoleona''.

Sytuacja ta zbiegła się z ukończeniem z celującymi wynikami przez Piotra Szembeka Berlińskiej Akademii Wojskowej oraz zdobycia oficerskiego patentu. Naturalną drogą byłoby kontynuowanie kariery w pruskim wojsku.
Piotr Szembek, podobnie jak wielu jego rówieśników staje przed dylematem: kontynuować karierę w pruskim wojsku czy stanąć po przeciwnej stronie barykady. Wybory Polaków były różne. Konsekwencją tych wyborów były późniejsze bratobójcze walki i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zdarzało się (np. przy oblężeniu Gdańska), że jeden z braci bronił się w oblężonej twierdzy a drugi służył w napoleońskim wojsku oblegającym miasto.

Dokonanie właściwego wyboru nie było wcale takie oczywiste jak mogłoby nam się dzisiaj wydawać. Duża część szlachty nie wierzyła w dobre intencje Napoleona. Jak się później okazało, wątpliwości te były w pełni zasadne. Uważali oni, że mniejszym złem będzie zachowanie dotychczasowej sytuacji aniżeli zawierzenie cynicznemu Napoleonowi, który zdążył już pokazać swój stosunek do niepodległościowych ambicji Polaków, wysyłając Polskie Legiony do tłumienia powstań niewolników murzyńskich na Haiti, gdzie zostały one zdziesiątkowane głównie przez choroby. Ponadto idee głoszone przez Cesarza Francuskiego były sprzeczne z funkcjonującymi przywilejami szlacheckimi. Obawiano się również złupienia terytoriów przez które przetaczać się miała armia francuska.

Wśród światłej części szlachty panowało przekonanie, że należy jednak zaryzykować i podjąć próbę odzyskania niepodległości wykorzystując nadarzającą się okazję nawet kosztem utraty swoich przywilejów i olbrzymich kosztów związanych z prowadzeniem wojny.
Patriotyczne wychowanie spowodowało, że osiemnastoletni Piotr Szembek z końcem listopada 1806 r. jako jeden z pierwszych przedstawicieli stanu szlacheckiego wstąpił do tworzonego wojska polskiego. Nastąpiło to jeszcze przed ogłoszonym 3 grudnia 1806r na życzenie Napoleona pospolitym ruszeniem, które obejmowało szlachtę i właścicieli dóbr ziemskich.

Trafia do 3 pułku piechoty organizowanego w Poznaniu przez Stanisława Mielżyńskiego, którego wyznaczył do tego celu gen. Dąbrowski.
Każdy z wstępujących żołnierzy samodzielnie musiał zadbać o zaopatrzenie w umundurowanie, bieliznę, buty a nawet uzbrojenie.
Następuje przyśpieszone szkolenie i już na koniec roku, stworzone ,,zawodowe'' oddziały zostają zgrupowane w rejonie Łowicza.

1 stycznia 1807r. Gen. Dąbrowski dokonał przeglądu zgrupowanych pod Łowiczem wojsk. Następnie 7 stycznia wojsko kieruje się na północ. Po reorganizacjach, dywizja dowodzona przez gen. Dąbrowskiego operuje w rejonie Bydgoszczy, zajmując kolejno Chojnice, Tucholę i Gniew a wkrótce potem Gniezno i Tczew. Tczew zdobywano dwukrotnie i dwukrotnie musiano się z niego wycofać. Pomimo że główne siły pruskie zepchnięte zostały do Prus Wschodnich, na Pomorzu wciąż operowały pruskie oddziały partyzanckie oraz broniły się poszczególne miasta. Niektóre rejony kilkukrotnie przechodziły z rąk do rąk co dla ich mieszkańców stanowiło istne przekleństwo.

Nawet po upływie 200 lat w świadomości tamtejszego społeczeństwa np. gen. Amilkar Kosiński, podległy bezpośrednio gen. Dąbrowskiemu, który dowodził rejonie Pomorza oddziałami pospolitego ruszenia, jawi się jako czarny charakter. Pamięć o nim przetrwała dziesięciolecia.
Czytając raporty i listy gen. Kosińskiego kierowane do gen. Dąbrowskiego można zrozumieć funkcjonującą do dnia dzisiejszego w świadomości ludności pomorskiej opinię, że jego wojsko przyniosło więcej złego niż dobrego. W raportach tych bije bezsilność generała wobec poczynań swoich podkomendnych. Rozczarowany postawą żołnierzy podaje się w końcu do dymisji i nie chce dalej dowodzić tymi oddziałami.

W historii lokalnej (Człuchów, Czarne, Szczecinek) znalazłem taki zapis dotyczący gen. Kosińskiego:
,,Jego szlachcice okazali się rodzimymi draniami. Gen. Kosiński wkroczył na ziemie polskiego Pomorza i przyniósł uczucie żalu i rozczarowania. Czy mógł temu zaradzić? Oczywiście, że mógł, należało kilku szlachciców rozstrzelać i byłby porządek, ale naraziłby się na gniew całego stanu szlacheckiego Rzeczypospolitej. Przypadek działania pospolitego ruszenia podległemu gen. Kosińskiemu wskazuje, że społeczeństwo szlacheckie nie dorosło do roli wyzwoliciela, nie rozumiało funkcji obronnych państwa wobec współobywateli i uwalnianych z pruskiego jarzma rodaków''.

Przypadek ten nie był odosobniony. Powiedziałbym, że była to reguła dla oddziałów pospolitego ruszenia, która w pełni usprawiedliwia późniejsze uczestnictwo wielu Polaków w walkach o obronę miast w których mieszkali. Często czynili to ramię w ramię z pruskimi sąsiadami. Stawali w obronie własnego dobytku przed wojskiem napoleońskim w którym notabene służyli również Polacy i Prusacy.

Piotr Szembek miał więcej szczęścia, trafił bowiem do oddziału ,,zawodowego'', gdzie poziom świadomości, dyscyplina i poczucie żołnierskiego honoru było na nieporównywalnie wyższym poziomie. Starannie wychowany i przystojny młodzieniec, świetnie władający językiem francuskim, znający się dobrze na sztuce wojennej szybko zostaje zauważony przez generała Dąbrowskiego. W niedalekiej przyszłości, w randze podporucznika zostaje adiutantem w sztabie generała a wkrótce mianowany zostaje na porucznika.

11 lutego 1807r. część dywizji gen. Dąbrowskiego (m.in. 3 pułk piechoty, gdzie służył Piotr Szembek) zdobywa Grudziądz, ale bez cytadeli, która pozostała w rękach Prusaków do końca działań wojennych roku 1807.
Po zdobyciu Grudziądza, blokadę cytadeli przejmują przybyłe oddziały kaliskie z dywizji gen. Józefa Zajączka (nawiasem mówiąc złożone m. in. z rekrutów powiatu ostrzeszowskiego do którego należało wówczas Kępno), natomiast 3 pułk piechoty dołącza do pozostałych wojsk gen. Dąbrowskiego w rejonie Tczewa.
Piotr Szembek najprawdopodobniej u boku gen. Dąbrowskiego już od 17 stycznia przebywa pod Tczewem (kwestia do wyjaśnienia w archiwalnych dokumentach).
Bitwa o Tczew nazywana jest pierwszą ,,polską bitwą'', w której świeżo utworzone Wojsko Polskie musiało wykazać swoją bojową wartość. W tej krwawej bitwie młodziutki Piotr Szembek zaznaczył swoją odwagę, co znajduje odzwierciedlenie w pamiętnikach pozostawionych przez Józefa Patelskiego z Kwaczały, krewnego Piotra Szembeka.

Opis krwawej bitwy i zaznaczony w niej udział Piotra Szembeka będzie treścią następnej części usmiech
Pozdrawiam.

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 13-11-2011 23:42
 
melon92
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 31-10-2011 19:27
Awatar

Administrator



Postów: 335
Data rejestracji: 10.08.10

Rewelacja! I jak napisane! oklaski

Nikt nie wyjdzie stąd żywy diabeł
No IQ.
 
slawomir wieczorek
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 07-11-2011 19:57
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

OBLĘŻENIE TCZEWA CZ I

Wspomniany w poprzedniej części gen. Amilkar Kosiński, którego wojska pospolitego ruszenia były postrachem ludności Pomorza Zachodniego, pisze błagalne listy do gen. Dąbrowskiego z prośbą o zwolnienie go z dowodzenia tymi oddziałami. Pisze m.in.
„ insubordynacja i jakaś nieludzka słabość krzywdzenia własnej ziemi, a nawet współrodaków, którzy z niecierpliwością nas oczekiwali najlepsze okazując chęci odbiera śmiałość i każdy krok czyni niepewnym. Wolałbym mieć wszystkich Prusaków przed sobą , niżeli doganiać kolumnę w pośród płaczu i narzekań obywateli i wieśniaków zbitych, porąbanych którym pozabierano konie”.
Gen. Dąbrowski w końcu ulega naciskom i wyznacza nowego dowódcę tych oddziałów - gen. Michała Sokolnickiego, którego zadaniem jest zdyscyplinowanie zebranej szlachty.

Samemu gen. Amilkarowi Kosińskiemu wyznacza nowe zadanie.
Będzie dowodził prawym skrzydłem wojsk zmierzających do Tczewa. W oddziałach tych wojsk maszeruje również nasz Piotr Szembek. Najprawdopodobniej to tutaj pod Tczewem po raz pierwszy się spotkali i nawiązali znajomość (przyjaźń?), która splącze ich losy na jakiś czas.

Oblężenie a później bitwa o Tczew 23 lutego 1807r. była prawdziwym chrztem bojowym dla Piotra Szembeka. Bitwa ta zajmuje szczególne miejsce w naszej historii i była inspiracją dla wielu artystów. Opis bitwy możemy znaleźć w „Popiołach” Stefana Żeromskiego, a Jerzy Kossak namalował „Zdobycie Tczewa przez Legiony Dąbrowskiego w 1807 r.”.

Na wstępie przytoczę literacki obraz bitwy stworzony przez Stefana Żeromskiego w ,,Popiołach'' który stanowi element funkcjonującej w społecznej świadomości Legendy Napoleońskiej:
W opisie tym, pewien krótki fragment z pewnych względów jest bardzo interesujący.

Zawrzała bitwa.
W tym samym niemal czasie prawe skrzydło uderzyło na szańce Tczewa. Piechota niemiecka,
ukryta za starymi wałami, raziła napadających ogniem plutonowym, a dwie armaty, ustawione na
prost traktu w bramie północnej, czyli Gdańskiej, oczyszczały drogę. Wnet jednak pod silnym impetem napaści strzelców polskich, obrońcy wałów musieli cofnąć się na przedmieścia.
Wypadło zdobywać miasto wstępnym bojem. Żołnierze pruscy i uzbrojeni mieszkańcy, zaczajeni w
dymnikach, we drzwiach, sieniach, oknach, za węgłami, strzelali bez przerwy. Szef sztabu, Maurycy Hauke, na czele grenadierów i woltyżerów poznańskich uderzył na te domy bagnetem. Idąc na kule, w gęsty dym, zdobywano dom po domu, stodołę po stodole. Major Sierawski z batalionem pierwszego regimentu piechoty pośpieszył im na pomoc.

Niemcy ustąpili z lichych domostw przedmiejskich, ale uchodząc zapalili te wszystkie szopy i budy, żeby uniemożliwić dostęp do bram. Brama zachodnia zawarła się przed atakującymi, którzy teraz wystawieni zostali na strzały zza murów, a sami wili się między zgliszczami jak w piecu ognistym. Przy bramie Gdańskiej, gdzie Prusakami dowodził major von Bothe, wrzała walka tym zaciętsza, że tam biły bez przerwy armaty sześciofuntowe i strzelała piechota liniowa. Generał Niemojewski i sam wódz naczelny wszelkich dokładali starań, żeby złamać wejściowe wierzeje. Z dachów, ze strzelnic, z dziur, dymników leciały na oblegających kule i ogień kartaczowy. Cztery armaty i dwa granatniki pod komendą porucznika Charelot krok za krokiem zbliżały się do tej bramy północnej. Drugi batalion regimentu piechoty, dybiący śladem tych armat, wytrzymywał z flegmą i stałością wszystek ogień obrońców. Nareszcie porucznik Charelot zbliżył się o tyle, że mógł wśród gradu kul ustawić dwie swoje haubice naprzeciwko bramy i zaczął w nią prać na wylot, raz za razem.
Ale stara brama nie popuszczała. Walka z całą zaciętością ciągnęła się już sześć godzin. Trzydzieści trupów zasłało drogę prowadzącą do Gdańskiej bramy, a sześćdziesięciu ciężko ranionych wiło się w rowach, pod przykopami, wśród zgliszcz. Dwunastu oficerów ciężko rannych wyniesiono z placu boju.

Kiedy tak ciężko walczyło pod dwiema bramami wojsko polskie i kiedy ciągle grozi mu niebezpieczeństwo odsieczy z Gdańska, gdyby Menard został pobity, zdarzył się wypadek, który na los oblężenia wpłynął od razu i decydująco. Miasto Tczew posiadało trzy bramy: Młyńską, czyli Gdańską na północy, Wodną, czyli Wiślańską na południu i Wysoką na zachodzie.
O istnieniu bramy Wodnej nikt z oblegających nie wiedział. Z tej strony miasta; między ogrodami, wśród parowów stały tylko tu i owdzie na wyższych miejscach pikiety i podsłuchy polskie. Żywego człowieka nie było w całej okolicy. Błąkał się tylko ponad Wisłą jakiś niedorostek obdarty i półnagi. Kiedy zbliżył się do podsłuchu i był zapytany, co jest za jeden i czego tu łazi, odpowiedział, że jest świniarkiem, że służy u jakiegoś Steltnera i że ojcu jego na przezwisko Ćwikliński. Skarżył się z bekiem, że go pan zbił i wygnał z domu. Ojcu, powiadał, boi się pokazać na oczy, panu to samo.
Nie ma już teraz dachu nad głową. Idzie przed siebie i tyla. Ponieważ był z miasta i znał je wybornie, zaczęto mu zadawać pytania. Wtedy rzekł:

- Oj, ludzie, ludzie!... Wy tam strzelacie z przodka, a tu od Wisły miasto całkiem gołe.

Rozpytano go szczegółowo i wtedy jasno wyłożył, że brama Wodna nie ma żadnej straży. Pikiety odstawiły chłopca do czat, te podały go dalej, aż stanął przed obliczem generała Dąbrowskiego, który z wyniosłości pagórka pod Sztembargiem przypatrywał się kolejom bitwy i lustrował okolicę. Wysłuchawszy powieści chłopca generał kazał podwoić ogień na bramę północną i zachodnią. Młody książę Sułkowski, ranny już, na czele drugiego batalionu regimentu pierwszego, i major Brucken, jako dowódca piechoty badeńskiej, natarli z całą forsą na bramę Gdańską.

W tym samym czasie generał Dąbrowski, wziąwszy ze sobą batalion majora Sierawskiego i batalion pułkownika Fiszera, ruszył chyłkiem według wskazań Ćwiklińskiego. Po wertepach, dołach, parowach, przesadziwszy płoty ogrodów, parkany i rowy, dotarł do bramy Wodnej, czyli Wiślańskiej. Brama w istocie była na poły zepsuta i bez obrony. Bataliony wyłamały ją, weszły do miasta, przebiegły tylne ulice i z nastawionym bagnetem rzuciły się na osłupiałych Niemców.

W tej samej chwili zdruzgotane kulami wierzeje bramy Gdańskiej runęły i wojsko z północy wdarło się do miasta: Prusacy strzelali z okien i ze drzwi.
Wreszcie kiedy i bramę zachodnią rozwalono, załoga w sile pięciuset ludzi z dowódcą poddała się.
Zabrano działa. Kiedy po dokonanej kapitulacji Dąbrowski wjeżdżał na główną ulicę miasta,
w pobliżu kościoła katolickiego św. Krzyża z okna kamienicy padło kilka strzałów.
Jeden z tych zdradzieckich pocisków ranił generała w nogę. Rozjątrzone wojsko rzuciło się na ten dom i przetrząsnęło jego wnętrze nie szczędząc nikogo. Chwytano niewolnika, zabierano bagaże i broń, uprowadzano konie albo zabierano z nich uprząż, ściągano wozy do przewiezienia z pola rannych, chromych i osłabłych. Stanęły wreszcie wojska w mieście. Rozeszła się wśród nich wieść, że opanowane są Skarszewy i Miłobądź, a nieprzyjaciel z pośpiechem cofnął się w mury fortecy.
Wtedy jeden okrzyk rozległ się w szeregach:
- Na Gdańsk! ku morzu!


Opis jakkolwiek oparty na źródłach historycznych, zawiera też literacką fikcję (np. motyw ubogiego chłopca wskazującego ponoć niebronioną bramę i parę innych detali).
Wytłuszczony fragment opisu jest o tyle ciekawy, że odnosi się do oddziału, w którym służył Piotr Szembek. Pułkownik Karol Fiszer (pochodzenia niemieckiego) z III pułku piechoty był dowódcą Piotra Szembeka.Źródła historyczne potwierdzają, że w walkach o Tczew szczególnie wyróżnił się batalion dowodzony przez pułkownika Fiszera, który atakował miasto od strony Wisły i wdarł się tam przez Bramę Wiślaną.

Józef Patelski z Kwaczały, w swoich pamiętnikach wspomina, że Piotr Szembek z podległymi żołnierzami wyważył Prusakom bramę forteczną w Tczewie. Wyczynem tym zasłużył sobie na pochwałę w rozkazie dziennym i uznanie generała Henryka Dąbrowskiego.
Generał Niemojewski pisał zaś o zdobyciu Tczewa: „Była to walka oficerów i generałów, którzy musieli zaprawiać młodego żołnierza. Jenerał Dąbrowski był w tej bitwie pierwszym grenadierem''.

Zdobycie Tczewa oznaczało likwidację zagrożenia wypadami ze strony garnizonu gdańskiego. Jak zauważył generał Dąbrowski: „Nic z Gdańska wynijść nie może, cobyśmy z daleka nie widzieli”.

Napoleon z ostródzkiego zamku w piśmie gratulacyjnym dopytywał o zdrowie Dąbrowskiego i prosił o podanie nazwisk kandydatów do Legii Honorowej. Ostatecznie przyznał aż 14 krzyży, co jest faktem godnym odnotowania, ponieważ nigdy wcześniej żadna dywizja nie dostała aż tylu tych odznaczeń. Cesarz nazwał tczewską batalię „pierwszą polską bitwą”.

Wśród odznaczonych brak jest jednak Piotra Szembeka, co może świadczyć, że pamiętniki Józefa Patelskiego nieco wyolbrzymiają rolę naszego bohatera.
A może uznano, że jeszcze za wcześnie na odznaczenie młodziutkiego żołnierza tak zaszczytnym wyróżnieniem?.
Nie ulega jednak wątpliwości, że Piotr Szembek walczył w tej bitwie w pierwszym szeregu żołnierzy i zwrócił na siebie uwagę generała Dąbrowskiego, czego dowodem jest wymienienie jego nazwiska w rozkazie dziennym sporządzonym po bitwie.

Oficjalnie bitwa ta stanowi chwalebną kartę nowo powstałego Wojska Polskiego.
Miała ona jednak swoje drugie oblicze. Obraz bitwy, który wyłania się z zachowanych zapisów i pamiętników odbiega od upiększonej literackiej fabuły.
O realnym obrazie tej bitwy napiszę w II części ,,Oblężenia Tczewa.''

Pozdrawiam usmiech.

P.S.
sceny z inscenizacji bitwy o Tczew 1807:
http://youtu.be/oVkQu5DQPBU

sceny z inscenizacji
http://youtu.be/iRcbj6KQTcw
inny film

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 05-12-2011 20:35
 
melon92
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 07-11-2011 20:47
Awatar

Administrator



Postów: 335
Data rejestracji: 10.08.10

Aż wypieków dostałem. Czekam na ciąg dalszy. oklaski

Nikt nie wyjdzie stąd żywy diabeł
No IQ.
 
capitaneus1
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 13-11-2011 20:19
Awatar

Nowicjusz



Postów: 5
Data rejestracji: 08.09.10

Chopin rzeczywiście był podwrażeniem talentu Szembeka i poziomu jego orkiestry wojskowej.
Piotr Szembek, będąc od 1829 r. dowódcą 3 brygady w I dywizji piechoty w armii Królestwa Kongresowego, stacjonował w Sochaczewie. Posiadał liczne talenty, nie tylko wojskowe, ponieważ, jak zauważyli współcześni, był również umuzykalniony. Generał grywał nieźle na skrzypcach, a także na pianinie. Szembek dowiedział się od swych dwóch znajomych: Michała hr. Skarbka, dziedzica Żelazowej Woli i Józefa Bohdana Zaleskiego, poety, który pełnił obowiązki guwernera w domu Szembeków, o utalentowanym młodym pianiście nazwiskiem Chopin. Zaprosił do siebie artystę, by go poznać. Do spotkania doszło 29 sierpnia 1830 r. Chopina przybył do obozu w Sochaczewie i dał się namówić generałowi, który prosił muzyka, aby dał w tym miejscu koncert na fortepianie. Fryderyk Chopin opisał sochaczewski występ w liście do Tytusa Woyciechowskiego z 31 sierpnia 1830 r.:
"Byłem też onegdaj w obozie u jen. Szembeka po raz wtóry. Trzeba Ci wiedzieć, że on zawsze w Sochaczewie konsystuje [przebywa, stacjonuje] i z Michałem [chodzi o Michała hr. Skarbka] się umówił, żeby mnie do niego zawiózł. Gdy to jednak nie przyszło do skutku, Czajkowskiego, brata tej panny Czajkowskiej, co to gra i mdleje, adiutanta nasłał i mnie tam do niego wzięli. Szembek jest bardzo muzykalny, gra dobrze na skrzypcach, kiedyś u Rodego [słynny francuski skrzypek i kompozytor koncertów skrzypcowych, zmarły w 1830 r.] się uczył, i jest zabity paganinista, a zatem do tej dobrej kasty muzyków należy. Kazał muzyce swojej wystąpić, która się całe rano egzercytowała (ćwiczyła), i dziwne rzeczy słyszałem. Wszystko to na trąbach zwanych Bugla [instrumentach pośrednich między rogiem (waltornią), a trąbką]; ani byś pomyślał, że robią gamy chromatyczne jak tylko można najszybciej i diminuendo na dół. Ażem musiał chwalić solistę, który biedak, już niedługo, widzę, służyć będzie mógł, bo jak suchotnik wygląda, a młody jeszcze dosyć. Zastanowiło mnie to bardzo, jakiem cavatinę z Niemej [chodzi tu o pieśń z opery "Niema z Portici" francuskiego kompozytora Aubera, zmarłego w 1870 r.] na tych trąbach z wszelką akuratnością usłyszał. Ma on [gen. Szembek] fortepian w obozie i nie wiem skąd, ale mnie, dalibóg, zrozumiał, nie udawał."
Dokładnie nie wiadomo gdzie znajdował się obóz generała Szembeka, najprawdopodobniej umiejscowiony był w budynkach dawnego klasztoru dominikanek, które po kasacie swego zakonu zostały w latach 1820 – 1822 przebudowane dla potrzeb wojskowych. Urządzono w nich lazaret, pomieszczenia sztabu, mieszkania dowódców, oraz koszary wojskowe.
Fryderyk Chopin i gen. Piotr Szembek nigdy więcej już się po koncercie w Sochaczewie nie spotkali. Chopin opuścił Polskę, a generał ze swym 1 pułkiem strzelców pieszych wyruszył w nocy z 2 na 3 grudnia 1830 r. z Sochaczewa do Warszawy na ratunek Powstaniu Listopadowemu. Poeta międzywojenny Antoni Bogusławski poetycko opisał marsz generała na Warszawę w wierszu "Strzelcy Szembeka":
"Z Sochaczewa, po błocie,
co rozlało, jak rzeka,
idą w szczerej ochocie
strzelcy piesi Szembeka.
Granatowe kołnierze,
czarny kaszkiet, krok żwawy
- Dokądże to, żołnierze?
- A do samej Warszawy
Młyn na Solcu już gore,
i na braci lud czeka.
Pierwsi przyjdziem - a w porę
- za przewodem Szembeka!
Cztery mile - jak z płatka,
i pod nogą - bruk twardy.
Już warszawska rogatka
- narodowe kokardy!
A z Warszawy sam właśnie
Wielki Książę ucieka.
Na waletę go głaśnie
strzelec pieszy Szembeka!
Nim spodzieli się tchórze,
co to będzie za dziwo,
mieli bilet na skórze
do Abramka na piwo!
Za gwardiami Moskali
Wielki Książę się wścieka:
- Czarci ich tu nasłali,
strzelców pieszych Szembeka!
Po cichutku, złodzieju,
Zemkłeś w miasta ku Litwie!
Obyż, ,
jeszcze spotkać cię w bitwie!
Leci okrzyk najszczerszy,
jak kraj długi, z daleka:
- Niechaj żyje pułk pierwszy
strzelców pieszych Szembeka!"
 
slawomir wieczorek
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 14-11-2011 00:01
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

OBLĘŻENIE TCZEWA CZ II

Trudno dokonać wyboru dokumentów do zacytowania, ale warto może wspomnieć o paru epizodach świadczących o realnym obrazie zmagań.
Otóż w obronie swojego miasta stanęli praktycznie wszyscy zdolni do walki mężczyźni.
Tczew liczył wówczas ok. 1600 mieszkańców. W mieście stacjonowało kilkuset pruskich żołnierzy. Do obrony miasta, oprócz regularnego wojska stanęło ok. 600 mieszkańców, co oznacza, że praktycznie wszyscy mężczyźni zdolni do walki chwycili za broń. Wśród nich sporą część stanowili Polacy.

Oddajmy głos późniejszym zdobywcom Tczewa. Tak pisał o zdobywaniu terenu przed murami obronnymi miasta rówieśnik Piotra Szembeka, 19-letni wówczas Dezydery Chłapowski:
„Dopuścili nas Prusacy blisko domów, a z tych oknami, drzwiami i dziurami w ścianach porobionymi dali razem ognia do mojej półkompanii, tak że podoficer, który przy mnie na lewo biegł naprzód, padł śmiertelnie ugodzony. Padło i za mną kilku, więcej rannych zostało. Pierwszy ten ogień zrobił wrażenie na wszystkich, poprzewracani zabici i mocno ranni zostali oczywiście na placu, a zdrowi poszli w rozsypkę. Przyznaję się, żem głowę tej chwili stracił”.

Dąbrowski po przybyciu pod mury obronne wysłał kapitana Feliksa Grotowskiego do dowódcy obrony miasta majora Botha z propozycją dobrowolnego złożenia broni.
Major Both oświadczył, że polskim pastuchom na pewno się nie podda.
Zamiast białej flagi, odpowiedziano Polakom silnym ogniem artyleryjskim z kartaczy.
W rewanżu, oblegający przypuścili szturm, który został jednak odparty.
Dąbrowski zdał sobie sprawę, że zdobycie miasta bez artylerii będzie bardzo trudne. Zdecydował zaczekać na jej przybycie. Dopiero po gwałtownym ostrzale artyleryjskim, wojska Dąbrowskiego ponownie przystąpiły do szturmu. Przy Bramie Gdańskiej niedoświadczeni żołnierze nie chcieli jednak ruszyć do ataku. Dopiero widok atakującej kolumny badeńskiej i krzyk gen. Weyssenhoffa:
„Cóż, dacie się uprzedzić tym Niemcom?” podrażniły ambicję żołnierzy, którzy rzucili się do bramy.
Tak, tak, Polacy zdobywali Tczew ramię w ramię z Niemcami z Badenii...

Obrońcom miasta skończyła się w końcu amunicja. Prusacy nie mieli już szans.
Batalion pułkownika Karola Fishera (z Piotrem Szembekiem) atakując od strony Bramy Wiślanej wdarł się wreszcie do miasta. Obrońcy miasta poddali się.
Jego zdobycie okupiono dużymi stratami. Zginęło kilkudziesięciu polskich żołnierzy.
Syn gen. Dąbrowskiego – Jan Michał Dąbrowski stracił rękę, sam generał Henryk Dąbrowski został ciężko ranny w nogę.

Postawa obrońców rozsierdziła polskich żołnierzy. Po wkroczeniu do miasta część żołnierzy pruskich próbowała uciec po lodzie na drugi brzeg Wisły, jednak lód okazał się za słaby,
a Dąbrowski rozkazał ostrzelać rzekę z dział. Wielu Prusaków utonęło, a „na Wiśle pod Tczewem widać było pływające kapelusze i warkocze”.

W wyniku ostrzału artyleryjskiego i wywołanych nim pożarów ucierpiało sporo domów, spalone zostały także podmiejskie zabudowania gospodarcze.
Dąbrowski nałożył na Tczew kontrybucję w wysokości 7500 talarów, a jako zakładników – gwarantów zapłaty – zatrzymał 24 znaczniejszych obywateli. Zwolniono ich po pożyczce udzielonej władzom miasta przez zamożnego kupca tczewskiego Andrzeja Turzyńskiego (znajomo polskie nazwisko).
Po zwycięskim szturmie, żołnierze otrzymali dwie tak zwane ,,złote godziny'' na rabowanie miasta.
Jak zwykle bywa w takich sytuacjach, nie obeszło się bez zniszczeń, gwałtów, zabójstw. Życie miało wówczas stracić 14 mieszkańców w tym kobiety i dzieci. Miasto „przedstawiało straszny spektakl; ulice i domy były czerwone od krwi i zawalone trupami Prusaków zmasakrowanych bezlitośnie przez zirytowanych ich długim oporem Polaków i Badeńczyków”.

Antoni Białkowski wspomina w swoich pamiętnikach, że znalazł w piwnicy jednego z domów dziesiątki piechurów „jednych już pijanych leżących, a innych otwierających czopy takim sposobem, że strzelali w dna, a przez otwory lał się trunek. Tymczasem inni kaszkiety (bowiem innych naczyń nie było) podstawiali i z nich pili, niektórzy zaś mieli satysfakcję strzelania tylko do beczek. Niektórzy będąc napici chybiali dna beczki i o mało kogo nie zabili. Jaki widząc taki nieporządek wyrzekłem się miodu. Trunki porozlewany były tak, że już stopy ludzkie zanurzały się w nich, gdym wychodził z piwnicy''.
Rano kilku uczestników libacji znaleziono martwych na ulicy miasta. Okazało się, że zginęli z rąk Prusaków ukrywających się w krypcie fary. Było ich ponoć 60, ale o ich dalszym losie nic nie wiadomo. A właściwie można się domyślić ich losu...
Opisane działania zdecydowanie wykraczały poza obowiązujące wówczas reguły wojenne.
Gen. Dąbrowski w swoich raportach nic nie wspomina jednak o mordach i grabieżach, podkreśla natomiast "humanitaryzm" w traktowaniu przez oddziały polskie pokonanych. Raporty wyglądają raczej na próbę tuszowania całej sprawy.
Na usprawiedliwienie Dąbrowskiego należy powiedzieć, że ciężko rannego przetransportowano go do szpitala w Gniewie. Raport przygotowywał na podstawie informacji od swoich generałów, którzy przy okazji jego sporządzania pokłócili się i niemal nie doszło do rękoczynów.

Z dzisiejszego punktu widzenia, cała sytuacja nadawałaby się pod sąd wojenny. Tyle, że w tamtych czasach były to praktyki powszechnie stosowane. Czynili tak Prusacy, czynili również Francuzi, którzy bez żadnych zahamowań łupili i grabili podbijane obszary. W późniejszym etapie wojny okaże się, że wszystkich przebili Rosjanie, którzy stosowali metodę spalonej ziemi, tak aby wkraczające wojska wroga nie znalazły na zajmowanym obszarze żadnego pożywienia.

Trzeba jednak podkreślić, że dowództwo Wojska Polskiego starało się trzymać w ryzach swoich żołnierzy. Istnieją liczne dokumenty świadczące o zdecydowanej walce z postawami niegodnymi polskiego żołnierza. Zapanowanie jednak nad emocjami wykrwawionego i przetrzebionego po bitwie wojska nie było nigdy łatwą sprawą.

Należy jednak zaakceptować fakt, że dla mieszkańców Pomorza (i to nie tylko Prusaków) wojsko w którym służył Piotr Szembek, było istnym przekleństwem. Narodowe zróżnicowanie i wielokrotne wzajemne odbijanie niektórych miast, potęgowało nienawiść między żyjącymi dotąd w spokoju sąsiadami

Wspomniany już wcześniej gen. Michał Sokolnicki, który został oddelegowany do dyscyplinowania szlachty z oddziałów pospolitego ruszenia niewiele był w stanie zdziałać a i sam nie dawał chwalebnego przykładu.
Skandaliczne było zachowanie jego żołnierzy po wejściu np. do Słupska.
Pospolite ruszenie, niekarne i rozhukane rwało się do rabunków i dokonywało ich nie tylko w mieście, ale także w najbliższej okolicy. Gen. Sokolnicki powstrzymał swych żołnierzy od masowych rabunków. Uznał jednak, że skoro uchronił miasto przed powszechnym złupieniem to należy mu się wdzięczność mieszkańców i nałożył na nich wielką kontrybucję. Wyszczególnił drobiazgowo, co ma się na nią składać:

30 tyś. talarów w gotówce
475 korcy owsa
84 cetnarów siana
9 kop i 36 snopów słomy
18 beczek soli
30 ankierów wódki
10 ankierów wina francuskiego
50 karmionych wołów i skopów
100 funtów kaszy i cukru
kilkadziesiąt zegarków srebrnych i złotych
oraz karetę i cztery konie do niej.


Ta kareta miała służyć oczywiście samemu generałowi Sokolnickiemu.

Gen. Dąbrowski ostro zaprotestował przeciwko nałożonej przez gen Sokolnickiego kontrybucji. Zażądał, aby zwrócić kosztowne zegary i cenne przedmioty. Pisał do gen Sokolnickiego:
„Bardzo mię nie ucieszyło, że Generale kazałeś pobrać zegarki, proszę bardzo, abyś je i wszystkie inne fanty, jeżeli jakie wziąłeś, kazał natychmiast pooddawać właścicielom... Zabieranie ich jest wcale przeciw prawom wojny.” Dalej pisał: „napiszę natychmiast do stanów Pomeranii, że to wszystko, co stało się od komendy mojej w Pomeranii przeciw prawom wojny, było przeciwko mojej woli i nigdy z mego rozkazu.”

No cóż, gen. Sokolnicki postępował w Słupsku identycznie jak postępowali w innych miastach na Pomorzu francuscy oficerowie. Dodam tylko, że nigdy nie zwrócono zrabowanych przedmiotów.

Gen. Dąbrowski miał inne morale. On w legionach włoskich walczył zdecydowanie z wszelkimi przejawami złego zachowania żołnierzy, a jeśli takie się zdarzało, to ich karał bardzo surowo. Często legioniści cierpieli niedostatek, a nie poważyli się rabować.

Wracając do samego Tczewa, dalszy los miasta był równie opłakany.
Pastor malborski Häbler pisał:
„Z Tczewa nadchodzą wiadomości przygnębiające, środków żywnościowych nie ma, przedmieścia prawie wszystkie spalone, a pozostali tam obywatele są ludźmi pożałowania godnymi, chodzącymi boso lub w pantoflach''. Obraz zniszczeń i strat oddaje również list magistratu tczewskiego z 11 sierpnia 1807 roku skierowany do Kamery Wojny i Domen w Kwidzynie: „Od nieszczęśliwego dnia 23 lutego br. wszyscy obywatele od pierwszego do ostatniego żyją w ostatniej nędzy. Kilkakrotnie mieliśmy już sposobność opisać naszej wysokiej władzy przełożonej okropną nędzę miasta i mieszkańców, prosząc o zwolnienie z różnych dostaw, a uzyskaliśmy, jeżeli nie więcej, przyrzeczenie, że nad losem miasta Tczewa współczują i na przyszłość jak najwięcej go ochronią. Ufając temu przyrzeczeniu, staraliśmy się ciężary wojenne jakie spadły na miasto nasze, znosić cierpliwie, oddawać nawet ostatki jakie pozostały po gwałtownej grabieży. Ponieśliśmy większą część kosztów zbudowania mostu pływającego, dostarczyliśmy belek, wszystkiego drzewa, żelaza, kotwic i lin, urządziliśmy piekarnię polową, zaopatrując ją w drzewo opałowe, urządziliśmy szpital wojskowy na 300 łóżek, dostarczając mu do dnia dzisiejszego drzewa opałowego, oddaliśmy artykułów żywnościowych za kilkaset talarów, lekarstw i napojów, opłacaliśmy przez 6 miesięcy dziennie 8–20 dozorców szpitalnych, słowem czyniliśmy wszystko, na co nasze i miasta siły zezwalały. Skoro jednak dzisiaj, gdy w mieście naszym zupełnie zabrakło gotówki, mimo wielokrotne nasze przedstawienia dokonuje się rekwizycji, grożąc egzekucja ostrą, w razie niepunktualnego wypełniania żądań, dziś cierpliwość nasza się kończy, a jeśli sprawa innego nie weźmie obrotu, uciekniemy''.

Taki był realny obraz wojny roku 1807.

Ta pierwsza i krwawa bitwa, musiała na dziewiętnastoletnim Piotrze Szembeku zrobić wielkie wrażenie.
Nie wszyscy wytrzymali trudów bitwy. Z placu boju umykali dezerterzy.
Dla Piotra Szembeka był to jednak faktycznie ,, chrzest bojowy'', po którym jego odwaga jeszcze wzrosła. W kolejnej bitwie ponownie wykaże się brawurą i zwróci na siebie uwagę swojego dowódcy.

Co robił i jak się zachowywał po bitwie o Tczew Piotr Szembek?
Na podstawie jego późniejszej postawy i całego życia mogę wierzyć, że nie było go pośród tych, którzy niszczyli, grabili i mordowali. Wierzę, że brał przykład z tych naszych dowódców, którym na sercu leżało dobro mieszkańców wyzwalanych obszarów.
Ostateczną odpowiedź na to pytanie pozostawiam jednak wyobraźni czytelnika.

Piotr Szembek mimo młodego wieku cieszył się już wtedy dużym zaufaniem gen. Dąbrowskiego.
Ciężko ranny dowódca dywizji, udając się na leczenie do Gniewa zabiera ze sobą najbliższych współpracowników, w tym swojego adiutanta Szembeka awansowanego do stopnia porucznika.
Doskonała jego znajomość języka francuskiego była zapewne wykorzystywana przez generała do utrzymywania stałej łączności z francuskim dowództwem.

Z treści jeszcze wcześniejszej korespondencji między gen. Dąbrowskim a podległymi mu dowódcami, wynika że Szembek był wykorzystywany m.in. do przenoszenia korespondencji.
Np. w liście z 31. stycznia 1807r. gen. Aksamitowskiego do gen. Dąbrowskiego czytamy:
,,Ekspedycję jw. Generała pod dniem wczorajszym odebrałem przez p. Szembeka adjutanta. W momencie odjeżdżającego z rzeczami jw. Generała tegoż samego p. Szembeka, odbieram wiadomość o przymaszerowaniu tu dziś kpt. Gogenmusa z kompanją …''

W innym liście adresowanym przez gen. Aksamitowskiego z Bydgoszczy czytamy m.in.
,,(...) Do p. Marszałka Lefebvre posłałem mój raport o uskutecznieniu jego rozkazów, których kopję wczoraj przesłałem JW. Generałowi przez p. Szembeka …''.

Odważna postawa w bitwie o Tczew spowodowała, że podczas oblężenia Gdańska, dowódca
Piotra Szembeka powierza mu do przeprowadzenia niebezpieczną misję specjalną.
Ale o tej misji i samym oblężeniu Gdańska w kolejnej części.

Pozdrawiam

P.S. Dla osób najbardziej zainteresowanych tym tematem, postanowiłem przedstawić pełną treść listu jaki generał Dąbrowski wystosował do mieszkańców Wielkopolski po bitwie o Tczew.
Generał wymienia w nim kilka nazwisk. Osoby cierpliwe, które przeczytają całość tego listu znajdą również ciekawą wzmiankę o Piotrze Szembeku
Myślę, że warto przeczytać ten list, skierowany przecież do naszych przodków, aby zobaczyć w jaki sposób dawniej przewodzący naszym narodem zwracali się do swoich rodaków.
List został opublikowany w Gazecie Poznańskiej Nr 26 z I.IV 1807r.
Po lekturze listu nasunęły mi się bardzo pesymistyczne wnioski dotyczące dzisiejszych czasów oraz dzisiejszego zachowania i języka polityków.
List ten mógłby stanowić dla nich wzór szacunku dla drugiego człowieka, godności osobistej oraz prawdziwego patriotyzmu.
 
slawomir wieczorek
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 14-11-2011 00:11
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

LIST GENERAŁA DĄBROWSKIEGO DO MIESZKAŃCÓW WIELKOPOLSKI
(dodatek do ,,BITWY O TCZEW cz II)

G n i e w, 3 marca 1807.
jen. Dąbrowski do obywateli departamentu poznańskiego.

Opis bitwy pod Tczewem.
Nie mogłem chlubniejszego otrzymać dla mnie zaszczytu
nad ten, który odebrałem w powierzonym dowództwie tej
części siły zbrojnej narodowej, która w departamencie poznań-
skim pierwszy wzięła zawiązek i którą gorliwość obywateli
w tak krótkim czasie przyprowadziła do stopnia dojrzałości
wojsk regularnych, a wszystkim innym departamentom za
przykład służyła. Czuje zapewnie kraj cały i cenić umie, Sza-
nowni Mężowie, wasze obywatelstwo. Żołnierz zaś waszym
staraniem i kosztem wystawiony, odnawiając swym męstwem
naddziadów sławę, już was zaręczyć może od nowych nie-
przyjaciół napaści.
Dzień 23 lutego jest chlubnym dla broni polskiej, w któ-
rym regimenta w departamencie poznańskim wystawione, mając
na czele szefów i oficerów po większej części w tymże de-
partamencie zamieszkałych, nie tylko dali dowód mężnej sta-
łości żołnierzy starych i ostrzelanych, ale nadto potrafiły zwy-
ciężyć tych, którzy chlubić się jeszcze chcieli pamiątką zwycięstw
w siedmioletniej wojnie.
Nieprzyjaciel mając główne swoje stanowisko w Miło-
bądziu (Miihlbans), w Tczewie (Dirschau) i Skarszewie (Scho-
nek), zasilany ustawicznemi posiłkami z Gdańska. nie przestawał
napadać na moje stanowiska w okolicach Gniewa, nawet się
był ośmielił chcieć pochwycić dywizją gen. Menard. Dałem
rozkaz ruszenia d. 23 lutego ku nieprzyjacielowi. - Podług
rozkazu gen. Menard najprzód opanował Skarszewo i dnia 23
lutego odebrał rozkaz maszerować z Pelplina ze swoją dywi-
zją wielką drogą idącą ze Starogardu do Tczewa i zasłaniać
lewe moje skrzydło od traktu gdańskiego idącego przez Dą-
brówkę (Dammerau), Miłobądź i Langenau. Straż przednia
dywizji mojej pod komendą płk. Dąbrowskiego złożona z jego
pułku jazdy z 4 kompanij strzelców pieszych i dwuch armat,
przed świtaniem ruszyła z Narkowa. Gen. mjr. Niemoiewski
z regimentem pierwszym piechoty prowadzonym przez ks. Suł-
kowskiego, zmocnił straż przednią i wziął nad nią komendę.
Cała dywizja, którą składały regimenta piechoty: 2-gi prowa-
dzony przez płk. Downarowicza i 4-ty pod rozkazami szefa
Ponińskiego, pułk jazdy lekkiej płk. Dziewanowskiego i 7 ar-
mat ruszyły z Gremblina o godz. 4-ej rannej, pod dowództwem
gen. bdy. Kosińskiego. Bataljon I z regimentu 3-go pod roz-
kazami płk. Fiszera, z Narkowa odebrał rozkaz udać się po-
nad Wisłę zasłaniać prawe nasze skrzydło i kierować się do
Tczewa na bramę wodną. W tem porządku maszerowaliśmy
ku Tczewu. Przedniej straży gen. Menard złożonej z dwuch
bataljonów, polskiej piechoty legji północnej, z kawalerji ba-
deńskiej, dwuch haubic i jednej armaty dowodził gen. Puthod.
O godz. 7-ej obydwie kolumny stanęły przed Tczewem i skoro
tylko dywizja gen. Menard. składająca lewe moje skrzydło
rozwinęła się i wzięła stanowisko przed tem miastem, natych-
miast przednia straż dywizji mojej pod komendą gen. Niemo-
jewskiego, przy której ja sam znajdowałem się, uderzyła na
nieprzyjaciela stojącego przed miastem i odparła go między
przedmieścia. Gen. Kosiński odebrał rozkaz rozwinąć
się z dywizją przed miastem i dalszych czekać rozkazów.
Nieprzyjaciel pod zasłoną domów, chciał nam bronić
przystępu do przedmieścia, ale żywo ścigany od młodych na-
szych rycerzy, wkrótce kryć się musiał za mury miejskie i lę-
kając się natarczywości atakujących, podpalił całe przedmieście
dla wstrzymania pożarem zapędu tych. których jego kule za-
trzymać nie mogły. Płk. Hauke, mój szef sztabu z kilku kom-
panjami strzelców, w tem samym czasie atakował żywo przed-
mieście przed bramą Wiślaną i zrobiwszy kilkadziesiąt niewol-
ników, nieprzyjaciół do cofania się przymusił. Płk. Sierawski
z bataljonem I. regimentu 1 piechoty, odłączywszy się od
przedniej straży gen. Niemojewskiego, przyciągnął do tegoż
przedmieścia, gdzie bataljon Fiszera przybyć jeszcze nie mógł,
dla przeszkody wód na drodze jego będących i w zawiłych
ulicach i trudnych wąwozach przed bramą Wiślaną znajdują-
cych się, walcząc mężnie z uporczywym nieprzyjacielem,
oprócz kilku żołnierzy zabitych i wielu rannych, utracił 9 ofi-
cerów ranionych, między któremi płk. Muchowski, który naj-
przód miał konia zabitego pod sobą, a potem sam był ranio-
nym. Płk. Fiszer w tym czasie przybywając z bataljonem swoim
rozwinął się między bramą Gdańską i Wodną w wąwozie
i ucierał się z nieprzyjacielem, zasadzonym po domach w tej
stronie.
Nieprzyjaciel zamknięty w mieście, sypał grad kul ze wszy-
stkich okien, dymników i dachów, a z bramy Gdańskiej raził
bezustannym kartaczow ogniem. Bataljon II-gi z regimentu
l, na którego czele znajdował się ks. Sułkowski i któremu
dowodził przytomny zawsze gen. Niemojewski, oficerowie
i żołnierze z zimną krwią na śmierć spoglądali i z nieustra-
szonym postępując męstwem, wraz zbliżali się ku bramie.
Cztery armaty i dwie haubice, artylerji francuskiej i polskiej.
pod dowództwem walecznego Charelo (!)porucznika artylerji
francuskiej, zbliżywszy się o kilka sążni od miasta, okrutnie
raziło nieprzyjaciela. Z regimentu ks. Sułkowskiego, bataljon
II w tern ataku utracił oprócz żołnierzy, trzech oficerów ran-
nych. a artylerja francuska i polska trzech miała kanonjerów
zabitych i 5 rannych.
Kiedy tak straż przednia dywizji mojej, jako też straż
przednia gen. Menard na mały wystrzał karabinowy, wytrzy-
mały ogień kartaczowy i ręcznej broni, zaczęły się okazywać
kolumny nieprzyjacielskie, z traktu gdańskiego od Langenau
i z drugiego, który przez Żuławy idzie. Gen. Menard wysłał
przeciwko nich swoją awangardę z gen. Puthod, do której
przyłączyłem regiment jazdy płk. Dziewanowskiego. Siedem
godzin już trwało uporczywej bitwy, kiedy nakoniec rozpacz
broniących się ustąpić musiała męstwu nacierających, armaty
nieprzyjacielskie, które z bramy sypały na nas kartacze za-
milkły przed naszemi i nowi nasi żołnierze strzelając ciągle
na okna i dachy, wyparowali stamtąd starych żołnierzy pru-
skich. - Wtenczas młody ks. Sułkowski, na czele II bata-
ljonu swojego regimentu poszedł do szturmu i nie uważając
na dwie odebrane kontuzje, pierwszy wszedł do miasta, a płk.
Mojaczewski piechotą na czele grenadjerów atakując dał do-
wody największego męstwa i zimnej krwi. W tymże czasie
płk. Sierawski z bataljonem I tegoż regimentu i za nim bata-
ljon Fiszera wpadli do miasta przez bramę Wodną, a bataljon
piechoty badeńskiej wszedł trzecią stroną przez bramę od Żu-
ław. Ulice miasta znaleźliśmy okryte trupami i rannymi. Żołnierz
nasz szanował męstwo zwyciężonego nieprzyjaciela, zwycięzca
zapominając strat własnych, oddał hołd ludzkości, niechcąc
niepotrzebnie przelewać krwi zwyciężonych. Dzień ten pamiętny,
dzień, w którym żołnierz od kilku niedziel wystawiony umiał
czuć cenę zwycięstwa i sławy dobijając się o nią z całą od-
wagą i przytomnością żołnierza starego, pamiętnym będzie
równie przez ten żartki zapał, jaki się dał widzieć w korpusie
oficerów. Szesnastu oficerów rannych z regimentu 1 najświet-
niejszym jest dowodem, iż oficer z żołnierzem dobija się
o pierwszeństwo do sławy. Ja znajdowałem się w położeniu,
doświadczyć walczących z sobą uczuciów. Płk. kawalerji Dą-
browski, tuż przy mnie stojący, ciężki odebrał postrzał od
kuli armatniej, ojciec w tej chwili musiał być tylko wodzem, po
skończonej dopiero bitwie dowiedziałem się o stanie rany
mojego syna. W tem momencie przypomniałem sobie słowa
Cicerona de officiis: .Cari sunt parentes, cari liberi, propinqui,
familiares, sed omnes omnium caritates patria una complecti-
tur«. - Gen. Niemojewski przez cały siedmiogodzinny atak
znajdował się na czele awantgardy pod nieustannym karta-
czowym ogniem, zachęcając przykładem i słowy do mężnego
walczenia. Wszyscy oficerowie z mojego sztabu dzielili szla-
chetny żołnierza zapał. Szef sztabu płk. Hauke, adjutant mój
płk. Weyssenhoff dając dowody prawdziwej waleczności, oba
utracili pod sobą konie. Młody adjutant por. Bergonzoni na-
wskroś przestrzelony kulą karabinową, kilka tylko godzin cie-
szył się zwycięstwu. Równie młody por. Szembek, znajdując
się zawsze w pośród najrzęsistszego ognia, miał mundur
i czapkę przeszyte kulami. Podemną dwa konie ubito i w nogi
poniosłem postrzał. Po pierwszej godzinie bitwy, gdy pierwszy
koń był podemną zabity i taż sama kula w nogi mnie raniła,
Strzembosz, namiestnik kawalerji narodowej, podał mi swego
konia wśród największego ognia. Przy drugim ataku, gdy mi
drugiego konia ubito, brat szefa mego sztabu, por. Józef Hauke
ledwo z dziecinnych lat wychodzący, podał mi swego konia
i z zadziwiającą zimną krwią został między walczącemi pie-
chotą. Adjutanci gen. Niemojewskiego naśladowali męstwem
swojego generała: kpt. Objezierski walczył przy swoim bata-
ljonie i konia miał postrzelonego. Por. Krzycki. nieodstępny
boku swego generała miał także postrzelonego konia. Strata
nasza oprócz oficerów nie wynosi w zabitych jak 30 untero-
ficerów i żołnierzy, ale wiele rannych. Nieprzyjaciel stracił
przeszło 100 w zabitych, więcej 200 rannych. Jakaś część,
która przez mury miasta przedarłszy ratować się chciała za
Wisłą, śmierć w nurtach tej rzeki znalazła. Trudno mi jest
wyrazić dystyngujących się. Musiałbym wszystkich oficerów
i żołnierzy wymieniać. Ci co się znajdowali w ogniu, przesadzać
się nie ustawali w daniu najświetniejszych dowodów męstwa
i poświęcenia się dla swojej Ojczyzny. Dywizja I będąca w re-
zerwie i nieczynna w ciągu tej akcji. szlachetną pałała zawiścią
i pewny jestem, że w pierwszym zderzeniu zrówna się z temi,
którzy już walczyli. Co dla mnie największą jest otuchą przy-
szłych pomyślności, jest to, iż w ciągu uporczywej tej bitwy,
niewidziałem jednego człowieka, któregoby niebezpieczeństwo
strwożyło. Zyski nasze dnia tego są niedowyrachowania.
Nieprzyjaciel co się spodziewać nie mógł znaleźć w tak krót-
kim czasie nowego żołnierza, z dawną Polaków odwagą, na-
uczył się szanować go. Rodacy, których życzenia z trwogą
dotąd może się mieszały, wątpić już wcale nie powinni, iż
mają dzielnych obrońców i że ich szlachetnej ofiary w sławie
narodowej dostateczną znajdą nagrodę. W ostatnim rzędzie
korzyści, liczą wzięcie w niewolę jednego majora, 8 kapita-
nów, 10 poruczników, przeszło 600 żołnierzy, 3 armaty i kil-
kaset sztuk broni.
Przednia straż dywizji gen. Menard pod komendą gen.
Puthod, świetne także odniosła korzyści. Dwa bataljony pie-
choty polskiej z legij północnej odparły dwutysięczną kolumnę
aż do Langenau, zdobyły na niej 2 armaty, 200 niewolników
i w czasie boju zajęły ważne wojskowe położenia w Dąbrowie
(Dammerau) i Miłobądziu (Mtihlbans).
Kolumna druga nieprzyjacielska, pokazujęc się od Żuław,
po wzięciu Tczewa w jej oczach, cofnęła się nazad ku Gdań-
skowi. Przyłączam listę oficerów rannych l regimentu.
Opanowaliśmy tak dobrą pozycją, iż nic z Gdańska wyniść
nie może, cobyśmy z daleka nie widzieli.
Winien jestem przezacni obywatele departamentu poznań-
skiego, składający kamerę, komisję kasy centralnej wojskowej,
komisarjat wojskowy i cały ogół tego departamentu, przesłać
wam to opisanie jako należyty hołd uwielbiający, wasz pa-
trjotyzm i z naszej strony przekonywujący was, iż pełniąc
obowiązki dobrych obrońców Ojczyzny, nie zawiedliśmy na-
dziei i zaufania waszego, a na przyszłość zaręczyć wam mo-
żemy zasłonę przeciw nieprzyjaciela [I] Ojczyzny naszej. Ja
z mojej strony poczytuję się za bardzo szczęśliwego, iż sam
z moim synem pierwszy, po trzynastoletnim oczekiwaniu od-
zyskawszy Ojczyznę, krew moją w jej obronie poświęciłem.
Dąbrowski.

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 14-11-2011 00:13
 
slawomir wieczorek
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 22-11-2011 22:47
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

OBLĘŻENIE GDAŃSKA

Zwycięską bitwę o Tczew gen. Dąbrowski przypłacił ciężką raną, która nie pozwalała mu na dalsze dowodzenie wojskami. Dywizję przekazuje zaufanemu generałowi Kosińskiemu. Sam udaje się na leczenie do Gniewa i zabiera ze sobą swój sztab, w tym porucznika Szembeka.

Generał Amilkar Kosiński, dysponując wyłącznie swoimi adiutantami brygadowymi, w korespondencji do generała Dąbrowskiego swoim utartym zwyczajem zaczyna narzekać na trudności w dowodzeniu wojskiem, trudności w utrzymaniu karności itd.
Chyba jako jedyny z całej generalicji może pozwolić sobie na takie spoufalanie się z dowódcą Legii Poznańskiej. Pisze do gen. Dąbrowskiego:
,,mając zawalone wszystkie obowiązki na mnie jednego, ani jednej chwili nie mam wolnej i nic zrobić nie mogę''. Grozi dymisją: ,,Wszystko się co moment bardziej dezorganizuje i ja chwytam tylko podpory, chcąc gmach walący się podeprzeć, lecz sama ich wielość z ręki mnie je wytrąca. Jeżeli Generał nie będzie łaskaw odesłać te wszystkie osoby, które przy dywizji znajdować się powinny i pełnić obowiązki swych stopni, chciej przyjąć moją dymisję''.

Generał Dąbrowski ma wyraźną słabość do swojego kompana z dawnych czasów organizowania legionów we Włoszech. Kolejny raz ulega szantażowi. Jak pisze w 1930r. Janusz Staszewski w książce ,,Wojsko Polskie na Pomorzu Gdańskim w 1807r'' skutkiem tego był powrót do dywizji ,,ppłk. Weyssenhoffa, ppłk. Hurtiga z artylerii, pełniącego obowiązki adiutanta w sztabie dywizji oraz por. Szembeka''.

Porucznik Szembek wraca więc w szeregi dywizji a odciążony od części obowiązków przez uzupełniony sztab, generał Kosiński kontynuuje marsz na Gdańsk. Pod nieobecność generała Dąbrowskiego dochodzi jednak do nieporozumień między generałami Kosińskim, Sokolnickim i Niemojewskim. Każdy z nich uważał siebie za najbardziej godnego dowodzenia dywizją.

Dnia 27 lutego przybywa do obozu apodyktyczny Marszałek Lefebvre i zirytowany postawą polskich generałów zaprowadza swoje porządki. Po kilku dniach dowódcą dywizji zostaje zasłużony i sędziwy generał Giełgud. Na tę okoliczność gen. Kosiński w swoim stylu z lekką nutką ironii pisze do gen. Dąbrowskiego:
,,Czekam tylko na przybycie generał lejtnanta Giełguda, abym mu zdał dowództwo dywizji JW. Pana. Od chwili kiedy dywizja Twoja Generale rozłączyć się musiała z swoim dowódcą, potrzeba było zapewne, ażeby ktoś zajął to miejsce i nie może być doskonalszym jak jest wybór Jego Ces. Mości generał Giełguda na zastępcę JW. Pana. Dla mnie zanadto było szczęścia dowodzić tej dywizji, którą pod Tczewem wprowadziłeś Generale na drogę sławy''Niechętny marszałkowi Lefebvre, widząc rabunkową gospodarkę francuskiego dowództwa innym razem pisze: ,,Zmiłuj się Panie Generale i zaradź zniszczeniu zupełnemu kraju. Jeżeli te okropne rabunki i spustoszenia nie wezmą końca, głód nas przymusi cofnąć się spod Gdańska, a rozpacz mieszkańców doda nieprzyjaciołom siły.''
Nie wątpi jednak, podobnie jak wielu żołnierzy, że Wojsko Polskie posuwając się w stronę Gdańska, wyzwala tereny, które powrócą do Polski. Jak pokaże historia, Napoleon zawiedzie w tym zakresie pokładane w nim nadzieje.

Dnia 8 lub 9 marca dywizja dociera pod Gdańsk, gdzie grupują się już oddziały wojska francuskiego. Gdańsk w swojej historii był już wielokrotnie oblegany i zdobywany. Rzeźba terenu wskazywała na kilka strategicznych punktów. Dwa najważniejsze to Gradowa Góra (tzw. Grodzisko) oraz Biskupia Góra, które z racji wyniosłości stanowiły doskonałe miejsce do ostrzeliwania miasta z armat. Na przełomie 1806/1807 szykując się do konfrontacji z armią napoleońską, Prusacy pośpiesznie odnawiali urządzenia obronne, zaopatrując szańce w palisady, poterny pod wałami (podziemne przejścia), place broni i drewniano-ziemne blockhausy.

Jak pisze w swoich pamiętnikach Dezydery Chłapowski, 12 marca ,,Nieprzyjaciel cofnął się do Biskupiej Góry i z tej warowni działowy ogień rozpoczął. Dwunasty regiment stracił tego dnia wielu ludzi, bo nieprzyjaciel zakryty zwaliskami domów, bezpiecznie strzelał''.
Od 17 marca, pod osłoną nocy, rozpoczęto wykonywać okopy, pozwalające przybliżać się do pruskich szańców. Prusacy zorientowali się jednak w planach i zaczęli oświetlać i ostrzeliwać miejsca gdzie prowadzono wykopy. Z każdym dniem prace posuwały się jednak do przodu. Zapewne brał w nich udział również por. Szembek.Zdobycie pozycji na tych strategicznych wzniesieniach oznaczało zdobycie miasta, bo ,,Skoro Biskupia i Gradowa Góry zostaną wzięte, miasto bronić się nie może''. Kolejne grupy żołnierzy na zmianę realizowały prace związane z podkopami. Pozostałe oddziały dywizji znajdowały się w tym czasie poza zasięgiem armat nieprzyjaciela.
Obrońcy warownych wzniesień, często jednak organizowali wypady w kierunku polskich żołnierzy prowadzących podkopy. Pewnego dnia ,,zrobił nieprzyjaciel wycieczkę z Gradowej Góry na Badeńczyków, których z podkopów wypłoszył (…). Kilkuset kozaków wpadło na badeńczyków z podkopu uciekających i nie wiem ilu ich zabrali''. Podczas jednego z takich wypadów, 26 marca do niewoli wzięto autora pamiętnika – Chłapowskiego.
Niestety w tym momencie kończy się szczegółowy zapis kolejnych dni prowadzonych prac i dalej musimy posługiwać się innymi źródłami wiedzy...

Prace oblężnicze stanowiły tylko jeden z frontów działań wojennych w rejonie Gdańska. Cały czas istniała groźba odsieczy ze strony sprzymierzonych wojsk rosyjskich i pruskich. Dla marszałka Lefebvre'a zabezpieczenie żołnierzy oblegających twierdzę przed ewentualną odsieczą ze strony nieprzyjaciela było sprawą kluczową i na tym koncentrował swoją uwagę.
Kiedy 10 kwietnia naczelny dowódca połączonych wojsk pruskich i rosyjskich gen. Benningsen zawiadamiał Gdańsk o planowanej odsieczy miasta, wśród obrońców zapanowała radość. Odsiecz mogła zostać zorganizowana na dwa sposoby: albo przez frontalne uderzenie z lądu przerywające francuski pierścień albo drogą morską z otwartego morza lub przez Mierzeję Wiślaną.

Na skraju Mierzei Wiślanej naprzeciw Piławy wciąż przebywały wojska pruskie płk. Bulowa.
Były one jednak za słabe na jakiekolwiek akcje. Tymczasem Generał Benningsen grupował kolejne oddziały wojska w Piławie. Manewry i ruchy wojsk miały świadczyć o zamiarze dołączenia ich do stacjonujących na skraju Mierzei Wiślanej oddziałów płk. Bulowa. Te demonstracyjne akcje miały za zadanie przekonać Francuzów, że główne uderzenie planowane jest drogą lądową w prawe skrzydło ich wojsk. W rzeczywistości, gen. Benningsen planował przerzucenie wojsk drogą morską i uderzenie z morza. Francuzi, pilnie obserwujący manewry, nie dali się zwieść gen. Benningsenowi i nie przegrupowali swoich wojsk oblegających Gdańsk w rejon Piławy. Wręcz przeciwnie, oddziały te były cały czas wzmacniane.
Tym nie mniej, gen. Benningsen część swojego wojska skierował do płk. Bulowa. Oddziały te w przyszłości miały dodatkowo uderzyć na pozycje francuskie, już po wysadzeniu na ląd desantu. Wprowadziło to pewną dezorientację i nerwowość francuskich dowódców. Zgodnie jednak z przypuszczeniami gen. Benningsen załadował swoje wojsko na siłą zabrane szwedzkie okręty znajdujące się w Piławie.

Plan gen Benningsena był prosty: przerwanie blokady i odzyskanie połączenia między twierdzą a morzem. Akcją odsieczy kierował gen. Kamieński. Oddziały desantowe wysadzone w rejonie Wisłoujścia, zaatakowały 15 maja o gdz. 4.00 rano. Wśród wojsk osłaniających oddziały oblegające Gdańsk był 2 pułk piechoty pod dowództwem mjr. Downarowicza oraz oddziały pospolitego ruszenia pod dowództwem gen. Sokolnickiego. Polskie oddziały mimo bardzo dużych strat i zajadłego naporu atakujących, utrzymały swoje pozycje. Największą stratą była jednak śmierć ppłk. Parysa, który cieszył się uwielbieniem polskich żołnierzy. ,,Śmierć jego przyczyniła się wiele do zwycięstwa, bo batalion widząc go zabitym z wściekłością rzucił się w szeregi nieprzyjacielskie''.

Wojska francuskie przeprowadziły następnie kontratak, zmuszając wojska rosyjskie i pruskie do wycofania się. Straty po obu stronach były bardzo duże. Jeńców było niewielu, bo jak zaznacza gen. Giełgud
,,Polacy i Francuzi nie chcieli dawać pardonu. Naszym podobał się bardzo sposób zabijania bagnetem, bo się mniej fatyguje, nie mając potrzeby nabijania''
Generał Kamieński widząc beznadziejną sytuację zarządził odwrót. Próba odsieczy nie powiodła się.

Tymczasem pogrzeb ppłk Parysa stał się dla Polaków okazją do patriotycznej manifestacji.
W Gazecie Poznańskiej nr 43 z 30 V 1807r. czytamy, że 17 maja o gdz. 10.00 rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe ,,w obecności generałów Giełguda, Kosińskiego i Sokolnickiego oraz korpusu oficerskiego i żołnierzy wolnych od służby w okopach''.
Jak się okazuje, w pogrzebie wziął również udział por. Szembek.
,,Kondukt pogrzebowy otwierał major placu z dwoma adiutantami sztabu Giełguda, za nimi szła orkiestra, następnie trzeci adiutant dowódcy dywizji por. Szembek., po czy sześciu oficerów niosło trumnę ze zwłokami, a sześciu kapitanów podtrzymywało całun, za trumną szedł Giełgud w otoczeniu generałów i oficerów, cały zaś kondukt otaczała kompania honorowa. Nad grobem przemawiał ks. Sapieha podnosząc cnoty i zasługi zmarłego, po czym gen. Giełgud kładąc laurowy wieniec na trumnie rzekł: ,,Parys! Daję Tobie ten wieniec w imieniu wdzięcznej Ojczyzny!'' Przy spuszczaniu trumny do grobu cały batalion piechoty dał trzykrotną salwę''.

W trakcie walk z odsieczą nawet na moment nie przerwano prac oblężniczych.
Jeszcze 19 maja gen. Kamieński spróbował zaopatrzyć Gdańsk w proch, amunicję i owies wysyłając tam pod ostrzałem załadowaną angielską korwetę pod holenderską banderą. Zbombardowany statek nie dotarł jednak do celu i osiadł na mieliźnie. Również ta ostatnia, rozpaczliwa próba odsieczy była nieudana. Los miasta stawał się przesądzony.

W tych dniach, walka toczyła się na dwóch frontach.
Prace oblężnicze wzmocniono i przygotowywano się do ostatecznego szturmu. Decydujące uderzenie wyznaczono na dzień 21 maja. Główne siły miały uderzyć na Gradową Górkę. Chcąc jednak odciągnąć część broniących się pruskich żołnierzy z tego odcinka frontu, zdecydowano o przeprowadzeniu pozorowanego ataku na Biskupią Górkę. Fałszywy atak z prawego skrzydła miał przeprowadzić generał Kosiński, który wybrał porucznika Szembeka do poprowadzenia w ogień żołnierzy 2 i 3 pułku piechoty.

Jak pisał później gen. Kosiński do gen. Dąbrowskiego, na czele tej grupy posuwał się doborowy oddział złożony z ochotników pułków polskich i francuskich pod dowództwem młodziutkiego por. Szembeka, mający dezertera z garnizonu gdańskiego jako przewodnika ,,przez manowce dobrze mu znane''.

W jednym z późniejszych raportów gen. Kosiński opisał przebieg tego natarcia, zaznaczając, że duże przymioty Szembeka ,,jego roztropność i męstwo usprawiedliwiły wybór nowego żołnierza i chłopca ledwie dziewiętnaście lat mającego. Z karabinem w ręku obok swego przewodnika szedł pierwszy na czele oddziału. Prusacy, znający słabość tego miejsca, jak najmocniej osadzili je strzelcami. Szembek, utraciwszy część znaczną [swej grupy] przez ogień nieprzyjacielski, od niektórych opuszczony, w kilkunastu zbliżył się tak blisko pod okopy, że bagnetami już zrzucał worki z piaskiem, które zasłaniały strzelców i gdyby w tej chwili rozejm ogłoszony nie był, Szembek byłby pierwszym zwycięską bronią na uważanej za niedostępną Biskupiej Górze, do którego fałszywy tylko szturm był rozkazany.''

Znając już co nieco generała Kosińskiego, wiemy że lubił koloryzować wszelkie wydarzenia. Tym nie mniej z jego opisu wynika, że Szembek wdarł się na szańce pruskie, kiedy główne siły oblegających miały dopiero uderzyć i rozstrzygnąć atak! Nie doszło jednak do tego, bowiem właśnie w tym momencie naprzeciw marszałka Lefebvre, który przebywał w okolicach Bramy Oliwskiej, wyjechał parlamentarzysta z propozycją kapitulacji.

Do twierdzy na negocjacje udał się gen. d'Erlon a całe wojsko miało cofnąć się na swoje dawne stanowiska. Po trwających trzy dni negocjacjach, 24 maja obrońcy miasta podpisali kapitulację.
W warunkach kapitulacji Francuzi zgodzili się na wymarsz garnizonu pruskiego z bronią i sztandarami. Na słowo honoru uzgodniono, że wypuszczone wojsko nie weźmie udziału w walkach przeciwko Napoleonowi w ciągu najbliższego roku.
Dnia 27 maja dotychczasowy gubernator Gdańska, gen. Kalkreuth opuszcza ze swoimi wojskami miasto, do którego wkracza następnie część oddziałów francuskich i polskich zgrupowanych pod Gdańskiem. Wśród jednostek wchodzących do miasta są również bataliony 2 i 3 pułku piechoty. na czele z płk. Mielżyńskim.
Możliwe, że wśród tych żołnierzy znajduje się również por. Szembek.
Inne oddziały Dywizji Giełguda zajmowały w tym czasie fortyfikacje na Biskupiej Górce.

W czasie wymarszu wojsk pruskich, gen. Kalkreuth wyraził zdziwienie, że w tak krótkim czasie świeżo zebrane Wojsko Polskie przedstawia tak dużą wartość bojową. Wśród wychodzących żołnierzy było wielu Polaków, którzy na widok bratnich pułków opuszczali dotychczasowe szeregi i dołączali do rodaków. Podobnie czyniło wielu pruskich żołnierzy skarżących się na złe traktowanie przez swoich dowódców. Ok. 4000 opuszczających twierdzę żołnierzy przyłączyło się do armii Napoleona. No cóż, na wojnie zawsze łatwiej ze silniejszym...
Przy gen. Kalkreuth pozostają tylko najwierniejsi.
Jak pisał z przekąsem gen. Giełgud w raporcie do księcia Poniatowskiego - gen Kalkreoth zamiast korpusu żołnierzy zaprowadzi do Prus jedynie swój własny 80-letni korpus.

Dnia 1 czerwca do Gdańska przybywa Napoleon. Organizuje nową administrację miasta. Stanowiska obsadza samymi Francuzami, co wywołuje ostry sprzeciw polskiej generalicji. Gen. Giełgud w piśmie do Napoleona wylicza polskie straty i podkreśla nasze zasługi podczas walk o Gdańsk. Stwierdza, że mieszkańcy Gdańska są Polakami i że większa obecność Polaków w administracji dobrze wpłynie na ich stosunek do Napoleona.
Cóż, pismo nie odniosło skutku. Napoleon prowadził własną politykę. Nie po raz pierwszy i ostatni zawiódł nasze oczekiwania...

Niezadowoleniu Wojska Polskiego kładzie kres wydany przez Cesarza rozkaz skierowania dywizji do Gniewa, gdzie cały czas na leczeniu przebywa gen. Dąbrowski. Wracający do zdrowia Dąbrowski ma na nowo objąć dowództwo nad dywizją i podążyć za oddziałami francuskimi do Prus Wschodnich.
Morderczy marsz Polskiego Wojska (a w nim naszego por. Szembeka) na wschód oraz ostateczne rozbicie wojsk rosyjskich i pruskich oraz podpisanie układu w ramach którego utworzono Księstwo Warszawskie będzie tematem kolejnej części.
Pozdrawiam.

P.S. Dla najbardziej zainteresowanych mam ciekawostki. Może są na forum pasjonaci grup rekonstrukcyjnych? Miłośnicy epoki napoleońskiej zorganizowali w ostatnich latach inscenizacje kilku wydarzeń związanych z oblężeniem Gdańska w roku 1807. Podaję linki pod którymi można je obejrzeć.

1.Oblężenie Gdańska: http://youtu.be/X_Boba2pI3Y

2.Inscenizacja z okazji 202 rocznicy pogrzebu ppłk. Parysa: http://youtu.be/3332qdy5h3o

3.Inscenizacja zatrzymania angielskiej korwety ,,Duntless'' w rejonie Wisłoujścia: http://youtu.be/RUl84Gqal48

4.Inscenizacja wejścia Napoleona i Wojska do Gdańska: http://youtu.be/FaxVeUEORWI

Inscenizacje warte są obejrzenia ze względu na wspaniałe mundury, uzbrojenie i muzykę.
A wizerunek samej korwety ,,Dountless'', która przypłynęła z Anglii do Gdańska na tę inscenizację zapiera dech w piersiach.
Pod adresem www.pulk12.pl w zakładce ,,szlak bojowy oddziału'' , piąty z kolei artykuł pod tytułem ,,Relacja z inscenizacji przy Twierdzy Wisłoujście-Nowy Port z dn. 16 kwietnia 2011r.'' szczegółowo opisuje kolejne wydarzenia, które widzimy w filmie nr 3.

Myślę, że inscenizacje te pozwolą chociaż częściowo wczuć się w epokę napoleońską i spojrzeć na opisywane wydarzenia oczami Piotra Szembeka.
A może ktoś dostrzeże wśród żołnierzy zgromadzonych wokół Cesarza Napoleona samego por. Szembeka Wink?

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 05-12-2011 20:44
 
efkama
#11 Drukuj posta
Dodany dnia 23-11-2011 06:27
Awatar

Administrator



Postów: 1511
Data rejestracji: 29.06.10

oklaski
 
kepnosocjum.pl
efkama
#12 Drukuj posta
Dodany dnia 23-11-2011 19:28
Awatar

Administrator



Postów: 1511
Data rejestracji: 29.06.10

slawomir wieczorek napisał/a:
W tej samej chwili zdruzgotane kulami wierzeje bramy Gdańskiej runęły i wojsko z północy wdarło się do miasta


napoleon.org.pl/tczew6.jpg
J. Kossak, Szturm na bramę Gdańską


Po raz kolejny przeczytałam całą historię i muszę przyznać, że jestem pod niesamowitym wrażeniem oklaski


 
kepnosocjum.pl
slawomir wieczorek
#13 Drukuj posta
Dodany dnia 05-12-2011 20:19
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Bitwa pod Frydlandem 14.VI 1807 oraz podpisanie pokoju w Tylży 07.VII.1807.

Krótko cieszyli się żołnierze dywizji generała Dąbrowskiego urokami Gdańska. Jeszcze ich rozpierała duma z powodu wkroczenia do Gdańska na samym czele wojskowego korpusu jako wyraz uznania przez marszałka Lefebvre'a dla ich poświęcenia w walkach oblężniczych, kiedy po kilku dniach wypoczynku otrzymali rozkaz skierowania się do Gniewa. Oczekiwał ich tam generał Dąbrowski, który dochodził do siebie po ranie odniesionej pod Tczewem.

Dnia 6 czerwca Napoleon rozpoczął wielką ofensywę przeciwko sprzymierzonym siłom rosyjsko-pruskim i rozkazał polskiej dywizji niezwłocznie dołączyć do maszerującej na wschód Wielkiej Armii.
Po dokonaniu dnia 6 czerwca przeglądu wojska w Gniewie, nazajutrz o gdz. 2 nad ranem rozpoczyna się marsz w kierunku Kwidzyna. Z powodu pośpiechu, żołnierze nie zaopatrzyli się w odpowiednią ilość żywności, sądząc, że na terenie Prus, nie będzie kłopotu z jej zdobyciem. Było to błędne myślenie. Tereny, przez które maszerowało wojsko, wcześniej zostało ogołocone przez samych Prusaków a następnie przez przechodzące tamtędy wojsko Napoleona. Żołnierze cierpieli głód. Jeden z nich tak wspominał ten marsz:

,,Smutny to był marsz, gdziekolwiek my przybyli, widzimy tylko sterczące okopcone kominy, zgorzeliska, opalone drzewa i sady całe, które dopiero zielenić się poczęły. Byli to Prusacy i moskale, co tak przed nami wszystko palili. Na dwanaście mil nie widzieliśmy ani jednej porządnej wsi, tylko same zgliszcza. Toteż głód dokuczał nam taki, że czego bym dziś w życiu nie jadł, wówczas za miód zjadłbym: to jest końskie mięso.''

Sam generał Dąbrowski starał się podtrzymywać na duchu polskich żołnierzy, którzy pokonywali dziennie 60km w słońcu, deszczu i o głodzie. Było to wielkie osiągnięcie, które pozwoliło Wojsku Polskiemu uczestniczyć w rozstrzygającej bitwie tej napoleońskiej kampanii.
Generał Dąbrowski opisywał marsz następująco:

,,Żołnierz bez obuwia, bez żywności, bo ta zdążyć za marszem nie mogła, osłabiony pracą trzymiesięcznego oblężenia, zdawał się przewyższać siły fizyczne człowieka, pełniąc bez szemrania powinność swojego stanu, kilku ludzi umarło z fatygi w marszu; z dnia 13 na 14 jeszcze całą noc maszerowaliśmy, spiesząc do boju nie mając od trzech dni chleba i ledwo pół racji mięsa. Ci, co zdążyć nie mogli, na drodze pozostali, złączyli się w znacznej liczbie ze swoimi regimentami na pobojowisku''.

Prosto z tego wyczerpującego marszu, dywizja Dąbrowskiego po dotarciu pod Frydland od razu zajęła bojowe pozycje. Piechota, w której służył Piotr Szembek stoczyła pierwsze potyczki we wsi Schwonau z kozakami atamana Uwarowa i kawalerią Golicyna.
Następnie, będąc już częścią korpusu Lanneasa, przez wiele godzin odpierała ataki dwukrotnie liczniejszych sił nieprzyjaciela. W trakcie bitwy, Polacy znajdujący się na lewym skrzydle byli szczególnie narażeni na ogień artylerii rosyjskiej. W pewnym momencie Dąbrowski posłał generała Kosińskiego ,,do cesarza z żądaniem zmiany stanowiska''.
Jak wspominał generał Kosiński ,,dostanie się do cesarza było wystawieniem na tysiąc śmierci. Cesarz długo się przez szkło przypatrywał naszej pozycji, wreszcie rzekł: trzysta kroków naprzód''.

Generał Dąbrowski został zraniony ,,kartaczem w tę samą nogę, której rana odebrana w potyczce pod Tczewem, nie była jeszcze zupełnie wygojona''.
Przekazał dowodzenie dywizją generałowi Kosińskiemu.

Dwa dni po bitwie Amilkar Kosiński dzielił się swoimi przeżyciami:
,,O południu [14 VI] cesarz przybył na pobojowisko z Gwardią. Ja miałem honor w czasie bitwy ustny czynić mu raport z lewego skrzydła, gdzie był nasz Legion pod rozkazami generała Dąbrowskiego. O godzinie czwartej po południu wszystkie kolumny naszego wojska przybyły i cesarz wydał rozkazy do zakończenia bitwy.[...]. Legion 3 pod dowództwem generała Dąbrowskiego okrył się sławą w dniu tym, który stanowić będzie epokę w dziejach odrodzenia naszego. Nowa nasza piechota, nowa artyleria, nowa jazda stały się godnymi niezwyciężonego Napoleona.''

Generał Dąbrowski w swoim sprawozdaniu pisał:
,,W bitwie dnia 14, która się zaczęła o godzinie 3 z rana i trwała aż do 11-tej w nocy, piechota Legionu 3, stojąc na lewym skrzydle w pierwszej linii pod najtęższym ogniem armatnim należycie dopełniła swey powinności […]. Nieprzyjaciel w najzwyklejszym położeniu bronił się najuporczywiej, nie mogąc wydołać w waleczności nacierających, zostawić musiał pobojowisko okryte trupami i rannymi.''

Z kolei Generał Weyssenhoff wspominał:
,,Widok pobojowiska okrytego trupem, potrzaskanymi wozami nie czynił na nas odrażającego wrażenia; dzikość nabrana w długiej wojnie przez ciągłe własne cierpienia i niebezpieczeństwa przytłumia uczucie litości w sercu żołnierza. Rzeka zawalona była, jak i pobojowisko,''

Jeszcze ciekawiej wspominał podporucznik Antoni Białkowski:
,,Drugiego dnia zaczęto zwozić rannych, których nie tylko domy, stodoły, ale nawet miasteczko objąć nie mogło. Rannych śmiertelnie, albo takich, którzy byli już nie do wykurowania, zostawiono na polu. To okropny widok przedstawiało gdy ci nieszczęśliwi nie mając znikąd żadnego wsparcia ani pomocy, leżeli pod skwarem dopiekającego słońca (…). Najgęściej trupa leżało w miasteczku Friedland. Nad rzeką, gdzie Francuzi linię nieprzyjacielską złamali na lewym skrzydle naszym, gdzie miała miejsce szarża nieprzyjacielskiej jazdy na nas i na naszą artylerię, leżały masy ciał. W samym mieście, gdzie znoszono rannych i tych zaraz amputowano, widziałem trzy kupy rąk, nóg i kawałków ciała na bruku leżących. To tylko z rannych naszych, a cóż dopiero z nieprzyjacielskich, których później znoszono z pola. A z takim ogromem rannych i leżących nie można było sobie dać rady, szczególniej że tylko wojsko takowych znosiło, bo cała okolica była bezludna.''

Taki był obraz bitwy, w której uczestniczył Piotr Szembek. Była to jedyna bitwa z udziałem naszego bohatera, którą dowodził bezpośrednio Cesarz Napoleon. I największa w wojennej karierze Szembeka.
W bitwie uczestniczyło ok. 80 000 żołnierzy po stronie Napoleona oraz ok. 60 000 po stronie cara Aleksandra I. Zginęło ok. 10 000 żołnierzy Napoleona oraz ok. 20 000 żołnierzy rosyjskich.
Charakter bitwy nie pozwalał na indywidualne popisy żołnierzy piechoty. Brak jest indywidualnych wzmianek o Piotrze Szembeku. Każdy z żołnierzy uczestniczący w tej bitwie musiał wykazać się niesamowitą odwagą i hartem ducha.

Wspomnę jeszcze, że druga dywizja wojska polskiego pod dowództwem gen. Zajączka , w którym służyli m.in. rekruci z powiatu ostrzeszowskiego (a więc i Kępna) osłaniała w tym czasie od strony południowej główne siły napoleońskie i zajmując kolejne fragmenty Mazur toczyła mniejsze potyczki z oddziałami wojska pruskiego i rosyjskiego.

Po bitwie, obie nasze dywizje spotkały się w rejonie Giżycka, skąd pomaszerowały na wschód obsadzając mazursko-litewskie pogranicze.

Tymczasem główne siły francuskie posuwały się dalej za uchodzącymi żołnierzami rosyjskimi zajmując kolejne obszary Prus Wschodnich. 19 Czerwca Napoleon pojawia się w Tylży. Obie strony konfliktu (t.j. Francja i Rosja z Prusami) wyczerpane wojną dążą do zawarcia pokoju. Następują wzajemne wizyty wysokiej rangi wojskowych w obozach nieprzyjaciela mające przygotować grunt do spotkania obu monarchów i podpisania porozumienia.

Wśród polskich żołnierzy panował radosny nastrój i wszyscy zastanawiali się nad kształtem przyszłych granic Polski. Wiedziano już o prowadzonych rokowaniach. Snuto marzenia o powrocie do granic z przed rozbiorów. Krążyły pogłoski, że granice Polski ,,zawierać się będą między Odrą, Niemnem i Karpackiemi górami''

Po spotkaniu Napoleona i Aleksandra I na barce zacumowanej na środku Niemna oraz po wielodniowych rokowaniach, 7 lipca dochodzi do podpisania porozumienia.
Dokonano przede wszystkim nowego podziału stref wpływów w Europie a jednym z punktów porozumienia było utworzenia Księstwa Warszawskiego. Nowy organizm państwowy obejmował ziemie pruskie z II i III rozbioru. W dowód przyjaźni względem cara Aleksandra I, cesarz Napoleon oddał Rosji obwód białostocki. Utworzono ponadto Wolne Miasto Gdańsk. Zarówno Gdańsk jak i Księstwo Warszawskie znalazło się pod protektoratem Napoleona. Car Rosji, na mocy abdykacji Stanisława Augusta Poniatowskiego, jako depozytariusz korony polskiej i tytułu Króla Polski, nie zgodził się, aby w nazwie nowo powstałego państwa występowało słowo Polska. Napoleon nie oponował, nie chcąc rozdrażniać Aleksandra I

Polska stała się niestety ofiarą wielkiej polityki. Nowe Państwo było niewielkie, nie posiadało dostępu do morza, nie miało perspektyw przekształcenia się w silny organizm. Niewielki obszar państwa oznaczał małą liczbę mieszkańców a tym samym nie było możliwości zorganizowania licznej i silnej armii. Decyzje Napoleona i jego porozumienie z Aleksandrem I były dużym zawodem dla znacznej części Polaków. Pocieszano się jednak, że jest to tylko pierwszy krok do odzyskania pełnej niepodległości w starych przedrozbiorowych granicach.

Mimo pierwotnego zawodu i żalu, powoli wśród żołnierzy zaczęła dochodzić do głosu radość i duma, że ich poświęcenie przyczyniło się do odzyskania niepodległości.
Radosny powrót Wojska Polskiego do kwater w granicach Księstwa Warszawskiego, jego stacjonowanie na obszarze departamentu poznańskiego i kaliskiego (również w Kępnie) oraz powody dla których nominowany do odznaczenia Piotr Szembek tego odznaczenia w ostatecznym rozrachunku nie otrzymał, będzie treścią kolejnej części.

P.S. Dla zainteresowanych:

Friedland 14.06.1807 – inscenizacja bitwy pod Frydlandem
http://youtu.be/h7KCFzsH4Lo

Tylża 07.07.1807
http://youtu.be/VF4pDIBC-yo

Jeat to fragment filmu o Napoleonie dotyczący spotkania cara Aleksandra I i Napoleona w Tylży, na barce zacumowanej po środku Niemna. Niestety wersję angielską wycofano z Youtube jako naruszającą prawa autorskie. A szkoda, bo Napoleon i Aleksander rozmawiają o Polsce. Wersja francuska pewnie też niebawem zniknie.

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 05-12-2011 20:40
 
slawomir wieczorek
#14 Drukuj posta
Dodany dnia 29-12-2011 23:05
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Powrót do Księstwa Warszawskiego 1807-1808

W dwa tygodnie po podpisaniu pokoju w Tylży (24 lipca) dywizja gen. Dąbrowskiego zebrała się w Ełku i rozpoczęła powrót do świeżo utworzonego Księstwa Warszawskiego.
Jej szlak prowadził przez Białą Piską, Szczuczyn, Kolno, Nowogród, Ostrołękę, Rożan, Pułtusk i Nasielsk do Modlina. Za nią podążała Dywizja gen. Zajączka , która zatrzymała się na dłuższy pobyt na Pradze pod Warszawą.
Pod nieobecność gen. Dąbrowskiego dywizję poprowadził dalej gen. Kosiński na kwatery wyznaczone w departamencie poznańskim. Pierwszym zadaniem brygadiera Kosińskiego była dyslokacja poszczególnych pułków oraz utrzymanie w nich dyscypliny i porządku. Włączeni wcześniej do dywizji Prusacy (a tak naprawdę polscy jeńcy wzięci do niewoli po bitwie pod Jeną) zaczęli rabować okolice Poznania.
Gen. Kosiński zagroził wydaleniem ze służby oficerów nie potrafiących utrzymać w karności swoich żołnierzy. Zajmował się ujednoliceniem umundurowania, broni, ubioru głowy, obuwia a nawet sposobem strzyżenia włosów. Wojsko musiało zostać doprowadzone do porządku. Odbywały się lekcje musztry, który przyciągały ciekawskich mieszkańców miasta.
Pułk 11 w którym służył Piotr Szembek miał garnizon w samym Poznaniu. Korespondent Gazety Warszawskiej donosił w dniu 11 września 1807r., że

,,Regiment pułkownika Mielżyńskiego, składający teraz nasz garnizon codziennie prawie ćwiczy się w obrotach wojskowych. Postawa tego regimentu jest wyborna, a postępowanie oficerów i żołnierzy jaknajlepsze''.

Tym sposobem garnizon poznański przygotowywał się do powitania księcia Fryderyka Augusta, który planował zatrzymać się w Poznaniu w drodze do Warszawy. Wybór przez Napoleona na Księcia Księstwa Warszawskiego dotychczasowego Króla Saksonii zyskał aprobatę Polaków. Była to pewnego rodzaju osłoda za niespełnienie naszych oczekiwań dotyczących granic państwa i nazewnictwa samego państwa
Jak pisał Niemcewicz:

,,Wiele bardzo było powodów do wzbudzenia w Polakach radości i szczerego, z serca pochodzącego, uniesienia w tym dniu uroczystym. Po długoletnim uleganiu władzy obcych panów ukazywał się własny monarcha, książę, który nie był zdobywcą, o którym można było powiedzieć sobie: To nasz Król, co nami podług praw naszych rządzić będzie. A ten król był potomkiem Augusta III, który jakkolwiek niepotrafił zasłużyć sobie na wdzięczną pamięć narodu, był jednak samoistnym królem Polskim, przez wybór narodu na tron powołanym. Konstytucja 3 Maja przekazała dziedzictwo tronu jego dynastyi i księżniczka saska przez tęż Konstytucyą do objęcia rządów powołana, była przy boku nowego Wielkiego Xięcia Warszawskiego, i lud witał w niej, jakby wracającą do tronu przodków prawa onegoż dziedziczkę. Nietylko osobiste cnoty Fryderyka Augusta , które mu miłość Sasów zjednały, lecz i to jeszcze przemawiało za nim do serc Polaków, że mówił ich językiem, że jedną z niemi wyznawał wiarę.''

W połowie listopada powitał Piotr Szembek w garnizonie dowodzonym przez gen. Amilkara Kosińskiego swojego nowego władcę. Żołnierze jak i cała ludność była wzruszona i cieszyła się widokiem swojego monarchy, którego traktowała jak Króla Polski. Czy Piotr Szembek zdawal sobie wówczas sprawę z faktu, że jego pradziadek, Aleksander Szembek (ur. 1685 - zm. po 1734), w roku 1734, w czasie koronacji Augusta III Sasa (a więc dziadka ks. Fryderyka Augusta), niósł za swoim monarchą jabłko?

,,I wreszcie przyszła niedziela, dziń 17 stycznia 1734r. Dzień koronacji królewskiej, która kończyła okres bezkrólewia, i nadawała pełne prawa monarsze. Na uroczystość licznie przybyli zwolennicy króla Augusta III(...) Za królem postępowali trzej wojewodowie z insygniami królewskimi. Koronę niósł wojewoda krakowski Teofor Lubomirski, berło Jerzy Lubomirski, wojewoda sandomierski, a jabłko Aleksander Szembek, wojewoda sieradzki''.
(informacja zaczerpnięta z ,,Przeglądu Krakowskiego''. Zbieżność nazwiska, imienia i czasu, kiedy odbywała się uroczystość, wskazuje, że uczestniczył w niej właśnie pradziadek Piotra Szembeka, który w tym czasie żył i tak się nazywał).

Aby zrozumieć kolejne etapy kariery wojskowej Piotra Szembeka, muszę zrobić obszerną dygresję dotyczącą Traktatu Tylżyckiego, powstałego Księstwa Warszawskiego oraz panujących wówczas stosunków pomiędzy najważniejszymi osobistościami w państwie.
Żołnierze Wojska Polskiego powrócili z wojny 1807r. z mieszanymi odczuciami. Chyba największy ból sprawiało podarowanie przez Napoleona Aleksandrowi I obwodu białostockiego, dopiero co wydartego polskimi rękami z rąk Prus. Wielu było zawiedzionych, że cesarz nie przekroczył granicy Niemna, nie kontynuował wojny z Rosją celem wyzwolenia pozostałych ziem polskich i zaczynało rozumieć postawę Tadeusza Kościuszki, który odmówił wcześniej Napoleonowi zorganizowania insurekcji argumentując:

,,Czyliż ma być zmieniony despotyzm na despotyzm? Mają go dosyć u siebie, nie żeby mieli tak daleko szukać i tylą krwi okupywać.''

Car Rosji i Cesarz Francji negocjując w Tylży dużo rozmawiali o Polsce. Car pokazywał imienne listy Polaków z Litwy i Wołynia oraz z samej Polski, którzy zadeklarowali mu wierność. Napoleon wskazywał na powstanie oraz zorganizowane legie polskie na co Aleksander I odpowiedział:

,,To nie wiele, gdybym był na Twoim miejscu Polacy zarówno by mnie służyli jak dziś Tobie, szczęście się zmienia, te same legie co Tobie służą, mogą i mnie służyć, i bez tego mam wiernych Polaków, ot lepsza przyjaźń ze mną''.

Jaki był stosunek Napoleona do Polski i Polaków? Myślę, że cały czas ewoluował. Początkowo traktował Polskę podmiotowo i jako narzędzie swojej polityki. Samo Księstwo Warszawskie uważał za zdobycz wojenną i starał się z niego wyciągnąć maksimum korzyści militarnych i gospodarczych. Dawał Polakom wymijające odpowiedzi i niewiele obiecywał. Stąd tak wiele gorzkich słów, które znajdujemy w pamiętnikach z tamtego okresu. Niechęć wobec Napoleona wzrastała również wskutek przekazywania francuskim generałom olbrzymich obszarów ziemskich z dóbr narodowych przy niejednokrotnej odmowie przekazywania jej w dzierżawę polskim oficerom. Czary goryczy dopełniały nadmierne obciążenia podatkowe nakładane na wykrwawione i przetrzebione społeczeństwo niewielkiego kraju liczącego początkowo raptem 2 mln. mieszkańców. Konieczność utrzymywania stosunkowo licznej armii była również wielkim wysiłkiem dla młodego państwa. Wreszcie ekspedycja polskich oddziałów w roku 1808 do rozprawy z Hiszpanami walczącymi dokładnie o te same cele co Polacy, powodowało zwątpienie w dobre intencje Cesarza. Chyba najtrafniejszą ocenę czym w istocie było Księstwo Warszawskie zawarł w swoim pamiętniku Fryderyk Florian Skarbek, który pisząc jego historię, mówił o nim jako

,,o ułamku dawnej Polski, który zostawał przez kilka lat pod panowaniem obcego mocarza, co jeżeli nie przywrócił nam bytu, nie miał przynajmniej ani chęci, ani potrzeby zagładzenia naszej narodowości; tego czasu, w którym obok samowładności z jednej, a bezwarunkowej uległości z drugiej strony w stosunkach politycznych, była swoboda w stosunkach obywatelskich i społecznych; tego Xięstwa, za którego nie było powodów do prześladowania za zły sposób myślenia ani ponęt do przeniewierzania się sprawie narodowej''.

Sam Napoleon w późniejszym okresie zrozumiał, że nie było drugiej nacji, która by z takim oddaniem mu służyła. Wybiegając nieco do przodu, o zmianie stosunku Napoleona do Polaków świadczy wydarzenie z roku 15 sierpnia 1811, kiedy w Paryżu na spotkaniu z dyplomatami całego świata zrugał ambasadora rosyjskiego krzycząc:

,,Zostaliście pobici przez Turków pod Ruszczukiem, gdyż mieliście tam za mało wojska, a wie pan dlaczego? Bo aż pięć dywizji wycofaliście z Armii Naddunajskiej, by pchnąć je ku granicom Polski! Znam wasze podstępy! Ględzicie (było dosadniejsze określenie) o swych pretensjach dotyczących Oldenburga (miasto w Saksonii) , lecz ja nie jestem taki głupi, by sądzić, że wam chodzi o Oldenburg! O coś takiego nikt się bił nie będzie!. Wiem dobrze o co wam chodzi – o Polskę! Pański władca chce napaść na Polskę, mydląc mi oczy pertraktacjami! Przysyłacie mi tu różne plany dotyczące Polski! Otóż wiedzcie, że nie dam tknąć jednej piędzi polskiej ziemi, nul!!! Niedoczekanie wasze!!!'''

Różnice w ocenie sytuacji politycznej oraz samego Napoleona były widoczne również wśród kadry oficerskiej Wojska Polskiego. Jeśli dołożyć do tego, charakterystyczne dla nas Polaków, zacietrzewienie dotyczące oceny własnych zasług w dziele odzyskania suwerenności, okaże się, że Wojsko Polskiego (kadra oficerska) było podzielone na różne frakcje, które wzajemnie były sobie niechętne.
Pierwszym powodem podziałów było powierzenie przez Napoleona funkcji głównodowodzącego Wojska Polskiego ks. Józefowi Poniatowskiemu, popieranemu przez magnaterię. Większość społeczeństwa widziała w gen. Dąbrowskim największego bohatera sprawy narodowowyzwoleńczej. Sam gen. Dąbrowski czuł się rozczarowany takim obrotem sprawy. Jego rozgoryczenie dopełniła reorganizacja wojska z dnia 04.06.1807r i zmiana numeracji Legionów. Dywizja Poniatowskiego otrzymała nr 1, Zajączka nadal była nr 2 a dywizji Dąbrowskiego w której służył Piotr Szembek przydzielono nr 3, pomimo faktu zorganizowania tej dywizji jako pierwszej. Gen. Dąbrowski oraz oficerowie dywizji odebrali to jako osobisty policzek. Nowa numeracja ustanowiła jednocześnie hierarchię polityczną poszczególnych generałów na kolejne lata.

Dlaczego Napoleon w ten sposób postąpił? Uważam, że gen. Dąbrowski, mający duże poparcie społeczeństwa był bardzo aktywny i w pewnym sensie ,,uciążliwy'' w kwestiach interesów Polski.
Napoleon zdecydował nieco osłabić jego pozycję. Ponadto był on co prawda w stanie zorganizować pospolite ruszenie, ale ks. Józef Poniatowski potrafił poruszyć sakwy magnaterii. Obiektywnie jednak należy stwierdzić, że ks. Poniatowski doskonale wypełniał swoje obowiązki i sprawa narodowa w niczym nie ucierpiała wskutek wyboru jego osoby na stanowisko głównodowodzącego polskim wojskiem. Niechęć między generałami dywizji była jednak wyraźna.
Pozostawały również do rozstrzygnięcia delikatne kwestie wynagrodzenia poszczególnym oficerom ich poświęcenia. Odbywało się ono w ramach przyznawanych odznaczeń, z którymi wiązały się korzyści finansowe oraz w ramach podziału narodowych dóbr ziemskich (darowizn lub dożywotnich dzierżaw). Możliwości państwa były jednak w tym zakresie ograniczone a chętnych wielu. Należy domyślić się, że w uprzywilejowanej pozycji byli oficerowie z dywizji I, którą dowodził ks. Poniatowski. To on podpisywał i akceptował wyróżnienia i nagrody również dla oficerów pozostałych dwóch dywizji. Siłą rzeczy bliżsi byli mu żołnierze jego dywizji. dywizji.
Podziały wśród oficerów występowały również w ramach poszczególnych dywizji. Nie wszyscy pałali do siebie życzliwością. Np. w dywizji Dąbrowskiego niechętni sobie byli rywalizujący gen. Sokolnicki mający poparcie władz centralnych i gen. Kosiński zaufany Dąbrowskiego.

Różne frakcje oficerskie miały odmienne oceny samego Napoleona i jego dzieła.
Miejscem, gdzie dawano upust politycznym przekonaniom były loże masońskie. Partie polityczne nie funkcjonowały jeszcze w znanym nam kształcie. Olbrzymia część kadry oficerskiej wstępowała (a raczej była przyjmowana) w szeregi poszczególnych lóż. Analiza ich programów mówi bardzo dużo o politycznych i społecznych zapatrywaniach oficerów ich członkami. Ze względu na pewną tajemniczość rytuałów, sposobu ,,rekrutacji'' członków oraz hermetyczność środowisk masońskich, temat ten jest niezwykle ciekawy sam w sobie.
W epoce napoleońskiej wręcz nie wypadało pozostawać poza lożą, o ile chciało się być utożsamianym ze stronnictwem reform i duchem nowych czasów. Masonem wysokiego stopnia był sam gen. Jan Henryk Dąbrowski, który spełniał sekretne misje zlecane przez masonerię.
Zimą 1808 w Poznaniu zorganizowano lożę Francuzi i Polacy Zjednoczeni (Les Francais et Polonais réunis) złożoną przede wszystkim z oficerów polskich i francuskich. Wiodącą rolę pełnił w niej gen. Dąbrowski.
Do loży należeli również gen. Amilkar Kosiński (będący mówcą loży), gen.Ignacy Mycielski, generał Emilian Węgierski. W składzie loży znaleźli się najwybitniejsi przedstawiciele wielkopolskich rodów ziemiańskich i wyżsi oficerowie. Członkiem tej loży został również Piotr Szembek.

Nauki loży Les Francais et Polonais réunis nie odbiegały od głównych zasad chrześcijańskich. Głoszone hasła starano się realizować poprzez pomoc bliźnim oraz bezustanną pracą nad sobą. Loża ta nadzwyczajną czcią otaczała Napoleona i przygotowywała do „wielkiego dzieła wskrzeszenia ojczyzny, Rzeczypospolitej”. Główną jej dewizą było hasło "Ludzie wolni są braćmi", a odpowiednia symbolika widniała nawet na chorągwi legii. Masonerię polsko - francuską znamionuje silne uwydatnienie pierwiastka narodowego. Loża ta, poza wielkim balastem ceremonii, kultywowała głównie myśl odrodzenia i oswobodzenia narodu polskiego. Po apatii społecznej w czasie panowania pruskiego, nowy duch masonerii był zdobyczą o znaczeniu historycznym. Wolnomularstwo z czasów napoleońskich było faktycznie zrzeszeniem patriotycznym. I było w naszych dziejach początkiem wielkiego łańcucha spisków i zrzeszeń narodowych, które uwidoczniły się w późniejszych latach zaborów.

Przynależność Piotra Szembeka właśnie do TEJ loży, świadczy o jego politycznych i społecznych przekonaniach. Piotr Szembek należał do najgorliwszych wyznawców Napoleona. Tym samym popierał wprowadzone w Polsce przez Cesarza nowoczesne rozwiązania prawne wyartykułowane przede wszystkim w nadanej Księstwu dnia 22 lipca 1808r. Konstytucji.
Piotr Szembek z pewnością musiał popierać zmiany społeczne uwalniające chłopów z ,,przypisania ich do ziemi i pana''. Tym samym akceptował kres uprzywilejowanej pozycji szlachty, co nie było wcale takie powszechne wśród członków tej grupy społecznej.
Na spotkaniach członków loży pogłębiano braterskie więzi pomiędzy oficerami po latach wspólnej służby wojskowej (do loży należeli oficerowie z czasów Insurekcji Kościuszkowskiej oraz Legionów Włoskich). Jej członkowie pomagali sobie wzajemnie, popierali swoje kandydatury przy nominacjach na rządowe stanowiska w administracji państwowej i wykazywali wzajemną lojalność.
O lojalności członków loży, może świadczyć fakt, że jedna z wiodących postaci loży ,,Les Francais et Polonais reunis'' – Prusak Joseph Zerboni Di Sposetti, w okresie ponapoleońskim, kiedy powierzono mu najważniejszą funkcję w Wielkim Księstwie Poznańskim - został Naczelnym Prezesem, daleki był od akcji germanizacyjnej, wręcz przeciwnie - sprzyjał Polakom, przez co został usunięty ze swojego stanowiska. Przynależność do loży oznaczała dozgonną lojalność i wzajemne wspieranie się w prywatnej i publicznej działalności jej członków.

Poszczególne loże rywalizowały jednak między sobą. Piotr Szembek wstępując do loży Les Francais et Polonais réunis znalazł się w orbicie towarzystwa, które w skali kraju było raczej spychane na pobocze.
Gen. Dąbrowski po nominacji ks. Poniatowskiego na głównodowodzącego polskimi siłami zbrojnymi, stracił na znaczeniu.
Dodatkowo osoba gen. Amilkara Kosińskiego, którego Dąbrowski widział na stanowisku swojego zastępcy, nie przysparzała jego podkomendnym sympatii i uznania u najwyższych władz.
Amilkar Kosiński, pomimo wielkiego poświęcenia dla ojczyzny, miał jedną zasadniczą wadę. Był niezwykle konfliktowy i wiecznie wysuwał jakieś problemy i potrzeby. Z jednej strony, był dobrym przełożonym swoich żołnierzy, wykazywał się ponadprzeciętną odwagą i był prawdziwym patriotą, z drugiej jednak strony, jego cechy charakteru powodowały, że nie był lubiany przez otoczenie i współpracowników. Postrzegany był jako naprzykrzający się awanturnik, którzy wiecznie czegoś żąda. Miał śmiałość bezpośredniego i niedyplomatycznego wyrażania swoich uwag, co powodowało, że był coraz częściej ignorowany. Dąbrowski miał jednak do niego wielkie zaufanie i po prostu lubił tego swojego niesfornego generała, który śmiało artykułował to, co jemu samemu nie wypadało mówić. Problematycznym stało się jednak popieranie przez gen. Kosińskiego swoich żołnierzy. Była to przysłowiowa ,,niedźwiedzia przysługa''. Niechęć do niego przenoszona była na jego protegowanych.
A jednym z tych protegowanych był sam Piotr Szembek.

Gen. Kosiński, kiedy zorientował się , że jego rywal, gen. Sokolnicki, mając poparcie ks. Poniatowskiego czyni starania o przyznanie mu rangi pierwszego generała brygady w dywizji Dąbrowskiego, udał się do Warszawy celem szukania sprawiedliwości. Nie chciał kapitulować bez walki i pisał do Dąbrowskiego:

,,Próżno jest Generale uchylać się zawsze tym ichmościom, im barziej będziemy się uginać, tem z większą łatwością na nas skakać będą''.

Ks. Poniatowski nominował jednak gen. Sokolnickiego na pierwszego generała brygady. Ponadto odmówieł gen. Kosińskiemu ,,wypuszczenia w dzierżawę dóbr narodowych''.
Wreszcie po powrocie z Warszawy, w korespondencji do ks. Poniatowskiego z dnia 10 kwietnia 1808r.,
(kiedy jak sądzę zapoznał się z nazwiskami żołnierzy 11 pułku, którym przyznano 16 marca 1808r. krzyże wojskowe za odbytą kampanię), zwraca się na piśmie do księcia z propozycją odznaczeń dla swego przybocznego kapitana Szembeka i porucznika Radońskiego,,których wiek i chwałą oznaczone pierwsze kroki, korzystnych nadal dla kraju nadziei są rękojmią''.

W odpowiedzi z dnia 29 kwietnia 1808r. Książę Poniatowski jedynie ,,poważając jego przedstawienie, chociaż mianowania oficerów są zawieszone, wydał rozkaz do umieszczenia JP. Kap. Szembeka w pułku XI piechoty a JP. Radońskiego uwolnił''.

Starania gen. Kosińskiego nie przyniosły oczekiwanego skutku.
Wydaje się, że uwaga ks. Poniatowskiego o umieszczeniu kapitana Szembeka w XI pułku piechoty była zbyteczna, ponieważ właśnie w pułku Mielżyńskiego do tej pory służył Szembek.
A być może, ks. Poniatowski znał już plany umieszczenia tego pułku w Gdańsku i zabezpieczał obecność w nim Szembeka, wiedząc o jego znajomości języka niemieckiego i francuskiego?
Ostatecznie jednak zabiegi gen. Kosińskiego o przyznanie odznaczenia kap. Szembekowi były nieskuteczne.

Zniechęcony ignorowaniem swojej osoby, gen. Kosiński już wcześniej złożył pismo o uwolnienie jego samego od służby, co też nastąpiło w tym samym mniej więcej okresie.
Kiedy gen. Kosiński żegnał współtowarzyszy broni mówiąc ,,Najdroższą chlubą reszty dni moich będzie wspomnienie, że wtenczas kiedy Wielki Napoleon dźwigał naród upadły, ja miałem szczęście Wam towarzyszyć'',
z pewnością nie spodziewał się że już rok później spotka się z nimi znowu na polach bitewnych w obronie zagrożonej ojczyzny; że kapitan Szembek znowu stanie u jego boku!

Tymczasem jednak wydzierżawił od jednego ze swoich podkomendnych pułkownika Mielżyńskiego (również należącego do loży masońskiej) majątek ziemski i postanowił oddać się pracy na roli.

Wkrótce jednak Rada Stanu (pełniąca rolę rządu) złożyła w jego ręce niezwykle odpowiedzialne stanowisko komisarza delimitacyjnego, powierzając mu czynności rozgraniczenia między Księstwem Warszawskim a Królestwem Pruskiem.

Ale o tym fragmencie działalności Kosińskiego, kiedy najwięcej czasu poświęcił na prace w rejonie m.in. Kępna będzie w kolejnej części dotyczącej funkcjonowania naszego miasta w okresie istnienia Księstwa Warszawskiego. Wierzę, że zostanie mi wybaczone chwilowe odejście od głównego tematu Piotra Szembeka.

Pozdrawiam

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 06-01-2012 21:58
 
namysl
#15 Drukuj posta
Dodany dnia 20-01-2012 20:59
Awatar

Początkujący użytkownik



Postów: 17
Data rejestracji: 04.11.10

oklaski
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ankieta
Czy w powiecie kępińskim istnieje problem spalania śmieci?

Tak, spalanie śmieci to poważny problem
Tak, spalanie śmieci to poważny problem
89% [55 głosów]

Spalanie śmieci ma miejsce, ale nie uważam tego za istotny problem
Spalanie śmieci ma miejsce, ale nie uważam tego za istotny problem
5% [3 głosów]

Nie, taki problem nie istnieje
Nie, taki problem nie istnieje
6% [4 głosów]

Ogółem głosów: 62
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 19/06/2016 22:13

Archiwum ankiet
Pracowity koniec roku.[0]
Zaproszenie
Kalendarz
Złap nas w sieci NK  FB  BL  TVN24
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Krawiec Lis z Kępna
· Dobry dostawca inter...
· GWARA WIELKOPOLSKA
· Ksiądz Wincenty Ruda
· Kronika Szkoły w Cze...
· Zapomniany Generał (...
· 19-ty wiek w Kępnie.
· Podejście do Żydów w...

Losowe tematy
· "Katyń" w Kępnie i ...
· Historia Związku Mł...
· Podejście do Żydów ...
· Służba zdrowia w po...
· Kępno.Ratusz.
Najwyżej oceniane zdjęcie
Zdjęcie miesiąca Grudzien
Bralińskie chłopaki na rowerach - ok. 1960
Liczba ocen: 2
Punktów: 10
Archiwum
20,632,603 unikalne wizyty